Niepokojący deficyt

4

Pierwszy raz w historii Stanów Zjednoczonych deficyt budżetowy przekroczył astronomiczną sumę biliona dolarów. I to już na trzy miesiące przed końcem roku fiskalnego.

Pierwszy raz w historii Stanów Zjednoczonych deficyt budżetowy przekroczył astronomiczną sumę biliona dolarów. I to już na trzy miesiące przed końcem roku fiskalnego.

Przyczyny takiego stanu rzeczy są oczywiste – z powodu recesji maleją dochody podatkowe wpływające do federalnej kasy. Jednocześnie w ciągu ostatnich miesięcy Kongres uchwalił bezprecedensowe wydatki na pobudzenie gospodarki. To pieniądze, których nie ma w federalnej kasie – trzeba je pożyczyć na rachunek przyszłych pokoleń. O skali problemu niech świadczy fakt, że krytykowana za fiskalną nieodpowiedzialność administracja George’a W. Busha pozostawiała po sobie roczne deficyty kilkakrotnie niższe od obecnego.
Sytuacja budzi niepokój nie tylko w USA, ale także za granicą. Głównymi wierzycielami USA są dziś rządy innych krajów – przede wszystkim Chin i Japonii. Jeśli nie zechcą one pożyczać pieniędzy na finansowanie deficytu, może okazać się, że skarb państwa będzie zmuszony pożyczać drożej. Zagraniczni inwestorzy obawiają się bowiem nie tylko o wartość dolara, ale również o długookresowe bezpieczeństwo swoich inwestycji.
Większość ekonomistów uważa, że deficyt budżetowy na krótką metę nie jest niczym zdrożnym. Jest w tym wiele racji – teoretycznie ożywienie gospodarki powinno zaowocować większymi wpływami do federalnej kasy i "naprawić" budżet, pozwalając w dłuższej perspektywie na redukcję deficytu. Przykłady z czasów Ronalda Reagana dowodzą jednak, że zasada ta nie do końca się sprawdza, a niektórych długów z tamtych czasów nie spłacono do dziś. Obama balansuje więc na cienkiej linie – wzrost deficytu może doprowadzić do niebezpiecznej akumulacji długu publicznego, akurat w momencie, gdy pierwsze roczniki baby boomers zaczną przechodzić w wiek poprodukcyjny. Będzie to sytuacja demograficzna niemająca precedensu i nikt nie jest w stanie przewidzieć jej wszystkich konsekwencji gospodarczych i społecznych. Nie od dziś mówi się o groźbie załamania systemów Social Security i Medicare.
Nie wszystkie rozwiązania wprowadzane przez obecną administrację są gotową receptą na sukces, co powinien wziąć pod uwagę Kongres, który zatwierdzać będzie plan wydatków państwa federalnego na kolejny rok. Prędzej czy później jednak – niezależnie od tego, kto zasiadać będzie w Białym Domu – politycy będą musieli zacząć podejmować niepopularne decyzje, takie jak na przykład podnoszenie podatków. Na dłuższą metę trudno jednak wyobrazić sobie spłacenie długu publicznego bez radykalniejszych posunięć fiskalnych. Nawet jednak zwiększanie podatków trzeba będzie przeprowadzać ostrożnie, nie narażając gospodarki na kolejne niebezpieczeństwo załamania koniunktury.
Rzeczywiście – na krótką metę deficyt może pomagać w rozwoju gospodarczym. Tyle że ostateczny rachunek pozostaje wielką niewiadomą. Pewne jest tylko jedno – trzeba go będzie zapłacić w przyszłości.

TD

Autor: