Kto wygrywa tę wojnę?

161
Rosja kontroluje dziś ponad 20 procent terytorium Ukrainy i systematycznie niszczy infrastrukturę krytyczną napadniętego kraju. Na zdjęciu: zniszczenia po ataku rakietowym wojsk rosyjskich w Hostomelu w obwodzie kijowskim FOTO: PAP

Na to chyba najczęściej zadawane pytanie od pierwszego dnia niesprowokowanej, pełnoskalowej agresji Rosji na Ukrainę trudno jednoznacznie odpowiedzieć. W tym konflikcie wszystkie strony mogą mówić o i sukcesach, i o porażkach, choć tych ostatnich jest dużo więcej. I nie chodzi tu wyłącznie o Rosję i Ukrainę.

Wojna trwa już ponad 100 dni i wiele wskazuje na to, że niezależnie od ostatecznego wyniku konfliktu jej skutki cały świat będzie odczuwał jeszcze bardzo długo.

ROSJA: OD PLANU “A” DO PLANU “XYZ”

Jeśli podążyć za narracją Ukrainy, którą Zachód przyjął jako własną, Rosja poniosła strategiczną porażkę. Z pewnością, biorąc pod uwagę plany, jakie miał Kreml podejmując decyzję o inwazji, można mówić o klęsce Władimira Putina. Z przyczyn, które już zostały wielokrotnie opisane przez politologów, ekspertów wojskowych i media, scenariusz “specjalnej operacji wojskowej” (jak eufemistycznie nazywa niesprowokowaną napaść na sąsiada kremlowska propaganda), nie powiódł się. Plan zmiany władz w Kijowie, zajęcia stolicy i całkowitego podporządkowania Ukrainy spalił na panewce. Nie udało się szybko zająć terytorium sąsiada. Wbrew nierealnym – jak się okazało – oczekiwaniom nikt na Rosjan nie czekał z kwiatami. Zamiast tego najeźdźcy napotkali na twardy opór, ponosząc ogromne straty w ludziach i sprzęcie. Tak było 24 lutego, podobnie jest i obecnie. Wstępne założenia okazały się utopijne i nieprawdziwe.

Ale pierwsza strategiczna porażka Rosji nie oznaczała końca wojny. Wobec niemożności zdobycia Kijowa i osadzenia w nim władz podległych Kremlowi Putin w ciągu ostatnich trzech miesięcy zmieniał, i to zapewne niejeden raz, cele strategiczne „specjalnej operacji wojskowej”. Plan „B”, a może nawet „C” lub „D”, opiera się dziś na zajęciu terytorium dwóch samozwańczych republik – ługańskiej i donieckiej – utrzymanie Chersonia i docelowo włączenie tych terytoriów, podobnie jak wcześniej Krymu, w skład Federacji Rosyjskiej. Kolejnym krokiem może być odcięcie Ukrainy od dostępu do Morza Czarnego i stworzenie mostu lądowego z Mołdawią, na terenie której funkcjonuje nieuznawana Republika Naddniestrzańska. Kreml już od dawna wysyła sygnały, że chodzi mu o odtworzenie ZSRR.

Nawet jeśli i ten plan się nie powiedzie, w grze jest kolejny realizowany scenariusz: gdy Ukrainy nie można zająć, to należy ją zniszczyć. Tutaj przechodzimy od strategii blitzkriegu do perspektywy długoterminowej: im dłużej będzie trwał konflikt, tym bardziej problemy Kijowa będą się pogłębiały. Rosja kontroluje już dziś ponad 20 proc. terytorium Ukrainy i systematycznie niszczy infrastrukturę krytyczną najeżdżanego kraju. Próbuje też paraliżować gospodarkę mniejszego sąsiada, choćby przez blokadę eksportu ukraińskiego zboża przez porty czarnomorskie. Już dziś ekonomiści przewidują, że w 2022 roku Ukraina odnotuje ponad 40-procentowy spadek PKB. Dla porównania – w efekcie nałożonych sankcji gospodarka Rosji skurczy się w tym roku o 10-15 proc. Dysproporcja widoczna gołym okiem.

UKRAINA: ZWYCIĘSTWO PRYNCYPIÓW

Pierwszym i najbardziej oczywistym zwycięstwem Ukrainy jest skuteczna obrona własnej suwerenności. Naród, któremu neoimperialistyczna ideologia Moskwy odbiera nawet prawo do własnej tożsamości, pokazał, że jest w stanie stworzyć armię i sprawne struktury państwowe, zdolne do odparcia agresji z zewnątrz. Co więcej – przy znaczącym wsparciu militarnym Zachodu jest także w stanie powalczyć o zwycięstwo.

Ukraina nie tylko obroniła wolność, ale także wygrywa wojnę w sferze narracyjnej. W dzisiejszym świecie jest to sukces, który nie sposób przecenić. Zachodni świat przyjął bez mrugnięcia okiem ukraińską interpretację, opowiadając się bezwarunkowo po stronie napadniętego. Chwiejna postawa Węgier, Niemiec i Francji jest od początku przedmiotem krytyki mainstreamowych mediów, a także szeroko pojmowanej opinii publicznej. Świetna polityka informacyjna i propaganda wojenna Ukraińców będzie zapewne w przyszłości przedmiotem głębokich analiz, nie tylko medioznawców, ale także ekspertów od sztuki wojennej. Prezydent Wołodymir Zełeński – przemawiający codziennie do swoich rodaków i niemal codziennie do parlamentów i instytucji międzynarodowych – jest jednym z symboli obecnego konfliktu. Przekaz: “jesteśmy wolni, na swojej ziemi i walczymy w obronie demokracji i bronimy bezpieczeństwa Europy” dał impuls do bezprecedensowego międzynarodowego ruchu pomocy Ukrainie. Bez sukcesu w sferze narracyjnej Rosja nie miałaby większych problemów z osiąganiem celów militarnych.

Ukraina płaci jednak za swoją wolność ogromną cenę, o której oficjalnie nie mówi. To zresztą też jeden z ukraińskich sukcesów – od początku wojny przekaz dotyczy przede wszystkim rosyjskich strat. Ale codziennie na froncie, a raczej na licznych frontach, giną żołnierze. Miliony ludzi uciekły przed konfliktem, przemieszczając się zarówno wewnątrz Ukrainy, jak też uciekając za granicę. Ginie też ludność cywilna. Doświadczenie to z jednej strony wzmacnia poczucie tożsamości narodowej Ukraińców, z drugiej jednak stanowić będzie traumatyczne doświadczenie dla całego pokolenia.

O gospodarczych skutkach agresji była mowa powyżej. Nawet przy mało prawdopodobnym scenariuszu szybkiego zakończenia konfliktu rząd w Kijowie będzie potrzebował pomocy z zewnątrz w wysokości co najmniej 5 miliardów euro miesięcznie (ok. 5,5 mld dol.), aby utrzymać kraj na powierzchni. Im większe zniszczenia, tym większe będą koszty odbudowy.

ZACHÓD, CZYLI JEDNOŚĆ MIMO RÓŻNIC

Formalnie NATO i państwa europejskie nie są stroną konfliktu, ale nikt nie ma wątpliwości, że od wyniku wojny zależeć będą losy Europy, a być może całego globalnego układu bezpieczeństwa. Podejmując decyzję o inwazji na Ukrainę prezydent Władimir Putin najwyraźniej zakładał, że stopień uzależnienia Zachodu od rosyjskich węglowodorów sparaliżuje jakąkolwiek solidarność w europejskiej społeczności.

Założenia te okazały się błędne. W sytuacji rzeczywistego zagrożenia rzekomo przesiąknięte konsumeryzmem, syte i bogate społeczeństwa wykazały zdolność do poświęceń. W 100 dni po rosyjskiej inwazji skazana przez Kreml na niezgodę Unia Europejska zdążyła uzgodnić już sześć pakietów sankcji na Rosję, w tym kluczowy projekt odchodzenia od importu rosyjskich węglowodorów. Podobne kroki podjęły także Stany Zjednoczone, Kanada, Australia, Japonia, Korea Południowa i inne kraje zaliczane do cywilizacji zachodniej. Jedną z najdotkliwszych strategicznych porażek Kremla okazała się deklaracja Szwecji oraz Finlandii o chęci przystąpienia do NATO. Dwa kraje skandynawskie, przez dziesięciolecia przekonane o konieczności zachowania neutralności, poczuły się bezpośrednio zagrożone przez rosyjski neoimperializm.

Cena rosyjskiej agresji oraz moralnej i materialnej pomocy okazywanej Ukrainie jest jednak bardzo wysoka. Odcięcie od rosyjskich węglowodorów skutkuje gwałtownym wzrostem cen energii na światowych rynkach. Ceny paliw poszły w górę do historycznie najwyższych poziomów. Setki milionów ludzi doświadczają dziś skutków inflacji, niejednokrotnie dwucyfrowej: rosnących cen energii, żywności i innych towarów codziennego użytku. Przezwyciężenie tego trendu zajmie długie lata. W tym czasie Rosja świadomie będzie grać na rozprzestrzenianie się problemów gospodarczych i destabilizacji społecznej Europy i Stanów Zjednoczonych. Ubocznym skutkiem kryzysu ma być między innymi rosnąca niechęć do pomocy Ukrainie i dalszego angażowania się w konflikt.

COLLATERAL DAMAGE, CZYLI SKUTKI UBOCZNE

Trudno znaleźć oczywistych zwycięzców trwającego od ponad 100 dni konfliktu, ale za to łatwo wskazać kolejnych przegranych. Pierwszym jest cała globalna gospodarka, i tak już mocno poharatana przez pandemię koronawirusa. Przerwane łańcuchy dostaw nie zostały jeszcze z powrotem powiązane, gdy doszło do konfliktu w jednym ze spichlerzy naszej planety. Inflacja przestała być problemem jednego regionu, stała się zmorą całej planety, próbującej się uporać ze skutkami zmian klimatycznych. I tu mamy największych przegranych rosyjskiej inwazji na Ukrainę. Są nimi społeczeństwa najbiedniejszych krajów, uzależnionych od importu żywności, którym dziś grozi po prostu głód. Przerwanie dostaw z regionu odpowiedzialnego łącznie za eksport 30 proc. pszenicy to scenariusz, który 24 lutego mało kto brał pod uwagę. Dziś za chore ambicje tyrana w jednej części świata mogą wkrótce płacić życiem niewinni ludzie, którzy nie potrafią nawet wskazać Rosji na mapie świata.