„Murzyńskość Polaków”

249
Powieść Henryka Sienkiewicza „W pustyni i w puszczy” ponoć utrwala kolonialny, rasistowski wizerunek mieszkańców Czarnego Lądu FOTO: WIKIPEDIA.ORG

Na fali wydarzeń w USA związanych z zabójstwem George’a Floyda i zamieszkami, które wstrząsały nie tak dawno Ameryką, w Polsce wywiązało się wiele dyskusji, polemik oraz sporów oscylujących bliżej lub dalej tego tematu. Nie chcę zajmować się samym wydarzeniem, oceniać policji, zmarłego czy też zasadności protestu, ale chciałabym zwrócić uwagę na wymiar językowy.

W polskim internecie bardzo często w związku z wydarzeniami w Minneapolis pojawiało się zdjęcie czarnoskórej nastolatki, trzymającej transparent z napisem: „Stop calling me MURZYN”. Od razu (dodam, że po raz kolejny na przestrzeni kilku lat) pojawiły się głosy, że słowo „Murzyn” Polacy powinni wyrzucić ze słownika ze względu na wyjątkowo negatywne, stygmatyzujące skojarzenia. Część osób twierdzi jednak, że „Murzyn” ma dla nich całkowicie neutralne znaczenie, a wszelkie próby cenzurowania tego terminu są przejawem tzw. poprawności politycznej.
Dostało się nie tylko poczciwemu Bambo z wiersza Juliana Tuwima (zaskakujące zestawienie – polski poeta żydowskiego pochodzenia napisał utwór dziś uważany za rasistowski… do czego to doszło), ale również powieści Henryka Sienkiewicza „W pustyni i w puszczy”, która ponoć utrwala kolonialny, rasistowski wizerunek mieszkańców Czarnego Lądu. Katarzyna Fijołek, polonistka ze szkoły podstawowej w Sochaczewie, wysłała nawet w tej sprawie do ministra edukacji Dariusza Piontowskiego petycję, w której domagała się usunięcia książki z kanonu lektur szkolnych. Ponoć „W pustyni i w puszczy” utrwala krzywdzący wizerunek Afrykanów jako naiwnych idiotów, których europejska cywilizacja musi schrystianizować, wyedukować i ucywilizować. Sporo też mówiło się o innej lekturze – „Jądrze ciemności” Józefa Korzeniowskiego piszącego pod pseudonimem Josef Conrad. Mimo wyraźnie antykolonialnego wydźwięku utworu, mocnych akcentów piętnujących wyzysk i zniewolenie utwór ma zagorzałych przeciwników głoszących tezę, że przedstawia polskim czytelnikom nieprawdziwy obraz i nie daje pola do dyskusji na temat kolonializmu, niewolnictwa i rasizmu.

Jestem z pokolenia, któremu słowo „Murzyn” kojarzy się z Bambo, który wydyma czarną buzię i ucieka na drzewo, by nie pić mleka w obawie przed wybieleniem. „Murzyn” nie ma dla mnie negatywnego wydźwięku. W języku polskim słowo to również niegdyś było neutralne, a dopiero od jakiegoś czasu nabawiło się niezbyt przyjemnych konotacji. Nie bez przyczyny swego czasu kontrowersje wywołały słowa Radosława Sikorskiego, który mówił o „murzyńskości” Polaków i raczej nie miał na myśli komplementów.
Dziś przeczytałam, że eksperci językowi z PAN wydali opinię na temat tego ciągle popularnego słowa określającego osoby czarnoskóre. Zdaniem Rady Języka Polskiego, jest ono nacechowane pejoratywnie i dlatego nie należy go stosować w szkołach, urzędach czy w mediach. Określenie „Murzyn” stosować jedynie na prawach historycznego cytatu. Ot, to się porobiło…