Korzenie technologii lądowania na Księżycu wyrosły nad Wisłą

115
Rakieta Saturn V misji Apollo 11 startuje z Cape Canaveral. Jest 16 lipca 1969 roku. Głównym konstruktorem rakiety był Wernher von Braun z Wyrzyska, a 92% jej masy startowej stanowią substancje po raz pierwszy otrzymane przez polskich naukowców i inżynierów FOTO: NASA

„Contact light!”. 20 lipca 1969 roku w ciasnej kabinie lądownika Eagle misji Apollo 11, zagubionej w odwiecznej ciszy równin Mare Tranquillitatis, rozległy się pierwsze słowa wypowiedziane na powierzchni Księżyca. Padły z ust Edwina Aldrina, pilota modułu księżycowego. Ani on, ani Neil Armstrong, nie znaleźliby się na Srebrnym Globie, gdyby nie wysiłek setek tysięcy ludzi działających w różnych dziedzinach nauki i techniki oraz w ramach samego amerykańskiego programu kosmicznego. Zaskakująco wielu z nich wywodziło się z terenów nad Wisłą.

20 lipca minęło pół wieku od chwili, gdy człowiek po raz pierwszy postawił stopę na innym ciele niebieskim niż Ziemia. Apollo 11 wraz z pozostałymi misjami księżycowymi to zwieńczenie gigantycznego amerykańskiego programu naukowo-technicznego, w którego realizację w szczytowym okresie było zaangażowanych niemal 400 tys. ludzi – liczba porównywalna z liczbą mieszkańców Bydgoszczy, ósmego co do wielkości miasta Polski. Niewiele osób zdaje sobie jednak sprawę, że w tej ogromnej rzeszy pionierów kosmosu zaskakująco wiele istotnych postaci pochodziło z terenów wokół Wisły.

„Ludzi na Księżyc wyniosła rakieta Saturn V. O tym, że jej głównym konstruktorem był Wernher von Braun, w swoim czasie członek partii nazistowskiej i oficer SS, wie wielu. Mniej jest świadomych, że von Braun urodził się w Wyrzysku, a więc niespełna 50 km na zachód od wspomnianej Bydgoszczy – mówi Jarosław Chrostowski, fizyk, dziennikarz i redaktor naukowy, zajmujący się promocją osiągnięć polskiej nauki w kraju i na świecie. – Von Braun jest znakomitą postacią do popularyzacji, ponieważ jest kimś, kim by się chciało być i nie chciało jednocześnie. Pasjonat, którego droga ku Księżycowi wiodła przez konszachty z diabłem. Postać tego człowieka może być źródłem bardzo wartościowej refleksji dla młodych ludzi, zwłaszcza tych marzących o karierze naukowca czy inżyniera”.

Von Braun stał się znany już jako konstruktor jednej z wunderwaffe Hitlera: rakiety V2. Pozostałości poligonu testowego tych rakiet znajdują się w Wierzchucinie, niespełna 50 km na północ od Bydgoszczy. Rakieta V2 była pierwszym pojazdem, który przekroczył linię Kármána, czyli umowną granicę kosmosu (100 km), i tym, z którego – już w USA – wykonano pierwsze zdjęcie satelitarne Ziemi. To ona stanowiła główny człon pierwszej wielostopniowej rakiety kosmicznej RTV-G-4 Bumper, czyli pierwszej rakiety wystrzelonej z przylądka Canaveral na Florydzie. Tego samego, z którego swą podróż rozpoczęli Neil Armstrong, Edwin Aldrin i Michael Collins.

Doświadczenia zdobyte przy rakietach V2 pozwoliły von Braunowi stworzyć kolejne konstrukcje, już dla Amerykanów. Rakiety z rodziny Redstone wyniosły Explorera I, pierwszego amerykańskiego sztucznego satelitę (1958), oraz Alana Sheparda (1961), pierwszego amerykańskiego astronautę i jednego z 12 ludzi, którzy później spacerowali po powierzchni Księżyca (misja Apollo 14, 1971). Sukcesy umożliwiły von Braunowi przystąpienie do programu budowy rakiet księżycowych z rodziny Saturn.

Symbolem potęgi amerykańskiej gospodarki, nauki i techniki jest zdjęcie rakiety Saturn V misji Apollo 11 nad flagą USA. Żadna rakieta nie wzniesie się jednak bez paliwa. W pierwszym stopniu Saturna V paliwem było paliwo rakietowe RP-1, czyli wysoko rafinowana odmiana nafty.

„I tu zaczyna się robić naprawdę ciekawie – mówi Chrostowski. – Pierwszym człowiekiem, który wydestylował naftę z ropy naftowej, był pochodzący z Krakowa Filip Neriusz Walter. W 1838 roku dokonał tego w Paryżu, we współpracy z francuskim chemikiem Pierrem Pelletieriem. Jakby tego było mało, światowy przemysł naftowy rodził się w naszej Galicji. Jego pionierami byli Jan Zeh z Łańcuta i Ignacy Łukasiewicz, pochodzący z Zadusznik. Ten ostatni na dodatek wynalazł lampę naftową, co było pierwszym sensownym zastosowaniem nafty w dziejach”.

Paliwo nie spełni swej roli, jeśli nie ma się w czym spalać. Utleniaczem w pierwszym, drugim i trzecim stopniu rakiety Saturn V był ciekły tlen. Jego makroskopowe ilości po raz pierwszy otrzymali Karol Olszewski, urodzony w Broniszowe Tarnowskim, oraz Zygmunt Wróblewski, krakowianin pochodzący z Grodna (1883). Wynaleziona przez nich metoda kaskadowego skraplania gazów stała się podstawą kriogeniki.

„Gdy zerkniemy do dokumentacji technicznej lotu Apollo 11, okaże się, że rakieta skonstruowana pod okiem von Brauna była w niemal 92% masy wypełniona substancjami wynalezionymi przez polskich naukowców i inżynierów. Zatem tak, to Ameryka stworzyła skrzydła, na których ludzkość doleciała na Księżyc. Ale to my, Polacy, stworzyliśmy dla tych skrzydeł powietrze. I jakby tego było mało, stworzyliśmy też koła!” – podkreśla Chrostowski.

W misjach Apollo 15, 16 i 17 astronauci poruszali się po powierzchni Księżyca nie tylko na własnych nogach, ale także za pomocą elektrycznego samochodu Lunar Roving Vehicle (LRV). Jego sprężyste koła, utkane z ocynkowanego drutu fortepianowego wzmocnionego nakładkami tytanowymi, a także układ mechaniczny odpowiedzialny za nośność i stabilność pojazdu – to efekty pracy zespołu nadzorowanego przez Mieczysława Bekkera.

„Bekker to człowiek z Lubelszczyzny. Ale gdy miał trzy lata, przeprowadził się wraz z rodziną pod Konin (obecnie woj. wielkopolskie), gdzie spędził pierwsze dwie dekady życia” – wyjaśnia Chrostowski. Z Kcyni zaś (obecne woj. kujawsko-pomorskie) pochodzi Jan Czochralski, człowiek, który wynalazł metodę dziś używaną do hodowania monokryształów krzemu, surowca o fundamentalnym znaczeniu dla niemal całej współczesnej elektroniki. Komputery Apollo Guidance Computer, z których jeden działał w module dowodzenia, a drugi w lądowniku, były pierwszymi cywilnymi komputerami zbudowanymi z układów scalonych (nie były to jednak procesory!). „Przy okazji obecnej rocznicy warto sobie uświadomić, że bez Czochralskiego misji na Księżyc w ogóle by nie było. Misje księżycowe w pojazdach kontrolowanych przez układy logiczne zbudowane z lamp elektronowych to po prostu techniczna utopia. To nie byłby żaden lot, żadne lądowanie. To byłoby publiczne morderstwo na załodze” – zauważa Chrostowski.

Wymieńmy więc: eliptyczny kształt orbity Księżyca, którego znajomość gwarantuje jedyną poprawną nawigację; idea rakiet wielostopniowych; podstawy kriogeniki, bez których nie byłoby możliwe wykorzystanie ciekłego wodoru jako paliwa w II i III członie rakiety Saturn V; łączność, telemetria, zasilanie, precyzyjne pomiary czasu, automatyczna analiza fourierowska, radary, paliwo dla lądownika. We wszystkich tych obszarach nauki i techniki fundamentalną rolę odegrali ludzie wywodzący się z terenów nad Wisłą.

Z perspektywy czasu można powiedzieć, że największą wartością programu Apollo wcale nie było propagandowe zwycięstwo nad Związkiem Radzieckim. Program ten pokazał setkom milionów ludzi na całym świecie potęgę i piękno nauki i techniki. Udowodnił, że gdy chcemy, my, ludzie, łącząc siły potrafimy dokonać niemożliwego.

„Program Apollo zrobił jednak coś jeszcze większego: stał się źródłem ciągłej inspiracji dla całych pokoleń młodych ludzi. Jego prawdziwym dziedzictwem są więc rzesze naukowców i inżynierów, które od tamtego czasu do dziś – i oby jak najdłużej – w ciszy zmieniają świat na lepsze. Chwalmy się więc naszym, polskim wkładem w to jedyne w dziejach ludzkości wydarzenie. Miejmy nadzieję, że z czasem w gronie najlepiej wykształconych ludzi świata będzie nieco więcej Polaków” – podsumowuje Chrostowski.

Z perspektywy czasu można powiedzieć, że największą wartością programu Apollo wcale nie było propagandowe zwycięstwo nad Związkiem Radzieckim. Program ten pokazał setkom milionów ludzi na całym świecie potęgę i piękno nauki i techniki. Udowodnił, że gdy chcemy, my, ludzie, łącząc siły potrafimy dokonać niemożliwego.