Jak zarobić na pandemii?

127
Minister, lekarz, czyli człowiek ze wszech miar zaufania publicznego, robi swoje interesy na pandemii FOTO: EPA

Jak świat światem zawsze, na każdej wojnie, na każdym kataklizmie i nieszczęściu ktoś chciał zarobić i nierzadko zarobił.

Niedawno czytałam o ogromnych fortunach, które wyrosły za polską wschodnią granicą, wykorzystujących konflikty o Donbas i Krym. Nie tylko w Rosji, ale co smutniejsze, również na Ukrainie jest naprawdę sporo osób, które zarobiły i nadal zarabiają na tej wojnie miliony dolarów.
Oczywiste jest, że ktoś musi dostarczać broń i sprzęt, ale nie słyszałam, by jakaś szanowana firma czy państwo robiły to oficjalnie. Dla największych producentów na rynku, do których należą m.in. amerykański Lockheed Martin, europejski EADS czy Finmeccanica, dostarczanie broni dla organizacji paramilitarnych stanowiłoby cios wizerunkowy, po którym mogłyby się nie podnieść.

Ale okazuje się, że dla niektórych osób bogacenie się na cudzej krzywdzie, nieszczęściu, strachu, żerowanie na trosce o zdrowie swoje i najbliższych to „oczywista oczywistość” i nic innego jak po prostu wykorzystanie sposobności. I nie robi tego jakiś drobny krętacz, ale minister. Minister nie od rybek czy energetyki, którego moglibyśmy podejrzewać, że może nie zdawać sobie do końca sprawy z tego, co czuje chory człowiek, co jest w stanie zrobić, by ochronić przed śmiercią najbliższych. To jest lekarz, i to kardiolog, który orientuje się, że jesteśmy w stanie wydać ostatni grosz, ba, nawet pożyczone pieniądze ratując zdrowie. I taki właśnie minister, lekarz, czyli człowiek ze wszech miar zaufania publicznego, robi swoje interesy na pandemii. Na czyimś strachu, może i celowo podsycanym… Na czyjejś wierze, że minister-lekarz chyba wie… Nasz bohater, korzystając z możliwości i wpływów, które daje rządowa pozycja, kręcił sobie interesik jak szmalcownik.
W aferę maseczkowo-przyłbicową oprócz naszego ministra zamieszana jest jego najbliższa rodzina – żona Anna, brat Marcin, a także zaprzyjaźniony instruktor narciarstwa Łukasz G. oraz zakopiańska firma, a raczej firemka, zajmująca się na co dzień handlem oscypkami na straganie. Pandemiczny „interes życia” umożliwiła Łukaszowi G. bliska znajomość z ministrem zdrowia. Kto lepiej od niego wiedział, że jedną z najbardziej pożądanych rzeczy będą maseczki? Nie trzeba też nikomu tłumaczyć, że nie ma nic pewniejszego w biznesie niż zamówienia rządowe. W ten sposób „szybką ścieżką” sprzedano resortowi 110 tys. maseczek FFP2 i 20 tys. maseczek chirurgicznych. Za niecałe 900 tys. złotych nasi sprytni biznesmeni zakupili w Chinach maseczki, które sprzedali rządowi za prawie 5 mln. Poza tym „konsorcjum” Łukasza G. dostarczyło też resortowi 10 tys. maseczek z Ukrainy sprzedając je z jeszcze większym przebiciem. Zapewne sprzedaż maseczek polskiemu rządowi trwałaby nadal, gdyby nie okazało się, że mają lipne certyfikaty i mocno zawyżone ceny, więc całą sprawą zainteresowało się CBA.

Ale przecież pandemia nie będzie trwała wiecznie, trzeba korzystać, ile się da! Skoro na celowniku są maseczki i instruktor narciarski Łukasz G., to weźmy do spółki jego żonę i dobierzmy handlarza oscypków. Nowa firma zakupiła w rzeszowskiej hurtowni 3,5 tys. przyłbic ochronnych za 120 tys. i tego samego dnia sprzedała je resortowi zdrowia ze sporym zyskiem… A to dopiero początek, a nie koniec historii…