Kruk krukowi oka nie wykole

59
FOTO: EPA

Historia ta sięga marca 2012 roku, gdy Zbigniew Ziobro wraz z innymi wyrzuconymi z partii-matki założył Solidarną Polskę, promując hasło "dwa płuca prawicy", które miało uzasadnić rozłam, jakiego wtedy dokonał. Teoria ta nawiązywała do słów JPII o dwóch płucach, których potrzebuje Europa. Problem w tym, że w swoim haśle Z.Z. nawiązał do formy, a nie do myśli.

Różne wówczas były teorie, że rozłam był sztucznie wywołany po to, aby szerszym skrzydłem zagarnąć od najbardziej skrajnej prawicy, przez środek po brzegi lewicy.
Teraz oficjalnie poszło o zwierzęta futerkowe i ustawę chroniącą covidowych przestępców, którzy w świetle nowego prawa przestępcami nie mają być. A prawda leży zapewne zupełnie gdzie indziej. Czy sprzeciw Ziobry był obliczony na osłabienie pozycji premiera Morowieckiego i wszystkich z bliskiego mu kręgu? Czy to początek walki o przywództwo całej Prawicy? Czy to liczenie szabel przed czymś dużo poważniejszym, co dopiero nastąpi? Czy tylko taki teatr? Czy to na nasze potrzeby rozgrywa się sztuka pod tytułem „Rozłam w obozie Zjednoczonej Prawicy”, by ukryć coś ważniejszego?
Wszyscy zdają sobie sprawę, że kryzys w Zjednoczonej Prawicy nie jest jednak efektem braku jednomyślności w głosowaniach. Nie bez powodu rozmowy dotyczące nowej umowy koalicyjnej pomiędzy: PiS, Solidarną Polską i Porozumieniem tak bardzo się przeciągały. Podobno koalicjanci mieli podczas negocjacji wygórowane żądania, nieadekwatne do stanu ich posiadania, co ujawnił Krzysztof Sobolewski, szef Komitetu Wykonawczego PiS. Czy to dlatego projekt noweli ustawy dotyczącej ochrony zwierząt miał być papierkiem lakmusowym sytuacji panującej w Zjednoczonej Prawicy? Sprawdzianem tego, jak w przyszłości, w sytuacji prawdziwego, a nie jakiegoś wydumanego kryzysu mogą zachować się koalicjanci?
W mediach krążą różne scenariusze tego, co może się wydarzyć, gdy będą ważyć się losy koalicji rządowej. Różne rzeczy możemy myśleć i mówić o Jarosławie Kaczyńskim, ale jest świetnym strategiem, który oczywiście popełnia błędy, ale się na nich uczy. Ten człowiek już kiedyś doprowadził do wcześniejszych wyborów i przegrał. W bardzo podobnej sytuacji uwierzył, że może bez „przystawek” wygrać wybory i… przegrał te i następne i następne i jeszcze jedne.

Czy rząd mniejszościowy ma szansę – też nie. Ta wiedza nie jest tajemną i doskonale zdają sobie z tego sprawę posłowie zarówno ci od Ziobry. jak i od Gowina. Nie tylko oni tracą, ale ze spółek skarbu państwa, ze wszystkich prominentnych stanowisk musiałby odejść ich żony, bracia, wujkowie, ciocie, kochanki i kochankowie. A ta strata bardzo by zabolała, och bardzo. A poza tym jest jeszcze coś, o czym nikt nie mówi. Ziobro od kilku lat stoi na czele ministerstwa, dzięki któremu zdołał zapewne zgromadzić teczki, o których się ani Lesiakowi, ani Jaroszewiczowi, ani nawet Marianowi Banasiowi nie śniło. Czy coś stało się Banasiowi? Nic. Czy coś stanie się Ziobrze? Nic. Nawet jeśli teraz już jest niby kandydat mający go zastąpić, przecież kruk krukowi oka nie wykole.