Nie zmieniać czasu

337
FOTO: EPA

W pierwszą niedzielę listopada znowu zostaliśmy zmuszeni do przestawiania zegarków. Tym razem przesuwaliśmy je o godzinę do tyłu, czyli teoretycznie spaliśmy dłużej o sześćdziesiąt minut. Ale czy naprawdę coś na tym ruchu zyskaliśmy? Czy powtarzany dwukrotnie w roku manewr służy naszemu organizmowi, czy wpływa nań destrukcyjnie?

Czy korzyści z domniemanych oszczędności energii są na tyle duże, żeby zakłócać pracę naszego umysłu? Od lat mówi się o zaprzestaniu tej operacji, którą wprowadzono w 1966 roku formalnie po to, żeby farmerzy mogli dłużej pracować na roli bez używania sztucznego oświetlenia i rozszerzono w 1986 i 2007 roku. Do refleksji nawołują eksperci medyczni i niektórzy politycy, a głównie rodzice dzieci w wieku szkolnym, najbardziej odczuwających zmianę czasu.

Teraz dodatkowym czynnikiem jest pandemia, która zmusza ludzi do pracy z domu, co nie służy ich zdrowiu psychicznemu, a przeciwnie – zwiększa stres obciążający system odporności immunologicznej. Z tego powodu coraz głośniejsze są postulaty o pozostawienie normalnego czasu. Powinno się go zostawić przez okrągły rok i znowu nie przesuwać o godzinę w drugą stronę na wiosnę 2021 roku. Arizona, Hawaje i Puerto Rico nie przestawiają zegarów i przez to mają o jeden powód do narzekań mniej.

Trudno jednoznacznie i bezspornie określić efekty zmiany czasu na pracę ludzkiego mózgu, krótkotrwałe i długofalowe szkody; naukowcy twierdzą, że jest ich sporo. W 2019 roku badania JAMA Neurology potwierdziły, że ta jedna – wydawałoby się – nic nieznacząca godzina może zwiększyć ryzyko ataku serca, wylewu i udaru. gdyż praktycznie tracimy więcej niż sześćdziesiąt minut (nie zasypiamy przecież z chwilą przyłożenia głowy do poduszki).

Mając to na uwadze, na początku 2020 roku senator stanowy James Skoufis zaproponował ustawę, która pozwoliłaby stanowi Nowy Jork zachować jeden standardowy czas. Covid-19 zrujnował ten zamiar, ale demokrata z Hudson Valley zapowiedział, że ponownie przedstawi projekt legislaturze w przyszłym roku.

Problem z przestawieniem się to na czas letni, to na zimowy spędza sen z powiek również politykom z ogólnonarodowej areny. Republikańscy senatorowie z Florydy Marco Bubio i Rick Scoot złożyli wniosek o całoroczne utrzymanie przesuniętego do przodu czasu, żeby ciągle nie zmagać się ze stresem z tym  związanym. Póki co, cisza.

Nawoływania o zakończenie nikomu nie przynoszącego żadnych wymiernych korzyści programu, nie wiadomo czemu napotykają na mur nie do przebicia. Jeżeli nie ma się na uwadze dobra psychicznego dorosłych, zdrowie dzieci winno zdobyć więcej sympatii i zrozumienia. Rodzice maluchów narzekają, że ich pociechy budzą się albo za wcześnie, albo za późno, albo w ogóle nie mogą wpaść w rutynowy tryb zasypiania, bo w sposób nienaturalny niszczy się go.

Gubernator Cuomo, któremu zawsze wydaje się, że ma najlepsze rozwiązania, nabrał wody w usta i milczy jak zaklęty. Nie reaguje na liczne petycje, które zainicjowali rodzice, w tym mieszkanka Manhattanu, matka 8-letniej Dylan, Lisa Singer, skarżąca się na negatywne efekty manipulowania zegarem. Ilu należy skrzyknąć ekspertów, żeby przekonali decydentów, iż jedynym słusznym rozwiązaniem tej kwestii jest obalenie raz na zawsze eksperymentu, który się nie udał? Najwyrazniej więcej niż by się wydawało.