List do świętego Krzysztofa

0
11

Budzik dzwoni o szóstej, ale równie dobrze mógłby dzwonić o trzeciej nad ranem. W pokoju jest tak ciemno, że blask reflektorów z przejeżdżającego ulicą auta oślepia. Tak samo ciemno było, gdy się kładłam. Co to jest, że człowiek ma wrażenie, iż kładzie się i wstaje o tej samej porze? Skoro tak, to równie dobrze mogłam się była osiedlić dużo, dużo bardziej na Północy. W Kanadzie i w Skandynawii przynajmniej jest darmowa opieka medyczna, nie czułabym się rozdarta, czy leczyć depresję, która mnie nęka na skutek nieustającej walki z moim biologicznym zegarem, czy oddać auto do remontu (podobno kompletnie zdarły się hamulce!). Na obie rzeczy jednocześnie mnie nie stać. Czy ty, święty Krzysztofie, wiesz, że z depresji można umrzeć? Z braku światła o poranku można umrzeć? Z braku światła o poranku i z samego poranka, który wdziera się w twój rytm biologiczny o wiele za wcześnie można umrzeć?

Myślisz, że żartuję, drogi święty z zamierzchłej przeszłości. Tak, w twoich czasach, a właściwie to nawet jeszcze i w moich w okresie, gdy nie posiadałam własnych dzieci, uważano takie tezy za wymysły leniuchów. Komu nie chciało się rano wstawać, znaczy, że był leniwy. Gorzej – był leniwy ORAZ był bezwstydny. Bez wstydu przyznawał się do braku silnej woli oraz braku chęci, by w sobie takowąż wypracować. W tamtych czasach także i depresja była WYTWOREM. Dopadała tych, którzy nie potrafili się skutecznie „ogarnąć” i zdyscyplinować. Wreszcie – WYTWOREM, i to potępianym bez pardonu, był zasypiający w szkole na pierwszych lekcjach nastolatek. On był WYTWOREM złego rodzicielstwa. Zły rodzic nie dopilnował (pewnie był na to za leniwy), by dziecko poszło spać o właściwej porze. Zły rodzic pozwalał na to, by dziecko notorycznie niedosypiało, a co się z tym wiąże – popadało w coraz to głębsze stany buntu, niesubordynacji, nieuctwa itd., itp.

Jeśli masz tam u siebie w niebie, święty Krzysztofie, dostęp do mediów, to pewnie wiesz, że nauka bezlitośnie obaliła w ostatnich czasach tezy o WYTWORACH na rzecz empirycznie potwierdzonych tez o biologicznych cyklach, hormonalnych dywergencjach i retroficie ludzkiego umysłu, gdy wchodzi w wieku dojrzewania. I złym rodzicom została zwrócona godność oraz szacunek, bo cały sznur badań potwierdził, że nastolatki, którym pozwala się dłużej pospać, w cudowny sposób wyzbywały się zachowań buntowniczo-destrukcyjnych, skupiały się na powierzonych im zadaniach, niektóre nawet z czystych nieuków przepoczwarzały się w całkiem wydajne akademicko bestyjki.

A gdy do tego pojawił się termin „depresja młodzieńcza” i zamiast mówić o silnej woli zaczęto mówić o leczeniu, kierując jednocześnie uwagę na gospodarkę hormonalną nastolatków, weszliśmy w naprawdę ciekawy okres definiowania naszego człowieczeństwa nie poprzez urojenia i defekty duszy, a kluczowych relacji między fizjo- a psychologią, które – okazuje się! – sprzęgnięte są ze sobą jak zębatki mechanizmu zegarowego i współzależne od siebie jak poziomy w naczyniach połączonych.
Przepraszam, święty Krzysztofie, trochę tego dużo i masz trudności z ogarnięciem, o co mi właściwie chodzi. Już tłumaczę. Jestem klasyczną sową. Pomijając okres dzieciństwa, kiedy to mój harmonogram dnia kształtowały najpierw godziny pracy rodziców, potem plan lekcji w szkole, pasowało mi później się kłaść i później wstawać.

Harmonia w moim ciele i duchu trwała jeszcze przez szkołę podstawową córek, bo pierwszy dzwonek dzwonił w sam raz – o 8:30 rano. Wspominam te czasy ze łzą w oku, bo był to ostatni raz, gdy czułam się wypoczęta, zadowolona z życia i miałam siłę przenosić góry.

Pięćdziesiąt lat temu skłoniłabym w pokorze głowę i powiedziała: tak, wysoki majestacie, przyznaję się do winy, jestem leniwa i nie umiem się ogarnąć, już drugie dziecko wożę na siódmą rano do szkoły, a wciąż nie potrafię wcześniej zasypiać, by się przy takim rozkładzie dnia wysypiać. Cierpię też na dojmujący brak silnej woli, by przezwyciężyć stany depresyjne ściśle związane ze stanem permanentnego niedospania.

Ale mamy dzisiaj, nauka jest po mojej stronie, i właśnie dlatego żądam od ciebie, byś coś z tym wszystkim zrobił! Absurdalnie wczesna godzina rozpoczynania lekcji w szkole rozwala życie nie tylko mojej nastoletniej córce, ale całej naszej rodzinie.

Nie potrafisz… To nie od ciebie zależy… Trudno. Dziękuję, że mnie przynajmniej wysłuchałeś. Zażyję tabletkę od bólu głowy, potem jakąś na poprawę nastroju, potem garść witamin na detoks, żeby poczuć się lepiej, że nie tylko truję, ale i odtruwam organizm, potem wypiję dwie lub trzy kawy i spróbuję przejść przez ten kolejny dzień. Nie myślisz jednak, że ten świat jest jednak trochę głupio urządzony? Im więcej wiemy o tym, co dla nas dobre, a co zabójcze, tym bardziej żyjemy i organizujemy przestrzeń wokół siebie – wbrew sobie? I to nie na poziomie jednostki, a ogółu, co czyni zmiany dla jednostki tym trudniejsze do przeprowadzenia.

Co nas nie zabije, to nas wzmocni. A nie, czekaj. To powiedzenie też nam ostatnio naukowcy zmodyfikowali. Co nas nie zabije, to jednak podniesie nam poziom kortyzolu we krwi i w efekcie obkurczy nam mózg. Jednym słowem – ogłupi. Może mają rację pesymiści twierdząc, że koniec człowieka nastąpi nie na skutek katastrofy z kosmosu, a autodestrukcji, i to na własne życzenie?

Autor: Eliza Sarnacka-Mahoney