Jak teraz widzą Amerykę

5

Zdaniem wielu obserwatorów – a i wielu naszych Czytelników – popularność Stanów Zjednoczonych w świecie sięgnęła dna podczas prezydentury George'a W. Busha, szczególnie drugiej jego kadencji.

Zdaniem wielu obserwatorów – a i wielu naszych Czytelników – popularność Stanów Zjednoczonych w świecie sięgnęła dna podczas prezydentury George’a W. Busha, szczególnie drugiej jego kadencji.

Jako powody wymieniano nie do końca uzasadnioną interwencję w Iraku, wojnę w Afganistanie, nieudolną walkę z terroryzmem, niezręczne i niekompetentne poczynania w polityce zagranicznej. "Aroganckie" USA były znienawidzone w świecie arabskim, nielubiane w Europie Zachodniej i Ameryce Południowej.
Zdziwienie wywołała więc wypowiedź byłego sekretarza obrony w administracji Busha, Donalda Rumsfelda. Powiedział on w niedzielę dla telewizji CNN, iż nie ma dowodów na to, że obecnie Stany Zjednoczone są bardziej "lubiane" teraz, kiedy prezydentem jest Barack Obama. Rumsfeld przy okazji skrytykował pokojową Nagrodę Nobla daną Obamie "po 15 minutach jego urzędowania", będącą jedynie dowodem nadziei, jakie świat pokładał w nowym prezydencie, a nie uznaniem jego osiągnięć. Rumsfeld stwierdził też, że zwyczajem Obamy stało się, że "usiłuje przepraszać za Amerykę". Tymczasem Rumsfeld osobiście "jest z niej dumny".
Oczywiście, każdy członek byłego rządu będzie chwalił swoje urzędowanie, a krytykował następców. Jednak nawet wziąwszy to pod uwagę, trudno nie odmówić Rumsfeldowi odrobiny racji.
W świecie polityki słabszy zawsze przegrywa. W świecie public relations, pokrywającym się w pewnej mierze ze światem polityki, przepraszanie, przyznawanie się do błędów daje tylko argumenty przeciwnikom, niekoniecznie natomiast zmienia ich nastawienie na lepsze.
Po objęciu władzy przez Obamę świat dał mu wielki kredyt zaufania. Dotychczasowi krytycy amerykańskiej polityki zagranicznej łudzili się, że za nowego prezydenta ulegnie ona odwróceniu o 180 stopni. Ci, którzy zżymali się na amerykańską arogancję, liczyli na empatię i większe uwrażliwienie społeczne tego wykształconego demokraty.
Sondaże zdają się potwierdzać tezy Rumsfelda: świat nie patrzy teraz na Amerykę cieplej, wyrozumialej. Antyamerykańskie nastroje w świecie mają się dobrze.
Ważnym powodem jest rzecz jasna to, że Obama nie wywiązał się z najważniejszych obietnic – zakończenia wojen, zmiany kierunku polityki zagranicznej. Ale to niecała prawda. Faktem jest również to, że antyamerykańskie nastroje w świecie mają długą tradycję, oparte są na przesłankach emocjonalnych i dlatego nie można ich łatwo zmienić. Nawet w momentach i miejscach, gdzie Stany Zjednoczone robiły dużo dobrego (mniejsza o intencje, chodzi nam teraz o skutek), kraj ten bywał bardzo nielubiany. Przykładem niech będą, odbudowywane za amerykańskie pieniądze z Planu Marshalla, Niemcy i Francja. Paradoksalnie, to Polska, choć zwykle niewiele poza obietnicami dostawała od Ameryki, pozostawała jej wielbicielką.
Może więc w polityce jest tak jak w życiu, tak jak w miłości nawet: szanujesz silnego a kochasz mocniej, gdy ktoś ciebie nie chce. A tych, którzy cię przepraszają i chcą ci się przypodobać – nie cenisz.
 

Autor: JL