Groźne słowo “dedolaryzacja”

9

“Dedolaryzacja” to termin, który stosunkowo rzadko powtarzany jest w mediach. Powinniśmy się zacząć do niego przyzwyczajać. I, niestety, nie wróży to nam niczego dobrego.

Rosja i Chiny już od długiego czasu czyniły przygotowania mające na celu zminimalizowanie znaczenia dolara w transakcjach międzynarodowych. Ostatni kryzys na Ukrainie i ambicje Państwa Środka mogą przyspieszyć ten proces. Kreml w ramach reakcji na sankcje Zachodu już zapowiedział rezygnację z dolara jako środka przeliczeniowego w transakcjach za surowce energetyczne. Gazprom zapowiedział swoim partnerom w Europie, że zamierza w najbliższej przyszłości rozpocząć otrzymywanie płatności za rosyjską ropę i gaz tylko w rublach. Prezydent Władimir Putin polecił wszystkim rosyjskim firmom naftowym i gazowym, aby w najbliższej przyszłości przeszły całkowicie na rozliczenia w rublach.
Z kolei negocjowany przez Gazprom kontrakt na dostawy gazu do Chin ma być już rozliczany z kolei w juanach, jako jednej z alternatywnych walut rezerwowych świata.

Chiny powoli, ale systematycznie uciekają od pośrednictwa dolara w handlu. Zabezpieczają też część swych rezerw, inwestując w złoto, gromadząc zapasy tego kruszcu w niespotykanym tempie. Po cichu zachodzi także inny proces – zmniejsza się rola dolara w rezerwach walutowych Chin. Jeszcze niedawno było to około 60 proc. Jak podaje Bud Conrad, główny ekonomista Casey Research, w 2000 r. dolar stanowił 55 proc. rezerw Chin, ale przez 14 lat ten udział spadł do 33 proc. obecnie. Według niego do 2020 r. dojdzie do 20 proc.

Ekonomiści przypominają, że amerykańska waluta pełni funkcję petrodolara już od 35 lat, kiedy to Henry Kisinger po szoku naftowym z lat 1973-1974 (gdy cena baryłki ropy wzrosła czterokrotnie, z 3 do 12 dol.) nakłonił Arabię Saudyjską do sprzedaży i kwotowania ropy wyłącznie w dolarach . Arabia Saudyjska jest nadal największym producentem i eksporterem ropy. W ten sposób powstał na rynku ropy Petrodollar Standard tworzący ustawiczny popyt na dolara przez wszystkich importerów. Dolary muszą być zakupywane na wolnym rynku walutowym co podbija ich cenę w stosunku do innych walut. Konieczność zakupu ropy w dolarach powoduje, że popyt na dolara jest sztuczny. Byłby on dużo mniejszy, gdyby nie przymus zakupu dolara. Z kolei kraje eksportujące ropę mają ogromne nadwyżki dolarów. Także inne kraje nastawione na eksport, jak Japonia i Chiny, nadwyżki eksportowe gromadzą w dolarach. To bardzo dogodne rozwiązanie dla USA, ale na świecie nic nie trwa wiecznie.

Przed konsekwencjami dedolaryzacji ostrzega wielu ekonomistów. W Seeking Alpha, amerykańskim portalu cieszącym się zaufaniem inwestorów, ukazał się ważny artykuł „Czy Chiny i Rosja próbują unicestwić petrodolara?”. Na alarm biją także Michael Snyder z The Economic Collapse, ale także David Stocman z Contra Wall St. Corner. Z Polaków głos w tej sprawie zajął m.in. na łamach należącego do Narodowego Banku Polskiego prestiżowego portalu Obserwator Finansowy ekonomista Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego Tomasz Gruszecki. Odejście od petrodolarów może zagrozić finansowej stabilności USA. Grozi bowiem spadkiem wartości amerykańskiej waluty. Skutki społeczne galopującej inflacji trudno w tej chwili sobie nawet wyobrazić.

Do tej pory próby odchodzenia od petrodolara nie udawały się. Chciał robić to Saddam Husajn w Iraku i Muammar Kadafi w Libii. Z wiadomym skutkiem. Jednak tym razem kolejna wojna o dolara wygląda dużo poważniej. Bo Stany Zjednoczone nie będą mogły przeciwstawić się grupie BRICS (Brazylia, Chiny, Rosja Indie) – otwarcie dążącej do utworzenia alternatywnego systemu przeliczeniowego w handlu zagranicznym.

Według Gruszeckiego o przyszłości petrodolara zdecyduje ostatecznie Arabia Saudyjska, ale szanse utrzymania obowiązkowych rozliczeń za pomocą petrodolara w handlu ropą są dużo mniejsze niż w 1974 r. Po uruchomieniu nowej technologii wydobycia USA nie są głównym odbiorcą ropy z Arabii Saudyjskiej. Obecnie kraje Azji i Pacyfiku konsumują 2/3 światowego eksportu ropy, a USA tylko 20 proc. Największym odbiorcą eksportu ropy są Chiny. Jeśli te kraje wymuszą rozliczenia w swoich walutach lub swapowe, to po co Arabia Saudyjska i inne kraje naftowe mają gromadzić dolary?

W dodatku stosunki Arabia Saudyjska – USA zmieniły się zasadniczo. W latach 70. XX w. USA gwarantowały Arabii Saudyjskiej i innym arabskim krajom naftowym puklerz militarny. Teraz monarchia Saudów ma do Baracka Obamy żal o to, że nie przeprowadził bombardowań Iranu i zamiast tego podjął z nim rokowania – przypomina polski ekonomista.
Ekonomiści jednak zgodnie twierdzą, że będziemy obserwować stopniowe wypieranie dolarów w rozliczeniach międzynarodowych na korzyść rubla i juana oraz złota, choć o powrocie do zaniechanego w latach 70. parytetu na razie nie ma mowy.

Na szczęście nie wygląda na to, aby miała się pojawić jakaś nowa jednolita waluta rezerwowa na świecie. Z pewnością nie zostanie nią euro, które przeżywa kłopoty. Gospodarki Rosji i Chin są zbyt jeszcze “płytkie”, tym bardziej że kurs juana wciąż jest sztucznie kontrolowany przez rząd. Choć tylko nieliczni ciągle powracają do tematu konieczności wielkiej reformy światowego systemu walutowego, nie brak  głosów wieszczących nadchodzącą katastrofę. Według Gruszeckiego taki scenariusz jest mało prawdopodobny. “Światowe waluty rezerwowe nie upadają nagle. Kilkadziesiąt lat minęło od zastąpienia brytyjskiego funta przez dolara, a funt ciągle jest czwartą rezerwowa walutą na świecie i jedną z czterech, które wchodzą do koszyka SDR. Podobnie będzie z dolarem. (…) Najbardziej prawdopodobny będzie system wielowalutowy z dużym udziałem juana (renminbi)” – napisał Gruszecki w Obserwatorze Finansowym. Tak czy inaczej dolara czekają niełatwe czasy.

Autor: TD