Nadzieje i złudzenia filozofa

76
Foto: EPA

W marcu 2020 roku historyk i filozof Yuval Noah Harari opublikował w magazynie "Time" esej pt. "W walce z koronawirusem ludzkości brakuje przywództwa". Jak sam tytuł wskazuje, zajął się w nim problemem posuchy na liderów w czasie kryzysu, jednakowo w skali lokalnej, czyli na poziomie poszczególnych państw, jak i globalnej.

Świat dopiero co liznął pandemii, a Harari już wtedy sformułował naczelne wyzwania, jakie ze sobą przyniosła. Za najważniejsze uznał wymianę tak bardzo definiującej nas wciąż jako gatunek segregacji na kooperację. Napisał wówczas: „By podać choć jeden przykład, epidemia może być złotą szansą dla Unii Europejskiej w odzyskaniu utraconej w ostatnich latach popularności. Jeśli bardziej zamożne kraje hojnie podzielą się pieniędzmi, sprzętem i personelem medycznym z mniej majętnymi członkami, będzie to lepszy dowód na realną wartość Unii, niż jakiekolwiek oracje. Jeśli jednak każdy kraj zostanie pozostawiony sam sobie, możemy mieć do czynienia z podzwonnym dla europejskiej jedności”.

Jednocześnie potraktował pandemię jako swoisty papierek lakmusowy dla globalnej ludzkiej kondycji: „W obecnej chwili kryzysu najważniejsza walka odbywa się w obrębie ludzkości. Jeśli pandemia przyczyni się do większego rozwarstwienia i nieufności między ludźmi, będzie to dla wirusa największe zwycięstwo, gdyż tam, gdzie ludzie się kłócą, on tylko podwaja swą moc. Z drugiej strony, jeśli epidemia zaowocuje zacieśnieniem w obrębie ludzkości kooperacji, pokonamy nie tylko koronawirusa, ale wszystkie przyszłe patogeny” – wyjaśnił.

Foto: EPA

Dokładnie rok później, tym razem dla dziennika „Financial Times”, filozof napisał kolejny esej, tym razem pt. „Lekcje po roku covida”. Walkę z pandemią uznał za „wielką porażkę polityczną”, ale, że jest filozofem, który lubi pocieszać, to pocieszył, że przez pierwszy rok koronawirusa przemaszerowaliśmy lepiej niż nasi przodkowie przez poprzednie zarazy.  Uratowały nas niemal po równi nauka – dając wiedzę, z czym się mierzymy i jak budować skuteczną broń, technologie internetowe – ułatwiając zarządzanie masami ludzi, a wielkiej części umożliwiając nawet pracę, wreszcie automatyzacja, która w pewnym stopniu ratowała /ratuje przynajmniej niektóre gałęzie gospodarki. Wreszcie – że można nawet odetchnąć z pewną ulgą, gdyż nie zanosi się na rozpad Unii Europejskiej, w każdym razie jeszcze nie tak szybko. Silniejsi słabszym niewiele pomogli, ale okazało się to bez większego znaczenia, bo na dno wszyscy poszli równo, niemal solidarnie. Esej postanowił Harari mimo wszystko zakończyć pozytywnie i w duchu walki, i tak jak przed rokiem ponowił wołanie o kooperację.

Od tej ostatniej publikacji minęły dwa miesiące. W warunkach pandemii, gdy sytuacja potrafi zmieniać się z dnia na dzień, okazuje się, że to całe wieki. Umieram z ciekawości, co Harari napisałby dzisiaj? Czy nie to przypadkiem, że czuje się jak ostatni, wciąż jeszcze myślący na tym świecie, człowiek? I że ma ochotę wdrapać się na szczyt K2, by przez megatubę krzyczeć do utraty tchu: „Nie wierzę, normalnie nie wierzę, ludzie, czy wy rzeczywiście nie widzicie z czym się mierzymy?!”.

Kooperacja, do której tak usilnie od początku stara się nas przekonać, nie tylko wciąż się nie wydarzyła, ale właśnie dostaliśmy kolejny, najpoważniejszy jak do tej pory dowód na to, że wydarzyć się nie ma zamiaru. Mierzymy się z katastrofą humanitarną w Indiach, mamy od niej „w prezencie” nowe warianty patogenu, które mogą zniweczyć nasz dotychczasowy wysiłek szczepionkowy, wiemy nadto, że nasz wyścig z patogenem to przede wszystkim wyścig z czasem, a mimo to właśnie mówimy „nie” pomysłowi uwolnienia patentów na szczepionki. Pomysłowi, który pomógłby im dotrzeć wszędzie, a co najważniejsze – dotrzeć tam jak najszybciej.

Foto: EPA

Przypomina się nieśmiertelna bajka o nagim królu żyjącym złudzeniami i wyobrażeniem świata zawartym wyłącznie w jego własnej głowie. Paradoks naszej obecnej, królewskiej postawy, to jest postawy „Świata Szczęśliwie Już Zaszczepionych” jest tym większy, że ze wszystkich pandemicznych lekcji, jakie przyszło nad odrobić, jedna wydaje się być uniwersalna i uniwersalnie klarowna: zamykanie gospodarek i zamykanie ludzi to nie są rozwiązania, które można powtarzać zbyt często i stosować długofalowo.

Zastanawiałam się swego czasu, jak wyglądałaby światowa odpowiedź na pandemię, gdyby Covid w jego pierwotnym wydaniu stanowił największe zagrożenie nie dla seniorów, a dla dzieci i młodzieży? Czy może wtedy odpowiedzielibyśmy na niego większą, bardziej realną wspólnotą? Czy byłoby nas stać na kooperację, o jakiej rozprawia Harari? Czy jednocześnie bardziej stosowalibyśmy się do zaleceń ekspertów, a politycy nie baliby się podejmować trudnych decyzji, oglądanie się na słupki wyborcze byłoby ostatnią rzeczą, jaka zaprzątałaby ich myśli? Odpowiedź wydawała mi się oczywista. Pewnie, że tak. Piękne to czy brzydkie, instynkt przetrwania działa tak, że reagujemy większym horrorem i sprzeciwem na widok umierającego dziecka, niż starca. To impuls, który wdrukowała nam w genom – i nie bez przyczyny – ewolucja. Dziś jednak nie jestem tego już taka pewna. Dzieci jeszcze nam masowo nie umierają, ale następne covidowe mutacje biorą się za kolejne, coraz młodsze pokolenia. Widzę za to, że powiedzenie: „bezmyślność ludzka nie zna granic”, nabiera na naszych oczach nowego, bardzo niepokojącego znaczenia. Nie zdziwię się, jeśli w kolejnym eseju Harariego to ona wystąpi w roli głównej.