Menelowe plus

313
Zdecydowanie najlepsze wrażenie zrobił Szymon Hołownia FOTO: EPA

Pamiętam jak przed laty z zainteresowaniem oglądałam debaty prezydenckie z USA. Niewiele wówczas wiedziałam o polityce, nie miałam skrystalizowanych poglądów i nawet jakoś niespecjalnie mi zależało, żeby wygrał konkretny kandydat, ale oglądałam zawsze, bo czułam adrenalinę i dramaturgię. Z polskich debat chyba najbardziej utkwiła mi w pamięci ta pierwsza – pomiędzy Lechem Wałęsą i Aleksandrem Kwaśniewskim w 1995 roku.

Od pierwszej chwili trzymała w napięciu, nie tylko dlatego, że absolutnie w żaden sposób nie dało się przewidzieć odpowiedzi Wałęsy. Tak, to ta debata po zakończeniu której Kwaśniewski, gdy chciał pożegnać się z rywalem, usłyszał: „Panu to ja mogę nogę podać”. Druga odbyła się kilka dni później, ale pamiętam dużo mniej, raczej wrażenie, że Wałęsa został lepiej przygotowany, nie tylko atakował, ale straszył wszystkich powrotem komuny. Pamiętam też zakończenie, gdy po rozmowie Kwaśniewski podszedł do prezydenta i podał mu rękę. „To pan w niedzielę wszedł tu jak do obory i ani be, ani me, ani kukuryku!” – powiedział Wałęsa, ale rękę Kwaśniewskiemu uścisnął. A potem nie pamiętam już żadnej debaty. Zlały się w jedno. Jakieś wybrane odpowiedzi, bardziej żakiet czy marynarka prowadzących niż wypowiedzi polityków. Ot, może coś o teczkach w 2005 roku. Chociaż Lech Kaczyński i Donald Tuski spotykali się wówczas kilkakrotnie i chociaż wyraźnie Tusk wypadał lepiej, społeczeństwo wybrało Kaczyńskiego. Z godzinnej dyskusji Kaczyński – Komorowski z 2010 r. nie pamiętam już nic, tak samo jak z kolejnych.

Gdyby dziś ktoś kazał mi powiedzieć, na jakie pytania odpowiadali kandydaci 11 sztabów wyborczych podczas ostatniej środowej debaty, to zgodnie z prawdą powiedziałabym, że nie wiem. Moim zdaniem każdy mówił to, co sobie przygotował, i pytanie mu w odpowiedziach zupełnie nie przeszkadzało. Jak uczeń, który wyciąga przygotowane gotowce i nawet jak się orientuje, że coś nie tak, brnie dalej, bo takie mądre słowa ma tam, na karteczce… Zdecydowanie najlepsze wrażenie zrobił Szymon Hołownia, a największe rozczarowanie Rafał Trzaskowski. To moje zdanie, może krzywdzące dla kandydata PO, ale od początku mam z nim problem. Tyle się nasłuchałam jak to Małgorzata Kidawa-Błońska jest najlepszą kandydatką, że prawie uwierzyłam… To teraz Trzaskowski jest najlepszy po MK-B? Czy jak? A jeśli jednak on jest najlepszy, to dlaczego najpierw wybrali gorszą kandydatkę? Support taki?

Jakkolwiek by nie było, to bohaterem memów została mucha na włosach Waldemara Witkowskiego i wypowiedź Stanisława Żółtka: „ Jakieś 500 plus, jakieś 1000 plus, jakieś bony turystyczne. Aż strach zaproponować rządowi, że są budki od piwa. Że może menelowe plus by jeszcze wrzucili, bo to też są głosy wyborcze”. Ano strach, strach…