Komu zależało na pozbyciu się Jamala Khashoggiego

0
4

Nie on jeden jednak krytykował wstecznictwo Saudów i nie tylko on otrzymywał pogróżki, fałszywie przymilne zaproszenia do rozlicznych konsulatów swojego kraju. Ale to jednak on był jedną z najbardziej znanych postaci wypowiadających się przeciw wojnie w Jemenie i narastającym represjom politycznym, pomimo pozorów demokratyzacji życia w Arabii i popuszczania wahabickiej uzdy kobietom.

ADWOKAT DIABŁA NIE CHCIAŁBY NIM BYĆ W TYM PRZYPADKU
Następca tronu, 33-letni książę Mohammed bin Salman, w skrócie nazywany MBS, po zamordowaniu i zmasakrowaniu ciała Jamala otrzymał inny przydomek z tymi samymi inicjałami: Mohammed Bone Saw (Mohammed od cięcia kości), a wzięło się to stąd, że dziennikarz najpierw został zwabiony do saudyjskiego konsulatu w Istambule, gdzie najprawdopodobniej wstrzyknięto mu śmiertelną dawkę środków nasennych, a potem poćwiartowano.

Arabia Saudyjska wyparła się najpierw jakichkolwiek afiliacji ze zdarzeniem, potem jednak, na skutek nacisku opinii publicznej, zaczęła mięknąć i przyznawać, że jednak saudyjskie palce mogły być w tym morderstwie umoczone.

Nawet udało się wylosować winnych, a były to przeważnie osoby z osobistej ochrony MBS, jego bezpośredni wojskowi doradcy i najprawdopodobniej kilku komandosów. Według nagrań z podglądu, byli oni w tym dniu w konsulacie i opuszczali go w podejrzany sposób tylnym wyjściem, a Arabia Saudyjska utrudniała śledztwo, jak tylko potrafiła. Do dzisiaj liczba napastników waha się między 11 a 15.

Władze tureckie nie dostały pozwolenia na dokładne przeszukanie budynku konsulatu przez wiele dni. Konsul uciekł do kraju, a sąsiedzi zeznali, że w placówce w dniu morderstwa odbyło się nagle BBQ w ogrodzie, choć przez 12 lat sąsiedztwa, nigdy nic takiego wcześniej się nie zdarzyło. Istnieją poszlaki, że ciało zamienione na rąbankę dotarło gdzieś w okolice Belgradu, a inna opcja głosi, że jego rozpuszczanie w kwasie, na miejscu w konsulacie nie pachniało zbyt ślicznie i należało smród czymś zamaskować, stąd harce w ogrodzie.

Przykładów na temat okrucieństwa w pozbywaniu się wrogów przez narody Bliskiego i Dalekiego Wschodu jest wiele i zamordowanie dziennikarza nie odbiegałoby od schematu, jednak w świetle dotychczasowej, bezwzględnej, ale supermądrej polityki królów saudyjskich, nie można zadać pytania: ale po co? I czy aby straszliwe morderstwo nie zostało uknute w zupełnie innych głowach niż saudyjskie, a do wykonania wyroku użyto MBS, młodego, okrutnego, megalomana o dyktatorskich ambicjach, a w gruncie rzeczy nie tylko pierwszego następcy tronu, ale również pierwszego durnia w Arabii Saudyjskiej.

REWOLUCJA PAŁACOWA I JASKÓŁKI POSTĘPU
Nie mam zamiaru bronić następcy tronu saudyjskiego Mohammada bin Salmana, wręcz przeciwnie, i, mimo pewnego lęku przed jego długimi rękami, muszę napisać, że trudno zadecydować, czy jest bardziej bezmyślnie okrutny, czy beznadziejnie głupi.

Obecny następca tronu, bez zgody, czy też za zgodą swojego ojca – cierpiącego na chorobę Alzheimera, 89-letniego króla Salmana – dokonał rewolucji pałacowej i poprzedniego następcę, 59-letniego Muhammada bin Nayefa wygryzł w roku 2017. Nayefa próbowano kilkakrotnie zgładzić i dopiero terrorysta-samobójca – oczywiście był w żaden sposób niezrzeszony – dostał się na salę audiencyjną z ładunkiem w odbycie i w pobliżu Nayefa wysadził się w powietrze. Rany odniesione w tym zamachu, podobno, spowodowały odsunięcie poprzedniego następcy od tronu.

Nie miejsce tutaj na wyliczanie koligacji licznych męskich potomków, ich znaczenia i pierwszeństwa do dziedziczenia najwyższych zaszczytów, ale sprytny młody książę jest synem króla, gdy Nayef był jedynie bratankiem. Nie znaczy również, aby poprzedni pretendent do tronu był postępowym wujkiem, przywiązanym do prawości, bo zamykał dysydentów, niszczył opozycję, ale przy tym wszystkim jednak miał zdolność przewidywania i rozumiał konieczności, był dobrym dyplomatą i wprawdzie niechętnie, ale wprowadzał pewne ustępstwa prawne dla kobiet.
Generalnie jego poglądy były zachowawcze.

Natomiast MBS zrobił efektowne entrée na scenę polityczną i wprowadził spektakularne dla opinii publicznej zarządzenie o zdjęciu zakazu prowadzenia samochodów przez kobiety, czym zjednał sobie świat tak zwany progresywny i nie tylko (mnie też się spodobało, że w końcu drgnęło z posad bezsensowne prawo szariatu). Prawnie, kobiety mogą już zakładać własne biznesy bez pytania męża, a w razie rozwodu dzieci automatycznie są przekazywane matce. To ważne aspekty życia społecznego przywracające kobietom poczucie człowieczeństwa.

Ale budowanie nowego stadionu, na który kobiety będą miały prawo wstępu (a na stare to nie?), czy zaproszenie pierwszej piosenkarki na występ publiczny i otwieranie ogromnych kin to już są populistyczne paciorki i polityka nastawiona na zwiększenie frekwencji, nie na rozwijanie demokracji.

Ogłoszenie, że zostaną opublikowane akcje Aramco – największej kompanii na świecie, wydobywającej i przerabiającej ropę – w celu dopuszczenia zagranicznego kapitału, pachnie ucieczką do przodu, przed spadającymi cenami ropy, kryzysem w Jemenie i w Zatoce Perskiej (niepokorny Katar).

Jak wiemy, wszelkie prywatyzacje tego typu, rozdrabnianie narodowego kapitału, po prostu prowadzi równią pochyłą do rozchwiania państwowych finansów, utraty poczucia bezpieczeństwa, regresu i w efekcie do biedy. Arabii wprawdzie daleko do Grecji, Włoch czy Hiszpanii, ale szybciej wydaje się oszczędności, niż się je odkłada.

AGENTURA ŚWIATOWA I TEORIA SPISKOWA
Plany dywersyfikacji gospodarki Arabii jako deklaracje dobrze brzmią, ale pod koronką postępu tkwi żelazna pięść utrzymująca władzę w rękach Saudów, a ostatnio raczej jednego z nich – Mohammada bin Salmana.

MBS jest krytykowany, odkąd się pojawił, zarówno w kraju, z czym radzi sobie z mniejszym hałasem, i przez rzesze dziennikarzy saudyjskich za granicą, wypowiadających się na łamach międzynarodowej prasy. I z tym zagadnieniem MBS nie daje sobie rady, musiałby uciszyć armię ludzi, a jak historia buntu mówi: im bardziej starałby się usta pozamykać, tym bardziej odwrotny efekt by otrzymywał – dowodem na to jest właśnie zamordowanie dziennikarza. Podejrzewam, że obecny następca tronu jest zaskoczony, że nie spowodował przestrachu i milczenia, ale wręcz przeciwnie, wściekłość światowych mediów, a sojusz z USA uległ poważnemu zachwianiu.

Jest również niewykluczone, że młody saudyjski pistolet MBS ma zbyt cienką skórę, jak na polityka, i nie lubi, kiedy mu się wytyka, uczy rozumu czy wręcz demaskuje jego nieudolność, zatem za pomocą jednego drobnego morderstwa chciał utrzeć nosa opozycji, a ktoś, komu zależało na zdemolowaniu światowej pozycji Arabii Saudyjskiej pomógł opracować plan. Plan, który z sukcesem został zrealizowany, a efekty doprowadziły nie do umocnienia pozycji MBS, ale do jej znacznego osłabienia w sytuacji, gdy osłona USA jest Arabii wyjątkowo potrzebna.

Zresztą USA, okrzyczane ostatnio enklawą ucisku i cenzury, z jednej strony prowadzą aliancką politykę z Arabią Saudyjską, wiele jej wybaczają, przymykają oczy na korupcję, czy wewnętrzne krwawe porachunki, z drugiej strony, nie wnikają w publikacje krytykujące wstecznictwo monarchów tego kraju, przyjmują dysydentów. Zatem, w zasadzie, do zamordowania Jamala kwitła koegzystencja krytyki i dobrego biznesu równocześnie.
Przez dziesięciolecia Arabia Saudyjska z powodu ustroju jest surowo krytykowana, przez lata zachodnie pisma pastwią się nad jej porządkiem społecznym, a Saudowie od zawsze przechodzą nad tym do porządku dziennego i robią swoje jako satrapowie Półwyspu Arabskiego bez udowadniania swojej wielkości. MBS chciał pokazać, kto tu rządzi, i zamiast wielkości pokazał, jak łatwo można manipulować jego wrażliwym na krytykę rozumkiem.

Autor: Halina Kaczmarczyk