Kipi od konfliktów

1
FOTO: PEXELS.COM

„Na Nowy Rok pijmy grape-fruitowy sok!” – pisał przed laty Konstanty Ildefons Gałczyński, a ja kolejny tydzień piję napary, syropy, domowe mikstury, a z alkoholi nalewkę z pokrzywy. Ot i co…

Posypałam się i pozbierać się nie mogę. Karnawał w pełni, a ja zamiast pląsać w sukni na parkiecie paraduję w piżamie po domu na trasie kuchnia – łazienka – sypialnia. Nie w złotych szpilkach, ale w futrzanych kapciuchach i nie z lampką szampana, ale z chusteczka do nosa wkroczyłam w nowy rok i tak siąpię do teraz. Masakra, ale byle do wiosny!
Chociaż właściwie, gdybym czuła się trochę lepiej, to taki udomowiony tryb życia, kiedy czas odmierzam spokojnym rytmem, a nie pędem sama już nie wiem za czym, bardzo mi odpowiada. Mniej się denerwuję, więcej myślę, lepiej śpię, czuję smak jedzenia, powietrza i picia. Mogłabym tak głaskać koty, czytać książki i przyglądać się światu tylko z jednej strony mojego domu – tej od ogrodu, nie spoglądając na ulicę, niekończący się sznur samochodów i ludzi w wiecznym pośpiechu. Na tę stronę, gdzie jest wiewiórka z orzechem w łapkach, pyszczek jeża wystaje spod sterty liści, ptaki buszują w winogronowej stołówce. Nie chcę widzieć szarego betonu chodnika, czerni ulicy. Z jednej życie, z drugiej – przerwanie… Z jednej – spokój, harmonia, z drugiej – szarpanina, wrogość, a w najlepszym razie obojętność. Nie chcę wracać do tego świata!

„Człowiek człowiekowi wilkiem”. W jaki temat się człowiek nie wgryzie, to pod powierzchnią aż kipi od konfliktów. Stalówka nie znosi Siarki, i zawzięcie o tym dyskutują na pięści i na maczety. Konflikt pieszych z rowerzystami, rowerzystów z kierowcami, bo zawsze ktoś komuś na dwa palce wjedzie, jak Kargul Pawlakowi. „Przedsiębiorczy” nie znoszą „roszczeniowych”, górnicy węgla – górników miedzi, wodniacy – wędkarzy, leśnicy – ekologów, mięsożercy – wegan, lewica – prawicy, a środek jednych i drugich. A niby wszyscy Polacy to jedna rodzina… Ciekawa ta rodzina: jedni drugich wysyłają do piekła albo piszą donosy, a jeden przez drugiego prześcigają się w złośliwościach.
„(…) Idź do diabła, tam jest twoje miejsce” – napisał na Twitterze wiceprezydent Warszawy Paweł Rabiej odnosząc się do wypowiedzi abpa Marka Jędraszewskiego, który zapytany, czy ekologia stoi w sprzeczności z nauką Kościoła katolickiego odpowiedział, że: „To zjawisko bardzo niebezpieczne, bo to nie jest tylko postacią nastolatki, to coś, co się nam narzuca, a ta aktywistka staje się wyrocznią dla wszystkich sił politycznych, społecznych. To jest sprzeczne z tym wszystkim, co jest zapisane w Biblii, począwszy od Księgi Rodzaju, gdzie jest wyraźnie mowa o cudzie stworzenia świata przez Boga”. Do wspomnianej nastoletniej aktywistki, czyli Grety Thunberg, zaraz o całym zajściu doniosła świeżo upieczona europarlamentarzystka Janina Ochojska: „ Droga Greto, popieram twoją działalność, ale wyobraź sobie, że arcybiskup krakowski Jędraszewski uważa cię za zmanipulowaną osobę, która zaprzecza Biblii. Chociaż Bóg powiedział: ‚uczyńcie ziemię poddaną’, a nie ‚zniszczmy ją’. Powodzenia. Mamy wiele do zrobienia”.

I tak wygląda świat po otwarciu drzwi na ulicę… Odwracam się więc plecami i przez okno w salonie spoglądam na sikorkę zaglądającą do karmnika. Czytam rozmowę z Agnieszką Holland w Kulturze Liberalnej. „Ja bym założyła nowy kościół. Miałam nawet taki plan, tylko zabrakło mi wolnego czasu. Zakładanie kościoła jest bardzo pracochłonne”. I już wiem, że przed tym szaleństwem nie ma ucieczki, wpełznie lufcikiem, wywietrznikiem, przez szparę w murze. Biorę więc kolejną tabletkę i idę spać…