Kuchenne rewolucje w opozycji

1
Foto: EPA

W sobotę, 6 lutego, dwóch kucharzy postanowiło z wielka pompą odgrzać kotlet. 276 składników ma zapewnić pełny sukces. Niestety, ani Borys Budka, ani Rafał Trzaskowski (ani ich doradcy) jakby nie zdają sobie sprawy, że danie zrobione ze starych, zepsutych, uznanych już wcześniej za niejadalne składników nie stanie się hitem dnia wyborczego.

Nie można w kółko powtarzając ten sam schemat oczekiwać nowych rezultatów. To już nawet nie jest śmieszne. W programowej prezentacji Platformy przedstawionej w sobotę w Józefowie pod Warszawą nie powstała żadna nowa jakość, ale w starym kotle te same osoby mieszały zdewaluowane slogany. Kolejny raz okazało się, że sprawy obywateli, ich dobro i zadowolenie są traktowane jako środek do osiągnięcia własnych celów – zdobycia przez PO pakietu kontrolnego w Sejmie, czyli w obecnej chwili liczby 276 głosów do obalenia prezydenckiego weta. Nic to, że wyborcza arytmetyka pokazuje, że uzyskaniu jak największej liczby mandatów przez opozycję nie sprzyja tworzenie jednego bloku, nic to, że takie próby już były i nie wypaliły. Nic to, że Polsce, ani Polakom nie gwarantuje to „lepszej niż dobra zmiana”, ważne, że MY będziemy u władzy.

Co takiego proponują dwaj kucharze? Jakie są te konkretne rozwiązania w najważniejszych obszarach, które mają być pokazywane w ciągu najbliższych tygodni? Jeżeli będzie to coś w stylu tego, co zostało zostało uchylone spod przykrywki w sobotę, to sukcesu żadnego nie wróżę.

Otóż opozycja uznała za najważniejszy, pierwszy krok likwidację abonamentu RTV, Funduszu Kościelnego, a także podniesienie wydatków na służbę zdrowia. Hmmm, wszystko ładnie, pięknie cudnie, ale czy w obecnej sytuacji to są te najbardziej palące problemy Polski? Litości! Nie chcesz, nie płać, nie oglądaj. Proste. Podobno i tak największą publicznością telewizji publicznej są osoby, które w ramach ustawy są zwolnione z opłat (choćby ci, którzy ukończyli 75. rok życia, albo skończyli 60 lat i mają prawo do emerytury, której wysokość nie przekracza miesięcznie kwoty 50 proc. przeciętnego wynagrodzenia). To co to za zmiana? A poza tym już z tym hasłem PO szła do wyborów. Potem przez 8 lat mieli swojego prezydenta, premiera, Sejm, Senat, a nawet prezydenta Europy i nie potrafili dotrzymać słowa.

Drugi postulat – zgadzam się z nim, jak zapewne wielu obywateli, ale znów jak wyżej przecież przez lata rządów PO można było to zrobić i co? To dlaczego teraz ja, obywatel, mam wierzyć, że to się stanie? Kwestia podniesienia nakładów na służbę zdrowia to long motiv wszystkich wyborów. Nie ulega wątpliwości, że szczególnie w obecnej, pandemicznej sytuacji większe pieniądze na leczenie są niezbędne, ale… Ale ja mam takie pytanie, dlaczego za rządów prezydenta Rafała Trzaskowskiego w Warszawie, wydatki na służbę zdrowia są mniejsze niż choćby za czasów poprzedniczki Hanny Gronkiewicz-Waltz?

Wśród planowanych zmian padły też inne slogany typu: odpolitycznienie prokuratury, przywrócenie roli Krajowej Rady Sądownictwa, „wyrwanie z łap polityków” Sądu Najwyższego oraz naprawa Trybunału Konstytucyjnego. I znów pięknie, cudnie i wspaniale, ale jakiś konkrety? Jak? Kiedy? I co z tego wyniknie? Kto wówczas zyska? Kolejna partia u sterów władzy, czy obywatel? Jeśli tak, to w jaki sposób? Słowa, słowa, słowa…

Żeby jednak nie było, że wszystko krytykuję, jest coś, co mi się bardzo w tej koncepcji podoba, a jest to kwestia tego, aby pomysły, programy partii numerować. I tak będzie prosta sprawa: sobota wersja 276. Obiecali to i to. Czwartek – wersja 277, obiecali siamto i owamto. Przy mniejszych zmianach proponuję 276.1, 276.2 itd. Łatwiej będzie nad tym KODEM zapanować.