List do Donalda Trumpa

161
EPA

Grupa byłych ambasadorów Polski – ze znanym Polonii amerykańskiej byłym ambasadorem Polski w USA Ryszardem Schnepfem na czele – napisała do prezydenta USA list. Nie była to jednak pocztówka z wakacji, a subiektywny opis sytuacji w Polsce, która, według ich opinii, bardziej przypomina Koreę Północną niż europejski kraj.

Zapowiadania wizyta amerykańskiego prezydenta w Polsce, która ostatecznie została z przyczyn niezależnych przełożona, była niewątpliwym powodem do dumy dla rządzących w kraju nad Wisłą. Oto do Polski po raz drugi w ciągu kilkunastu miesięcy przybywa przywódca najpotężniejszego kraju na świecie, by pokazać silny sojusz USA z Polską i docenić bohaterskich Polaków walczących podczas II wojny światowej. Nawet pośród polskich polityków opozycyjnych, choć nie było widać wyjątkowej radości, to nie było widać specjalnej krytyki dla tejże wizyty. Można powiedzieć, że zachowali dyplomatyczne milczenie, czego nie można stwierdzić o działaniu byłych polskich dyplomatów najwyższego szczebla – ambasadorów RP.

Grupa byłych ambasadorów, zrzeszona w Konferencji Ambasadorów RP, napisała do amerykańskiego prezydenta list, w którym nie tylko poinformowała o stanie demokracji w Polsce, ale wręcz wydała polecenie Donaldowi Trumpowi do zabrania głosu w tej sprawie. Nasz kraj nazwali “koniem trojańskim” Europy. „Polska osamotniona, otoczona nieprzyjaciółmi, skonfliktowana z sąsiadami i zdana – jak przed II Wojną Światową – wyłącznie na odległe geograficznie sojusze, to prosta droga do kolejnej katastrofy. W tym kontekście rola ‚konia trojańskiego’, kraju dryfującego na obrzeża wspólnoty wolności i demokracji, dokąd spycha Polskę obecny rząd, jest dla nas i dla naszych sojuszników, w tym także USA, destrukcyjna. W naszym euroatlantyckim związku chcemy być poważnym i wiarygodnym partnerem. Partnerem gotowym także do poświęceń, ale nie wyłącznie klientem i wykonawcą zadań, które spójności NATO nie służą” – czytamy w liście do prezydenta Donalda Trumpa. Dalej jest tylko gorzej. „Nie znamy kraju, w którym waga i poszanowanie opartej na nich Konstytucji są tak strzeżone jak w Stanach Zjednoczonych. Tymczasem w Polsce od kilku lat narasta proces łamania i naginania naszej Konstytucji. Rozmontowywany jest trójpodział władzy, niszczone niezawisłe sądownictwo. Prawa człowieka są ograniczane, a narastająca opresja wobec politycznych oponentów oraz mniejszości – etnicznych, religijnych, seksualnych – jest nie tylko tolerowana, lecz wręcz inspirowana – napisali byli ambasadorowie i dodali: – Panie Prezydencie, przybywa Pan do kraju, który nie jest praworządny. Pana mocny głos wzywający do tolerancji i wzajemnego poszanowania, a także przestrzegania postanowień konstytucji i innych praw, może mieć znaczenie historyczne. Tylko wolne, demokratycznie zarządzane państwa mogą tworzyć trwałą i skuteczną wspólnotę zdolną obronić się przed zalewem agresji, autorytaryzmu i kłamstwa. Spragnieni wolności Polacy będą Pana słuchali. Wezmą sobie Pana słowa do serca”. Pod listem podpisali się: Jan Barcz, Maciej Klimczak, Jerzy Maria Nowak, Iwo Byczewski, Tomasz Knothe, Piotr Nowina-Konopka, Maria Krzysztof Byrski, Maciej Kozłowski, Agnieszka Magdziak-Miszewska, Mieczysław Cieniuch, Maciej Koźmiński, Piotr Ogrodziński, Tadeusz Diem, Andrzej Krawczyk, Ryszard Schnepf, Grzegorz Dziemidowicz, Andrzej Krzeczunowicz, Grażyna Sikorska, Urszula Gacek, Henryk Lipszyc, Wojciech Tomaszewski, Adam W. Jelonek, Piotr Łukasiewicz.

Już wyobrażam sobie, jak Donald Trump godzinami siedzi nad korespondencją, która do niego przychodzi, rozcina koperty i z zaciekawieniem czyta list, który właśnie przyszedł od byłych polskich ambasadorów. Jeśli tak się stało, zapewne uśmiech nie schodził mu cały dzień z twarzy. Pomyślał sobie, że nie jest sam w świecie, w którym zmiany dokonywane na zlecenie obywateli nazywane są przez opozycję atakiem na wolność i demokrację.

Dziwię się byłym polskim ambasadorom, którzy nie silili się, by w dyplomatyczny sposób – wydawałoby się, w jaki zostali wyedukowani – dotrzeć do prezydenta Trumpa i przekazać mu o Polsce własne zdanie. Zrobili to w najbardziej ostentacyjny sposób. Brakowało tylko, by przy bramach lotniska Chopina stanęli z transparentami “Witamy w Korei Północnej” i przywitali w ten sposób prezydenta Trumpa w Warszawie. Na szczęście dla nich przywódca USA nie przyleciał.