Kto się obraził na prezydenta?

176
Zaprzysiężenie na prezydenta RP Andrzeja Dudy (6 sierpnia 2020) FOTO: EPA

Totalna opozycja powinna ze swoich szeregów wyłonić członka, który obejmie nowo utworzone stanowisko: kronikarz błędów kardynalnych. Po następnych przegranych wyborach, podczas analizy i prób odpowiedzi: dlaczego znowu nam nie wyszło (?), będą mieli jak znalazł, czarno na białym, bo jak widzę dotychczas nijak pojąć nie mogą, co robią źle?

Proponowałbym zapisać sobie jako punkt któryś tam kolejny: bojkot zaprzysiężenia prezydenta RP. Jak żałośnie śmiesznie brzmią tłumaczenia, że to przez obecność na nich Jarosława Kaczyńskiego, a dlaczego miałaby go nie być? Że to przez PiS. Że to taka solidarność z tymi, którzy głosowali na Trzaskowskiego, że to przez to i tamto… A tak naprawdę totalna opozycja w swojej zdecydowanej większości (niektórzy się wyłamali, co trzeba przyznać) pokazała, co sądzi o Polakach, którzy znów zagłosowali nie tak, jak trzeba (jak mogli?!). Gdzie szacunek do stanowiska prezydenta? Gdzie szacunek do państwa polskiego? Gdzie szacunek do ciągłości państwa polskiego? Część Platformy się obraziła i strzeliła focha jak małe dziecko. Żałosne i tragiczne jednocześnie…

Powtarzanym jak mantra argumentem totalsów jest jakoby nierówność wyborów. Nie bardzo rozumiem, co owa nierówność ma oznaczać, bo w sytuacji, kiedy Konstytucja RP dopuszcza możliwość wyboru aktualnie urzędującego prezydenta po raz drugi, to nierówność jest wpisana na samym starcie. Czy panie i panowie z konstytucją na koszulkach o tym nie wiedzą? Urzędująca głowa państwa zawsze ma pozycję uprzywilejowaną – choćby dlatego, że może się częściej i w bardziej korzystnej oprawie prezentować społeczeństwu w trakcie wykonywania swych obowiązków służbowych, ale przecież to nie jest novum! I na dodatek wcale nie gwarantuje to wygranej. Wystarczy sięgnąć pamięcią do 2015 roku, gdy taką uprzywilejowaną pozycję miał Bronisław Komorowski i ją zaprzepaścił. W 2020 roku Andrzej Duda wygrał. Koniec i kropka. Wygrał i czas to przyjąć do wiadomości i się to komuś podoba, czy nie.

Nie ma co jak pijany płotu czepiać się argumentów typu: nieprawidłowości – takowe zawsze były i będą, jak przy każdych wyborach. Nie miały one jednak żadnego wpływu na ostateczny wynik, czy brak możliwości oddania głosu przez wielu uprawnionych za granicą – tak to duży problem, ale tak naprawdę też niczego by to nie zmieniło. Nie ma w ogóle w tej chwili możliwości skutecznego podważenia wyniku wyborów i osadzenia na tronie własnego kandydata. Kolejna szansa za pięć lat. Komu i ten bojkot miał pokazać? Komu ma służyć osłabianie pozycji prezydenta RP w kraju, ale i za granicą? Komu jest na rękę nazywanie głowy naszego państwa: „kontrowersyjny polski prezydent”, „wątpliwości wokół wyboru polskiego prezydenta”, „polski prezydent z małym poparciem społecznym” i tak dalej… Politycy tak wysokiego szczebla powinni zdawać sobie sprawę z długofalowych konsekwencji i skutków swojego działania. To nie czas na wymachiwania szabelką i bieganie w krótkich spodenkach. Fakty są takie, że wybory wygrał Andrzej Duda. Panie i panowie z totalnej opozycji, wybory wygrywa się nie dzięki kampanii, ale dzięki kampanii i tego wszystkiego, co dzieje się między zakończeniem jednej i rozpoczęciem drugiej, z naciskiem na to drugie. Czas to przemyśleć.