Historia kręcona w lewo

32

W naszej kulturze przyjęło się mówić o zmarłym dobrze lub wcale, ale moim zdaniem nie oznacza to, że należy naginać rzeczywistość czy zamazywać pewne aspekty biografii, które nie pasują do obrazu. Mówienie prawdy jest złem?

Zmarł Karol Modzelewski. Wszyscy doskonale znamy jego historię opozycjonisty, więźnia politycznego, senatora I kadencji, kawalera Orderu Orła Białego, twórcy nazwy Solidarność. Po uroczystościach pogrzebowych, które miały charakter świecki i prywatny, a rozpoczęła je i zakończyła pieśń Bułata Okudżawy, zmarły spoczął niedaleko swojego przyjaciela Jacka Kuronia.

I w ten sposób historia zatoczyła koło, dwaj piewcy permanentnej rewolucji, autorzy słynnego Listu Otwartego do PZPR i ZMS (młodzieżówki komunistycznej) – który stał się manifestem politycznym dzisiejszego środowiska „Gazety Wyborczej” (Michnika, Blumsztajna, Grossa) i przedstawiany jest jako wyraz prodemokratycznych dążeń tego środowiska, gdyż grzecznie wspomina się tylko, że stanowił krytykę PRL i rządzącej partii, ale pomija się fakt, że Modzelewski i Kuroń chcieli skręcić bardziej w lewo, niż stał Gomułka czy też Breżniew – znów są razem…

Dlaczego milczy się o tym, iż w rzeczywistości ów list był to skrajny manifest zwolenników totalitaryzmu, a sam Kuroń i Modzelewski (prawdopodobnie trzecim współautorem był Bolesław Tajkowski) bardzo obrażeni na partię, która wykluczyła ich ze swoich szeregów? Obydwaj panowie grali pierwsze skrzypce w Sejmie I kadencji, ale dlaczego nie mówi się o tym, że byli przeciwnikami demokracji? Ich zdaniem partie polityczne nie reprezentują wyborców, oszukują elektorat, a w systemie parlamentarnym obywatele nie mają wpływu na politykę…

Kuroń i Modzelewski byli oburzeni tym, że w PRL-u nie było socjalizmu i stanowczo się wprowadzenia go domagali. (Z czym więc później walczyli jako opozycjoniści?!). Dlaczego nikt teraz nie wspomina, że demokracja według Jacka Kuronia i Karola Modzelewskiego miała wyglądać tak: cała władza w ręce Rad! Zamiast armii – milicja robotnicza! Na wsi system przypominający sowieckie sowchozy! A przede wszystkim koniec systemu parlamentarnego…

Dwaj czołowi przywódcy przemian ustrojowych w Polsce byli zwolennikami trockizmu, czyli ultralewicowego nurtu komunistycznego, którego duchem i twarzą był Lew Trocki. Chichotem historii chyba trzeba nazwać fakt, że zostali bohaterami. Gomułce nie spodobało, że za jego plecami młodzi działacze coś tam knują i publicznie krytykują, więc obaj bohaterowie poszli siedzieć. Jak wyszli z więzienia, stali się socjaldemokratami i, co ciekawe, mieli możliwość wyjazdu za granicę… Jak to w ogóle było możliwie?

Dlaczego władza pozwalała im na wyjazdowe kontakty z kierownictwem IV Międzynarodówki, zwłaszcza z takimi jego przedstawicielami, jak: G. Dobbeler, Livio Maitani, Pierre Frank i Ernest Mandel, a przede wszystkim – w zamian za co uzyskali możliwość szkolenia się na specjalnych kursach dla trockistowskiego aktywu?! Po tych „naukach” tworzył się KOR i droga wiodła prosto do Okrągłego Stołu… Choć lata jeszcze do tego były długie, to i grunt należało przygotować starannie.

Ciepłe słowa nad trumną zmarłego wygłosili byli prezydenci RP: Aleksander Kwaśniewski i Bronisław Komorowski, urzędujący wicemarszałek Senatu Bogdan Borusewicz oraz rzecznik praw obywatelskich Adam Bodnar. Na Powązkach Wojskowych był również obecny trzeci z muszkieterów – Adam Michnik. Tak żegnano Cyryla Budniewicza, urodzonego w Moskwie, a wychowanego przez ojczyma Zygmunta Modzelewskiego (ambasador Polskiego Komitetu Wyzwolenia Narodowego w Moskwie, a od 1947 minister spraw zagranicznych PRL), którego znamy jako Karola Modzelewskiego… bohatera bez skazy.