Motown

14

Upadek wielkiego miasta Detroit obserwowany jest z perwersyjną uwagą, czasem nawet satysfakcją. Czyżby miał on symbolizować, może nawet prognozować, upadek Ameryki?

Generalizacja ma pewne uzasadnienie. Detroit ma przydomek Motown, od Motor town, gdyż to tu miała główne siedziby Wielka Trójka amerykańskich producentów samochodów: General Motors, Ford Motor i Chrysler. Upadek „motoryzacyjnego miasta” miałby więc oznaczać upadek amerykańskiego przemysłu samochodowego, a szerzej – przemysłu i w ogóle wytwórczości w tym kraju.

Jest to jednak generalizacja przesadna, trochę zbyt spektakularna, żeby była prawdziwa.
Wielka Trójka ciągle ma w Detroit biurowce z umieszczonymi na szczycie nazwami swoich firm, i nadal ma w Detroit fabryki, ale produkcja jest dziś bardzo rozrzucona.

Nie ma dziś miasta na świecie, gdzie skupiałaby się cała produkcja wielkiego koncernu. Wytwarzanie samochodów (komputerów, samolotów itd.) to dziś ogromna, skomplikowana logistycznie operacja, w której uczestniczą dziesiątki poddostawców, firm, miast, krajów. Wspomniane amerykańskie koncerny mają fabryki w innych częściach Stanów Zjednoczonych, Kanadzie, Meksyku, Europie.

Ich biurowce w Detroit mają raczej symboliczną wymowę, choć ciągle podejmuje się w nich decyzje i wykonuje prace projektowe. Maleje też rola corocznego salonu samochodowego w Detroit, gdzie kiedyś odbywały się premiery o światowym znaczeniu.

Dzisiejsze miasto Detroit to księżycowy krajobraz opuszczonych i zdewastowanych budynków publicznych, jak dworzec kolejowy. Imponujące kiedyś hotele, biurowce i sale teatralne to dziś wypalone skorupy, gołe mury. Niejeden fotograf opublikował zdjęcia pokazujące nostalgiczne piękno kiedyś wspaniałych wnętrz i struktur, niczym w Hawanie na Kubie.

Detroit było w latach 30. ubiegłego wieku najszybciej rozwijającym się miastem na świecie. W latach 60. aglomeracja liczyła ponad 4 mln mieszkańców, co plasowało ją na piątym miejscu w Stanach Zjednoczonych.

Jeszcze trzydzieści lat temu Detroit w granicach administracyjnych miało półtora miliona mieszkańców. Dziś jest ich sześćset tysięcy, ale jest to szacunek, skoro co miesiąc kolejne tysiące pakują się i wyjeżdżają. Obszar miasta pozostaje niezmieniony, lecz już jedną trzecią tej powierzchni stanowią puste działki. Tysiące domów mieszkalnych jest opuszczonych, a miasto prowadzi akcję ich wyburzania. Na wielu ulicach stoi tylko jeden dom. Zanika więc pojęcie sąsiedztwa, dzielnicy, mieszkania wśród innych ludzi.

Bezrobocie w pewnych grupach wiekowych sięga 30 procent, a szczególnie dotyka fachowców pracujących kiedyś w fabrykach.
Detroit było kiedyś symbolem American Dream. Przemysł samochodowy był dumą – i lokomotywą – całej Ameryki. Tysiące pracowników, zrzeszonych w silnych związkach zawodowych, pracowało solidnie, czując dumę z wytwarzanych wspólnie produktów.

Za swoje uposażenia mogli kupić sobie domy, potem zażywać odpoczynku na emeryturze. Jak do wielu miast przemysłowych Wschodniego Wybrzeża, także do Detroit przybywali licznie polscy emigranci. Dziś Polaków, tych z ostatniej fali imigracji, jest tam bardzo mało.

Kolejni burmistrzowie miasta mają różne pomysły na jego odrodzenie, ale żaden plan nie działa. Centrum miasta jest coraz bardziej opuszczone. Wyratowane przed bankructwem przez prezydenta Baracka Obamę koncerny samochodowe ciągle posiadają tu fabryki, ale na pewno nie powrócą do uprzedniej skali produkcji.

Zdaniem niektórych miasto osiągnęło już dno, a więc widzą tu dla siebie szansę przyszłego zysku. Ci, którzy mają kapitał, kupują za bezcen setki domów, które po wyremontowaniu mają nadzieję sprzedać z zyskiem. Wprowadzają się artyści, skuszeni niskimi czynszami za pracownie i w ogóle niskimi kosztami życia. Artyści są poza tym w perwersyjny sposób zafascynowani tym miastem w fazie upadku.

Hipsterzy zakładają w centrum kawiarnie. Bezrobocie zaczęło się zmniejszać. Pojawiły się też symptomy rozwoju sektora przemysłowego. Powstała firma Shinola, która wytwarza ładne i drogie zegarki mechaniczne. Zatrudnia blisko 400 osób, byłych pracowników fabrycznych, którzy zostali przyuczeni do nowej, bardziej precyzyjnej, pracy.

W reklamach zegarków Shinola podkreśla się z dumą, że zostały wyprodukowane tu na miejscu, w Detroit.
Czy Detroit odrodzi się jako perła w koronie amerykańskich miast? Zapewne nie. Można jednak wierzyć, że wolny rynek uczyni użytek ze śmiesznie niskich cen domów i ziemi – i że miasto odbije się od dna.

Będzie to jednak inne miasto, w inny sposób bogate i z innych powodów ciekawe.

Jeśli obecny upadek Detroit symbolizuje zagrożenia dla Ameryki, jego odrodzenie pokaże jej szanse.

Autor: JAN LATUS