Nie wszystko, co przychodzi z głowy, jest myśleniem

7

20 stycznia 1961 JFK wypowiedział słynne zdanie: "Nie pytaj, co twój kraj może zrobić dla ciebie, zapytaj, co ty możesz zrobić dla swojego kraju". Maksyma prezydenta USA sprzed pół wieku jest, moim zdaniem, zawsze aktualna, z tym jednym zastrzeżeniem, że przynajmniej niektórzy dobrze swojemu krajowi by zrobili... nic nie robiąc. Tak po prostu. Najlepiej by było, jakby usiedli ze szklanką mleka na uspokojenie i patrzyli w niebo, to ponoć leczy skołatane nerwy.

Minister Paweł Szałamacha napisał do prezesa Trybunału Konstytucyjnego profesora Rzeplińskiego list z prośbą, aby ten do 13 maja nie wypowiadał się publicznie w sprawie trwającego konfliktu wokół TK. A to po to, żeby komisja ratingowa lepiej oceniła wiarygodność kraju. Wystarczyło na kilka dni zamilknąć. Wszystko przemyśleć. Niestety, prezes trybunału postanowił inaczej i podzielił się wszystkim z opinią publiczną i podniósł larum, żaląc się dziennikarzowi na kneblowanie, a nawet pojawiła się absurdalna sugestia o „areszcie domowym”.

Jestem mocno zaskoczona tym, że minister napisał taki list – widocznie jego babcia wciąż mu nie powtarzała, że nic tak nie plami honoru kobiety jak atrament… Chociaż może i to mówiła, ale minister nie jest kobietą… Jeżeli intencją szefa resortu finansów było wyciszenie emocji przed 13 maja, czyli przed ogłoszeniem ratingu przez kolejną agencję, to list odniósł skutek odwrotny do zamierzonego i rozpętała się burza. Typowa dla maja, z piorunami. Ze strony rządzącej lecą gromy. We wszystkich wypowiedziach podkreślane jest iż prezes Rzepliński powinien się dogłębnie zastanowić, czy jego działania i ambicje nie szkodzą Polsce. Zupełnie inaczej na sprawę patrzy opozycja, która zwraca uwagę na fakt, że taki list w ogóle nie powinien być wystosowany, gdyż jest niestosowny.

Czy to dobre dla kraju pisać takie listy, czy nie, czy tak się robi w dyplomatycznym świecie, czy też nie, nie wiem. Jedno jest pewne – kulturalny człowiek nie ujawnia treści listu. Chyba, że to list otwarty, a przecież ten taki nie był! Nie lepiej więc było milczeć?! Albo chociażby odczekać do owego 13 maja i wtedy po ogłoszeniu ratingu poinformować o tym liście, oczywiście bez jego publikacji, jak to miało miejsce obecnie, tylko ogólnie przekazać treść? Czy nie tak, ze względu na własny honor (o względzie Polski nie wspominając), nie powinien postąpić kulturalny człowiek, profesor? Wszyscy by zrozumieli, że prezes TK nie mógł nie poinformować o tym, że dostał taki list, bo byłby odwiecznym zakładnikiem tej tajemnicy, ale w tym, że ujawnił go od razu nie mogę dopatrzyć się żadnych pozytywów.

Zastanawia mnie jeszcze jedna rzecz, czy tu, poza przekroczeniem zasad kultury i przyjętych norm społecznych nie doszło do złamania prawa i samej Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej z dnia 2 kwietnia 1997 r. (Dz. U. Nr 78, poz. 483 z późn. zm.) oraz w ustawie z dnia 6 czerwca 1997 r. Kodeks karny (Dz. U. Nr 88, poz. 553 z późn. zm.) – art. 267 k. k.. Art. 49 polskiej ustawy zasadniczej zapewnia „wolność i ochronę tajemnicy komunikowania się”…
Hmm…

Autor: Beata Wermińska