Na oszczerstwa pod adresem Polaków reakcja nie mogła być inna

0
2

Obecne napięcie na linii Polska – Izrael zaczęło się od rzekomych słów Benjamina Netanjahu, które zacytował „Jerusalem Post”. Według dziennika, premier Izraela miał powiedzieć, podczas czwartkowej wizyty w Warszawie (14 lutego), że Polacy kolaborowali z nazistami w Holokauście (premier wszystkiemu zaprzeczył). Poproszony o komentarz Israel Kac, który pełni obowiązki ministra spraw zagranicznych Izraela, stwierdził: „Nasz premier wyraził się jasno. Sam jestem synem ocalonych z Holokaustu. Jak każdy Izraelczyk i Żyd, mogę powiedzieć: nie zapomnimy i nie przebaczymy. Było wielu Polaków, którzy kolaborowali z nazistami i – tak jak powiedział Icchak Szamir (były premier Izraela – przyp. red.), któremu Polacy zamordowali ojca, 'Polacy wyssali antysemityzm z mlekiem matki'. I nikt nie będzie nam mówił, jak mamy się wyrażać i jak pamiętać naszych poległych”.

Fragment oświadczenia dyr. wykonawczego Komitetu Żydów Amerykańskich Davida Harrisa po słowach ministra spraw zagranicznych Israela Kaca
Relacje polsko-izraelskie przechodzą kolejną ciężką próbę. I podobnie jak w przeszłości – chodzi właśnie o przeszłość. To wyjątkowo niefortunne. Między Polską i Izraelem istnieje dziś głęboka przyjaźń i strategiczne partnerstwo. Więzi te umacniają się na wielu płaszczyznach. Ostatnio, pomimo presji ze strony niektórych krajów, Polska zgodziła się zorganizować międzynarodową konferencję nt. Bliskiego Wschodu, a w szczególności Iranu, która to konferencja była dla Izraela niezwykle ważna. Z kolei w tym tygodniu przywódcy Grupy Wyszehradzkiej (Czech, Polski, Słowacji i Węgier), której Polska jest największym krajem członkowskim, mieli odbyć w Jerozolimie kluczową rundę spotkań z premierem Netanjahu. Spotkania te zostały niestety odwołane z powodu najnowszego sporu wokół historii (…).
W naszym podejściu zawsze kierowaliśmy się założeniem, że nawet jeśli nigdy nie zgodzimy się w pełni co do naszej przeszłości – co, nawiasem mówiąc, nie charakteryzuje naszych relacji wyłącznie z Polską – mamy obowiązek wysłuchać siebie nawzajem jako przyjaciele. Są jednak pewne kwestie, które powinniśmy uznać: Polska ma kluczowe znaczenie dla naszego zrozumienia żydowskiej historii. Przez stulecia była epicentrum żydowskiego życia. Tysiąca lat żydowskiej obecności na polskiej ziemi nie można sprowadzić do pojedynczego nagłówka prasowego czy krótkiej wypowiedzi dla telewizji. Podobnie jak Żydzi, Polacy nieraz byli atakowani przez swoich silniejszych sąsiadów i mają głęboko zakorzenione poczucie zagrożenia. Warto przypomnieć, że, tak jak Izrael zniknął z mapy świata na długie stulecia, podobnie Polska przez 123 lata była nieobecna na mapie. Polska była pierwszym celem ataku armii niemieckiej, który stał się początkiem II wojny światowej. Przez prawie sześć lat doświadczała brutalnej okupacji nazistowskiej (a przez pewien czas także sowieckiej). Choć Auschwitz, co zrozumiałe, kojarzony jest z Holokaustem, był to także obóz dla Polaków niebędących Żydami, w tym wielu duchownych katolickich. Polscy żołnierze przez całą wojnę walczyli w wojskach alianckich; byli wśród nich odważni piloci, którzy służyli w brytyjskich siłach powietrznych. Polski ruch oporu był najbardziej rozwiniętą organizacją podziemną w Europie. W przeciwieństwie do Francji czy Norwegii, nie było polskiego rządu kolaborującego z nazistami. Co więcej, wśród osób uznanych przez Jad Waszem za Sprawiedliwych wśród Narodów Świata są tysiące Polaków, którzy ryzykowali swoje życie, aby ratować żydowskie życie. Irena Sendler i Jan Karski to nazwiska, które Żydzi powinni otaczać szczególnym szacunkiem (…).
Nowy Jork, 18 lutego 2019 r.

ZNIEWAGA TAKŻE DLA POLSKICH ŻYDÓW
Wypowiedziane w niedzielę, 17 lutego, słowa wywołały falę krytyki, i to nie tylko władz polskich. Przedstawiciele Związku Gmin Wyznaniowych Żydowskich i naczelny rabin Polski w oświadczeniu opublikowanym w poniedziałek napisali, że słowa, które przytoczył Kac, „były niesprawiedliwe już wtedy, gdy zostały wypowiedziane pierwszy raz, w 1989 roku, w czasie gdy stosunki polsko-izraelskie dopiero zaczęto odbudowywać, po długiej nocy komunizmu”. „Te słowa są jeszcze bardziej przykre dziś, w 30 lat później, gdy po oby stronach uczyniono już tak wiele dla wzajemnego zrozumienia naszych bardzo trudnych, lecz wspólnych dziejów” – stwierdzono.

W oświadczeniu napisano, że „historycznym faktem” jest to, że „niektórzy Polacy uczestniczyli podczas II wojny światowej w niemieckim mordowaniu Żydów”. Polscy Żydzi podkreślili jednak, że również „historycznym faktem” jest obecność Polaków, jako najliczniejszej grupy wśród wyróżnionych najwyższym izraelskim odznaczeniem cywilnym Sprawiedliwych wśród Narodów Świata, przyznawanym przez instytut Jad Waszem za pomoc ludziom narodowości żydowskiej. „Stawiania zarzutu antysemityzmu wszystkim Polakom znieważa też nas, polskich Żydów, którzy jesteśmy tego społeczeństwa częścią” – dodano w komunikacie.

OBURZENI SĄ TEŻ AMERYKANIE
Napięcia na linii polsko-izraelskiej skomentował w oficjalnym komunikacie także szef Komitetu Amerykańskich Żydów (AJC) David Harris. Jego zdaniem „Polska ma kluczowe znaczenie dla naszego zrozumienia żydowskiej historii. Przez stulecia była epicentrum żydowskiego życia”. „Podobnie jak Żydzi, Polacy nieraz byli atakowani przez swoich silniejszych sąsiadów i mają głęboko zakorzenione poczucie zagrożenia. Warto przypomnieć, że tak jak Izrael zniknął z mapy świata na długie stulecia, podobnie Polska przez 123 lata była nieobecna na mapie” – napisał Harris. Szef AJC zwrócił również uwagę, że „choć Auschwitz, co zrozumiałe, kojarzony jest z Holokaustem, był to także obóz dla Polaków niebędących Żydami, w tym wielu duchownych katolickich”. Głos w sprawie zabrała też ambasador USA w Polsce Georgette Mosbacher, mówiąc: „Między bliskimi sojusznikami, takimi jak Polska i Izrael, nie ma miejsca na takie obraźliwe komentarze jak wypowiedź izraelskiego ministra spraw zagranicznych Israela Kaca”.

ODWOŁANY, ALE NIE DO KOŃCA
We wtorek, 19 lutego, miał się odbyć szczyt państw Grupy Wyszehradzkiej i Izraela, ale na prośbę Polski został odwołany, bo nikt z władz naszego kraju nie pojechał do Jerozolimy. „Podjąłem taką decyzję, ponieważ sformułowania, które padły z ust Israela Kaca są niedopuszczalne” – wyjaśnił premier Mateusz Morawiecki. Uznał te słowa za rasistowskie, które obrażają Polaków i fałszują historię. Przywódcy państw Grupy Wyszehradzkiej oficjalnie zgodzili się z decyzją Polski o odwołaniu szczytu, ale spotkania i tak się odbyły. We wtorek premier Benjamin Netanjahu opublikował zdjęcie, na którym widać premierów Czech, Słowacji, Węgier i Izraela. Część komentatorów tłumaczy, że było zbyt późno, by „zawrócić polityków”, co więcej szczyt był pomysłem Viktora Orbana. Premierowi Węgier ma zależeć na pokazywaniu dobrych stosunków z Benjaminem Netanjahu (prywatnie dobrym przyjacielu Donalda Trumpa), a przez to ocieplić stosunki Węgier ze Stanami Zjednoczonymi.

„JAK SIĘ NIE WYCOFA, TO SIĘ NIE WYCOFA”
Polski rząd wyraźnie zaznaczył, że oczekuje od strony izraelskiej ustosunkowania się do słów Israela Kaca. „Uważamy, że te wypowiedzi są nieakceptowalne, one pobudzają antypolonizm, antysemityzm, mają charakter rasistowski i nie służą stosunkom polsko-izraelskim. Dlatego oczekujemy, że strona izraelska się wycofa z tych słów” – deklarował w czasie poniedziałkowej rozmowy z dziennikarzami szef polskiej dyplomacji Jacek Czaputowicz.

Zapytany, co zrobimy, jeśli strona izraelska jednak się nie wycofa, minister najpierw się zawahał, a po chwili odpowiedział: „Zobaczymy. Po prostu uważamy, że jak się nie wycofa, to się nie wycofa. Będziemy mieli swoje zdanie na temat interpretacji tych słów, do których się odwołujemy. Po prostu”. Z kolei premier Mateusz Morawiecki, mówiąc o relacjach z Izraelem, przekonuje, że teraz „trzeba wziąć głębszy oddech”. Jednocześnie zapowiada też przesunięcie dodatkowych środków na działalność edukacyjną dla IPN. W ocenie premiera, obecna sytuacja to zapewne nie koniec eskalacji polsko-izraelskiego napięcia.

„Teraz przyjdzie czas na to, żeby ochłonąć, aczkolwiek sądzę też, że jeszcze w najbliższych kilku tygodniach, niestety, może dojść do różnych eskalacji. A to dlatego, że w Izraelu odbywają się wybory, ogłoszone ad hoc, niespełna dwa miesiące temu, to zawsze podnosi temperaturę sporu politycznego” – stwierdził. Według szefa polskiego rządu, w takim okresie do oskarżania przeciwników politycznych wykorzystywane są najróżniejsze sytuacje, a także pewne aspekty w polityce międzynarodowej.

UCZYĆ PRAWDY O STRASZNYCH CZASACH
Pytany o długofalową politykę w obliczu polsko-izraelskich napięć z historią w tle, szef rządu wyraził nadzieję na większe zaangażowanie instytucji badawczych, zajmujących się okresem II wojny światowej. „Na pewno chcemy również, żeby IPN i różne uczelnie poświęciły więcej czasu i środków, i przesuniemy te środki dla IPN po to, żeby uczyć prawdy o strasznych czasach II wojny światowej” – zadeklarował Mateusz Morawiecki.
Premier stwierdził, że nie wolno nam zapominać tego, co wydarzyło się w latach 1939-45, bo w dużym stopniu ukształtowało to naszą teraźniejszość. „Straciliśmy terytorium, straciliśmy 6 milionów ludzi, straciliśmy wybitnych członków polskiej elity” – wyliczał Morawiecki. Jak dodał, o wydarzeniach II wojny światowej należy pamiętać i tę pamięć pielęgnować. „One stanowią część naszej dzisiejszej rzeczywistości. Dlatego jak pojawiają się takie oszczerstwa, jak świeżo powołanego ministra spraw zagranicznych Izraela, to musimy natychmiast zareagować i zareagowaliśmy” – zaznaczył premier.

„NIEFORTUNNE” SŁOWA DZIENNIKARKI
Wypowiedź ministra spraw zagranicznych Izraela nie była jedyną szokującą w ostatnich dniach. Podczas relacji z wizyty wiceprezydenta USA w Warszawie amerykańska dziennikarka stacji MSNBC użyła określenia „polski i nazistowski reżim”.

Andrea Mitchell w środę, 13 lutego, powiedziała, że podczas powstania w getcie Żydzi walczyli przeciw „polskiemu i nazistowskiemu reżimowi”. Na reakcje polskiej ambasady w USA nie trzeba było długo czekać. „Dziękujemy ci, Andreo Mitchell z MSNBC, za relację z Warszawy. Jednak Powstanie w Getcie Warszawskim w 1943 r. było aktem bohaterstwa przeciwko niemieckim nazistom, którzy założyli getto i dokonali Holokaustu. W czasie drugiej wojny światowej Polska została zaatakowana i była okupowana przez reżim nazistowskich Niemiec” – napisali polscy dyplomaci na Twitterze. Zareagował też konsul RP w Nowym Jorku, a także polonijne organizację, w tym Fundacja Kościuszkowska w Nowym Jorku.

Głos zabrał również wiceprezes IPN Mateusz Szpytma żądając sprostowania. „Jeśli stacja odmówi, wszystko wskazuje na to, że skierujemy pozew cywilny w ramach nowej ustawy sprzed roku o zmianie w Instytucie Pamięci Narodowej”. Zdaniem wiceprezesa IPN słowa Mitchell świadczą o „olbrzymiej niewiedzy na temat historii”. Jak mówił, relacja MSNBC została przyjęta w IPN z „wielkim zdziwieniem i rozczarowaniem”. Dzień później amerykańska dziennikarka przeprosiła za – jak to określiła – „niefortunne” słowa. „Pomyliłam się w swoim wczorajszym programie, mówiąc o powstaniu w getcie warszawskim w 1943 roku. Aby było jasne, polski rząd nie brał udziału w tych okrucieństwach. Przepraszam za tę niefortunną nieścisłość” – napisała na Twitterze Mitchell.

Autor: AA