„Google Books”

0
0

Nie tylko podejrzliwość wzmaga opór przeciwko gigantycznemu projektowi kompanii Google’a obliczonemu na digitalizację wszystkich książek.

"Wszystkich" to może przesada, ale Google zamierza zeskanować zawartość bibliotek amerykańskich i europejskich, by następnie udostępnić je w internecie. Czyli za darmo albo prawie za darmo. Nie ruszając się z domu, każdy będzie miał dostęp do najrzadszych publikacji, do trudno dostępnych wydań przechowywanych gdzieś w odległych zbiorach.
Nikt jakoś nie może uwierzyć, że to ogromne przedsięwzięcie wymagające wielkich nakładów pieniędzy i pracy Google podejmie wyłącznie dla dobra publicznego. Musi mieć w tym jakiś interes, a przecież wiadomo, że współcześnie książki to marny biznes. Snuje się więc rozmaite podejrzenia, łącznie z dopatrywaniem się w tym projekcie złowieszczego planu zawładnięcia zachodnią cywilizacją literacką, by następnie za dostęp do niej dyktować swoje warunki.
Generalne i sensowne zastrzeżenia są więc dwa: przedsiębiorstwo prywatne, którego działalność obliczona jest na maksymalizację zysku, nie powinno się zajmować działaniem, które z istoty winny leżeć w kompetencji instytucji publicznych. Z góry uniknie się wszelkich przyszłych (i możliwych) nadużyć dziedzictwa kulturowego z uwagi na jakiś interes kompanii prywatnej.
Drugie zastrzeżenie dotyczy praw autorskich. Dostęp w internecie do dzieł, które są objęte prawami autorskimi, pozbawi wydawnictwa (i osoby prywatne) czerpania zysków. Praktyka "Google Books", jeśli zostałaby zrealizowana, oznaczałaby ruinę domów wydawniczych, istotnych w cywilizacji zachodniej ośrodków dla krążenia idei w społeczeństwie.
Ten drugi problem został już nieco rozwiązany w taki sposób, iż Google zgodził się na digitalizację książek dawniejszych, przynajmniej ponadstuletnich. Ale to ustępstwo niewiele znaczy w walce o kwestię praw autorskich i tutaj trzeba absolutnie stanąć po stronie Google’a, który dąży do maksymalnego skrócenia tego okresu, wydawnictwa zaś przeciągnęły już standardowy okres ochronny na ponad sto lat. Internet jest tu znakomitym orężem, aby wymóc skrócenie czasu ochrony tzw. własności intelektualnej ponownie (jak w niedalekiej przeszłości) do okresu życia autora i może nieco dłużej.
Zazdrośnie strzeżone i rozciągane prawa autorskie utrudniają obieg idei, hamują rozwój myśli, co zwłaszcza ma negatywny wpływ na emancypację biedniejszych ludzi i krajów. Internet może pomóc w tym, a także mieć istotny wpływ na demokratyzację zacofanych społeczeństw, liberalizację rządów i ogólnie na poprawę jakości życia już nie milionów, a miliardów ludzi. "Google Books" stwarza szansę na "otwarcie" bibliotek dla wszystkich przy założeniu, że w powstającym świecie jeszcze będą ludzie zainteresowani czytaniem i penetracją zbiorów.
 

Autor: CK