Klub Świętego Mikołaja

126
FOTO: PEXELS.COM

K. jest ostatnio bardzo miła dla swojego brata. Przepraszała go, że tak nim poniewierała, gdy była w liceum. Ciekawe, co ją naszło?

Dojrzałość? Tęsknota za rodzinnym domem? Ty też o wiele częściej w tym roku dzwonisz do nas, żeby nam powiedzieć, że nas kochasz…
Oj tam, oj tam. Od razu dojrzałość i tęsknota. Myślę, że ma po prostu dobry nastrój przed świętami.
Widzicie? Widzicie? Trafiła mi się jedyna siostra na świecie, która jest niereformowalna emocjonalnie. Ona nie będzie dla mnie miła nawet na święta! I nigdy!
Ludzie, trzymajcie mnie. Bosz… No dobra, zastanowię się. Może poproszę Mikołaja o poradnik: Jak stać się miłym dla siostry w jeden weekend!

*
Immunoterapia to nasza ostatnia możliwość. Ubezpieczalnia jej nie pokrywa, bo stwierdzili, że wykosztowali się na wystarczającą liczbą chemioterapii w tym roku. Oczywiście, znając mojego męża i jego historię brania ostrych zakrętów w ostatnim momencie i wychodzenia z nich cało, a nawet zwycięsko, to pewnie okaże się, że to będzie jego złoty strzał. Złoty strzał po nowe życie. Strzelasz w drzewo, a tu się okazuje, że na najwyższej gałęzi, której nie widziałeś, ale w którą trafiasz, wisi właśnie ten wór z twoim nowym życiem. Wór spada ci pod nogi, otwierasz go i voila! Jedyna rzecz to, że dobrze by było odkryć w tym worze jakąś kasę. Po tej immunoterapii jesteśmy spłukani na maksa, idą na nią wszystkie nasze oszczędności i nawet mała pożyczka…Jakbyście spotkali gdzieś Mikołaja, to szepnijcie mu o tym worze i o tych pieniądzach, co kochani?

*
Tato, czym ja się interesuję? Bo ja się wszystkim interesuję. Ale nie można Mikołaja poprosić o wszystko, prawda? Nie można?
Daj mi spokój. Jestem taki zmęczony. Dopiero co wszedłem do domu. Skąd ja mam wiedzieć, czym ty się interesujesz? Zmieniasz zainteresowania jak rękawiczki, coraz to co innego. Z dziećmi zawsze tak jest. Potem im coś kupujesz, myślisz, że sprawisz im wielką frajdę, gwiazdkę z nieba dajesz, a one niezadowolone. Skrzywione. Fochy, pretensje. A już szczególnie jak się okaże, że znajomi dostali coś całkiem innego. Powiem ci coś, tajemnicę, taką na ucho. U innych zawsze będzie co innego. Na tym polegają ludzie. Na tym polega świat, żeby nie było wszędzie tak samo. Żeby różnorodność była i pluralizm. Inaczej byśmy się tu wszyscy na śmierć ze sobą zanudzili. Rozumiesz? Człowiek jest stworzony do kreatywności, do rozwoju. Szczęście możliwe jest tylko wówczas, gdy robimy jakiś postęp, rozumiesz? Rozwijamy się, odkrywamy nowe rzeczy, nabywamy wiedzę. Uczymy się! O tak! Ja wiem, o co powinnaś poprosić Mikołaja. O coś, co ani tobie, ani żadnej z twoich koleżanek do głowy jeszcze nie przyszło! To dopiero będzie prezent!
Wow. No to o co ja mam go poprosić? Tato?

*
Taka kupa jedzenia? Na taśmie przy kasie się nie zmieści. To będzie ją kosztowało kilkaset dolarów. Może ma wielką rodzinę, choć tu tylko z tą jedną dziewusią przyszła? A może na przyjęcie kupuje? Grudzień, miesiąc imprez i przyjęć. Też się kiedyś takie robiło. Pieczeń się przyrządzało dla gości, zakąski rozmaite, wypieki. Większość przepisów pochodziła z tej książki kucharskiej, co pod telewizorem leżała. Jakiż ona miała tytuł? I choinka żywa musiała być obowiązkowo. Objeżdżało się czasem wszystkie punkty sprzedaży w mieście, żeby coś porządnego znaleźć. Stary innej nie uznawał. Wbił dzieciakom do głowy, że jeśli sztuczna, to Mikołaj im prezentów nie przyniesie, bo on po zapachu idzie. Zanim w komin wejdzie, to najpierw tam nos wsadza, węszy, jeśli wyczuje żywicę i kakao, wtedy jazda!
A starzy ludzie jak ta pani też dostają od Mikołaja prezenty, mamusiu?
Oczywiście, wszyscy dostają od Mikołaja prezenty. Chyba że nie byli grzeczni. Ale ta pani na pewno była grzeczna.
Święty Mikołaju, byłam bardzo grzeczna. Czy mógłbyś sprawić, żeby córka z rodziną zmieniła zdanie i żeby odwiedzili mnie na święta, zamiast znów jechać na Hawaje, czy gdzie tam sobie w tym roku wymyślili…

*
Zapiekanka z serem i szynką, sałatka wiosenna i mrożona herbata na wynos. To wszystko? Dziękuję. Czy chciałby pan wesprzeć szpital dziecięcy St. Jude i zaokrąglić sumę do 20 dolarów? Nie dzisiaj? Nie szkodzi. Dziękujemy i zapraszamy. Trzydzieści trzy centy, drogi panie. Tyle by cię kosztowało jakieś biedne dziecko, które może nawet nie doczeka tych świąt. Przychodzisz tu do mnie po zakupach w Nordstromie, nie z jedną, a z trzema wypchanymi torbami bijącymi po oczach logo sklepu jak żarówkami. I żałujesz tych kilku centów dla bliźniego w potrzebie? Dla dziecka? O ludzie, gdzie jest Święty Mikołaj, gdy potrzeba go najbardziej? Powinien się tu zjawić z rózgą i wychłostać takiego samoluba jednego z drugim, a potem jeszcze węglem twarz im wysmarować, żeby całe miasto widziało, kim są ludzie bez serca pośród nas.
Myślisz, że nie widzę twojego szyderczego wzroku, młoda damo? Myślisz, że nie wiem, co sobie o mnie w tej chwili myślisz? Uważasz, że jestem wrednym snobem, któremu świat kończy się na czubku własnego nosa? Że to przez takich jak ja ludzie umierają na ulicach i ginie planeta? Musisz jeszcze trochę pożyć, dzieciaku, żeby zrozumieć, że świat nie jest taki biały i czarny, jakim go w tej chwili widzisz. Jadę do żony do hospicjum. Jest po zawale, leży sparaliżowana, tylko oczami da radę poruszać. Ona ma kroplówkę, ja to, co mi zapakowałaś, zjemy razem lunch. W tych torbach są prezenty gwiazdkowe. Najpiękniejsze ubrania i buty, jakie wpadły mi w oko. Moja żona nigdy ich nie założy, ale zostawię je przy jej łóżku, będą tam stały, dopóki będzie żyła. Żadna z tych rzeczy nie jest w jej rozmiarze. Są w rozmiarze córeczki pielęgniarki, która się nią opiekuje. Czy spotkałaś kiedyś człowieka, który wydał ci się żywym aniołem stąpającym po ziemi? Pewnie nie, jesteś na to jeszcze za młoda, takie rzeczy człowiek dostrzega i rozumie dopiero wtedy, gdy dostanie w życiu wystarczająco wiele bolesnych kopniaków. Pielęgniarka mojej umierającej żony jest takim właśnie aniołem. Każdego dnia, gdy rzucam w Pana Boga przekleństwami, dlaczego moja żona i dlaczego ja, jednocześnie dziękuję mu z płaczem za tę kobietę, bo wiem, że dzięki niej moja żona umiera otoczona dobrem, czułością i miłością. Już kilka razy chciałem jej dać dowód mojej wdzięczności, ale odmawia jakichkolwiek podarunków. W tych torbach są więc ubrania dla jej córeczki. Tyle, na ile mnie było stać po tym, jak wydałem całe życiowe oszczędności i nawet straciłem dom, bo komornik właśnie mi go zajął, szpital domaga się zwrotu kosztów za leczenie żony. Jestem bankrutem. Na imię mam Mikołaj, gdybyś z jakichś przyczyn chciała jednak wiedzieć. Kto wie, może się jeszcze kiedyś spotkamy?