Niedobry pomysł z dochodzeniem

2

Wiadomość o powołaniu prokuratora federalnego, który przeprowadzi dochodzenie w sprawie metod przesłuchiwania podejrzanych o terroryzm, wywołała wielkie namiętności.

Wiadomość o powołaniu prokuratora federalnego, który przeprowadzi dochodzenie w sprawie metod przesłuchiwania podejrzanych o terroryzm, wywołała wielkie namiętności.

Wzburzenie spowodowane decyzją prokuratora generalnego Ericka Holdera jest zrozumiałe. Przypomniały się natychmiast najgorsze czasy bezrozumnego, kosztownego i daremnego w istocie śledztwa przeciwko prezydentowi Clintonowi. Podejrzenie o polityczną w istocie rozgrywkę było o tyle uzasadnione, że intencje, jak i przyszły sposób prowadzenia dochodzenia nie są jasne.
Czy istnieje możliwość kryminalizacji wstecznej działań, które za kadencji prezydenta Busha uważano za dopuszczalne i legalne? Zaczęto się obawiać, iż wielu pracowników CIA zostanie ostatecznie oskarżonych o postępowanie, którego od nich wymagano.
Po drugie, nie wiadomo, jak w istocie zdefiniować pojęcie "tortury". Czy wobec braku ścisłości kontrowersyjnego (i bardzo skutecznego) "podtapiania" nowy prokurator przypadkiem nie zaliczy go do "tortur", choć administracja prezydenta Obamy kontynuuje w znacznej mierze politykę przesłuchań podejrzanych o terroryzm? "Szara strefa" niejasności definicyjnych może stanowić pole dla właśnie politycznych rozgrywek.
Po trzecie, dochodzenie takie może w agencjach zajmujących się walką z terroryzmem i w ogóle bezpieczeństwem kraju doprowadzić do szybkiego wykształcenia się postaw zachowawczych, aby przypadkiem jakimś śmielszym działaniem nie narazić się na przyszłe sankcje prokuratorskie. Zwycięży postawa biurokratyczna, z zasady konwencjonalna, powolna i w efekcie nieskuteczna.
Po czwarte, sam precedens takiego dochodzenia może stworzyć niedobrą atmosferę rozliczeń kryminalnych ekip, które odeszły, a których poczynania nagle definiuje się jako zgoła przestępcze. Z podobnym odwetem może spotkać się w przyszłości zespół prezydenta Obamy, gdyby jakaś republikańska administracja zechciała się z nim rozliczyć.
Powołany prokurator John H. Durham będzie miał na szczęście ograniczone kompetencje i nie będzie mógł działać niezależnie. Ma on tylko zbadać sprawę rzekomych przestępstw popełnianych przez pracowników agencji bezpieczeństwa i zdać sprawę prokuratorowi generalnemu. Ten dopiero może ewentualnie decydować o postawieniu kogoś w stan oskarżenia.
W praktyce jednak będzie to szalenie trudne, skoro o wszystkich zasadach działania informowano specjalne komisje Kongresu i najwyżsi przedstawiciele władzy ustawodawczej wiedzieli o nich i w swoim czasie je aprobowali, choć dziś niektórzy starają się gwałtownie wybielać.
Cokolwiek się stanie, w efekcie będzie źle: jeśli śledztwo zakończy się niczym, prokuratorowi zarzuci się puste, a kosztowne gesty jedynie dla propagandowego, politycznego efektu. Jeśli jednak oskarży się kogoś, skutki będą jak powyżej – fatalne.

Autor: CK