Historia i bieżąca polityka

25

Na dobrą sprawę tylko udział kanclerz Niemiec Angeli Merkel w uroczystościach upamiętniających rozpoczęcie drugiej wojny światowej jest pewny.

Na dobrą sprawę tylko udział kanclerz Niemiec Angeli Merkel w uroczystościach upamiętniających rozpoczęcie drugiej wojny światowej jest pewny.

Zważywszy na coraz agresywniejszą rewizję historii najnowszej, premier Władimir Putin może odwołać w ostatniej chwili zapowiedziany przyjazd, zaś nie wiadomo, kto będzie reprezentował Francję i Wielką Brytanię.
Z zaplanowanej uroczystości pamięci i pojednania spotkanie rocznicowe może przerodzić się w polityczne widowisko na użytek bieżących potrzeb, a więc w swoistą karykaturę wspólnej zadumy nad przeszłością. Historia wciąż jest więźniem dzisiejszej polityki.
I na dobrą sprawę nie można za obecny stan rzeczy winić tylko Rosjan, którzy rozpętali absurdalną kampanię propagandową w celu zafałszowania prawdy o przeszłości. Jest to wysiłek żałosny, bo przecież istnieją filmy archiwalne z tamtych czasów przedstawiające bliską współpracę hitlerowskich Niemiec i stalinowskiej Rosji, fotografie, dokumenty, relacje świadków. Nikogo swoją wersją nie przekonają, ale też Moskwa wie, że nie o to chodzi. Natomiast przez nacisk na swoją wersję ówczesnych wydarzeń Rosja śle sygnał światu, iż nie zamierza rozliczać się z przeszłością, nie będzie więc uznania winy (a przy tym żadnych odszkodowań), a więc i wyrzeczenia się dawnej polityki oraz w związku z tym zmiany kursu.
Nie. Tamtejsza polityka była słuszna, głosi owo przesłanie, i dzisiejsza Rosja, jako bezpośrednia spadkobierczyni stalinowskiego ZSRR, nie zamierza przeszłości potępiać, a przeciwnie – będzie wciąż kontynuować dawną politykę – imperialną, autorytarną, hegemonistyczną. A zgodnie z zasadą, że potęgom niczego się nie narzuca, tylko się z nimi ostrożnie układa, Moskwa wie, że nie musi się martwić specjalnie o zgodność z faktami historycznymi.
Politycy zachodni doskonale odczytują intencje Kremla i z uwagi na bieżące interesy nie chcą wchodzić w spór o przeszłość. Rocznicy wybuchu wojny nie sposób przemilczeć, ale lepiej obniżyć rangę wydarzenia, aby uniknąć konfrontacji.
Polska jak od setek lat staje się ofiarą polityki możnych tego świata. I – niestety – nikt jej racji nie wysłucha, póki gospodarczo nie stanie się równa najbogatszym w Europie; póki militarnie nie stanie się na tyle mocna, że jej armia nie będzie kłopotem dla sojuszników w NATO (a żołnierze nie będą musieli za własne pieniądze kupować sobie kamizelek kuloodpornych, bo kraju nie stać nawet na podstawowe wyposażenie swoich ludzi), a pełnowartościowym partnerem w walce o pokój; póki politycznie nie zacznie działać w kraju i na arenie międzynarodowej na rzecz pojednania, stabilizacji, a spraw spornych nie zacznie rozwiązywać w drodze kompromisu, a nie konfrontacji.
Wydaje się to odległą przyszłością, ale wierzyć należy, iż umiar weźmie w Polsce górę nad zaciekłością.

Autor: CK