Miliarderzy

72

Ogłoszono właśnie listę najbogatszych ludzi na świecie. Miliarderów jest ponad 1800. To za dużo czy za mało?

Zestawienia najbogatszych ludzi na świecie wywołują tyleż oburzenia i niesmaku, co rzeczywistego zainteresowania, wręcz fascynacji.

Podobnie jest może z zainteresowaniem życiem celebrytów: także oni budzą politowanie i niechęć, gdyż często nic sobą nie prezentują, niemniej ludzie nieustannie chcą o nich słyszeć i czytać. Po to, żeby im zazdrościć, i żeby wyobrażać siebie samych żyjących ich życiem.

Tak samo jest z marzeniami o bogactwie. Większość ludzi zżyma się na coraz większą koncentrację bogactw w rękach wąskiej elity, zarazem jednak z perwersyjną przyjemnością zaczytuje się opisami życie milionerów, ogląda zdjęcia ich domów, łodzi i samolotów.

Nieustannie pokazuje się w telewizji (najwyraźniej więc jest na to zapotrzebowanie) programy demonstrujące najbardziej ekstrawaganckie buduary, łazienki, baseny niczym rzymskie termy, garaże na sto zabytkowych samochodów.

Tak jak kiedyś listy przebojów, dziś popularne są zestawienia najbogatszych ludzi na świecie. Za najbardziej wiarygodną uznaje się tę opracowywaną co roku przez magazyn finansowy “Forbes”. Choć nad jej sporządzeniem pracuje przez wiele miesięcy sztab dziennikarzy tego pisma, rezultaty mogą budzić wątpliwości. Podobny problem można mieć i z innymi listami. W Polsce najpopularniejsza była opracowywana przez tygodnik “Wprost”.

Bardzo trudno ocenić bogactwo osoby naprawdę bogatej. Nie jest to przecież tylko stan konta w banku czy wycena domu, w której mieszka. Dzisiejsze fortuny są niezmiernie zdywersyfikowane, płynne. Czasem jest to gotówka lub złoto, częściej – posiadane akcje, udziały, mutual funds, obligacje. Wielomilionowe pożyczki, balanse długów, współposiadanie fabryk, banków, inwestycji budowlanych, ale też klubów piłkarskich i jajek Faberge.

Jak ocenić wartość Rembrandta, którego miliarder trzyma w zaciemnionym pokoju i nie zamierza się go pozbyć? Ile warta jest bezludna wyspa na Pacyfiku, którą nabył, ale na której nie bywa? Czy nieruchomości w Nowym Jorku i Londynie, które kolekcjonuje, na pewno jeszcze zyskają na wartości – czy przeciwnie, ich wartość spadnie łeb na szyję?

Tym zajmują się więc analitycy np. “Forbesa” – próbują dowiedzieć się, ile bogaci ludzie naprawdę mają pieniędzy.
Ciągle najwięcej mają Amerykanie. Najbogatszym z bogaczy jest Bill Gates, i to mimo zagrożonego monopolu firmy Microsoft. Zdaje się, że jego fortuna zwiększyła się nawet w ubiegłym roku o 3 miliardy. Na liście są bogacze z Indii, Chin, Rosji, Brazylii, wielu innych z krajów tzw. Trzeciego Świata. Stany Zjednoczone ciągle dominują: wśród 20 najbogatszych ludzi świata piętnaścioro (bo jest wśród nich jedna kobieta) jest z tego kraju. Mark Zuckenberg, założyciel Facebooka, jest już na szesnastym miejscu.

Miliarderów jest więc na świecie już ponad 1800. Miliard był jeszcze niedawno niewyobrażalną fortuną – dziś mając tyle nie znajdzie się nawet wśród tysiąca najbogatszych. W Nowym Jorku może nawet nie dostanie się najlepszego miejsca przy stole.
Miliarderów przybywa – najwięcej w Chinach, bo aż 70 nowych Chińczyków pojawiło się na liście. Jak na razie, rosyjscy oligarchowie nie zbiednieli, mimo “sankcji” wprowadzonych przez kraje zachodnie.

Charakterystyczne jest pojawianie się fortun w krajach biednych i peryferyjnych. Kraje ciągle niezamożne, ale wielkie i ludne, z ogromnym potencjałem, jak Indie, Brazylia, Meksyk, mają już swoich miliarderów, ale też ma już jednego np. Gwatemala. W biednych krajach następuje nieprawdopodobna koncentracja kapitału w rękach biznesmenów posiadających np. kontrolę nad telefonią komórkową czy niemalże monopol w dziedzinie energii lub eksportu jakiegoś produktu.

W Ameryce bardzo modne są ostatnio rozmowy na temat “jednego procenta” obywateli, którzy zgromadzili nieproporcjonalnie dużą część majątku narodowego. Taka nadmierna koncentracja może spowodować wynaturzenie całej gospodarki, może też być – oczywistym – powodem społecznej frustracji. Niemniej nie mamy tu do czynienia z grabieżą, co, niestety, zdarza się w krajach biedniejszych.

Tam, gdzie korupcja jest wszechobecna, a powiązania biznesu z rządem ścisłe, fortuny rosną szybko i w sposób nie do zrozumienia i porachowania, nawet dla ekspertów z magazynu “Forbes”. Ile warci są kupieni przez miliardera członkowie gabinetu rządowego, nabyte za bezcen linie kolejowe, uzyskane na niezmiernie korzystnych warunkach kredyty bankowe?

Tak więc nie da się zmierzyć majątków najbogatszych ludzi świata. Nawet najbardziej przenikliwi analitycy mogą się pomylić w wycenie o kilka miliardów. W sumie jednak, jakie to ma dla nas znaczenie?

Autor: JAN LATUS