Nowy szef Pentagonu osłabi Amerykę?

0
0

Amerykanie chcą zmniejszenia wydatków Pentagonu, chcą też ograniczyć gwarancje bezpieczeństwa, jakich Waszyngton udziela innym krajom. Według sondaży spośród ponad 50 krajów, z którymi USA mają podpisane porozumienia o pomocy militarnej, Amerykanie chcą wspierać tylko 12. Polska, Francja czy Japonia nie znalazły się na tej liście – podaje Amerykańska Rada Stosunków Zagranicznych (CFR).
Wyborcy odrzucają muskularną i kosztowną politykę obronną. „Czas, by politycy przyjęli to do wiadomości” – pisze ekspert CFR Scott Rasmussen.

„Financial Times”, komentując wybór Chucka Hagla na nowego sekretarza obrony USA, zwraca uwagę na fakt, że medialna debata o jego nastawieniu do Iranu i raczej powściągliwym poparciu dla Izraela przesłania najważniejszy powód, dla którego umiarkowany republikanin ma zostać szefem Pentagonu. „Głównym zadaniem Hagla będzie nadzorowanie cięć w budżecie obronnym” – pisze waszyngtoński korespondent „FT” Richard McGregor.

O ile Biały Dom i Kongres nie osiągną kompromisu, znaczące redukcje wydatków obronnych USA wejdą w życie automatycznie 1 marca – przypomina „FT”.
Nominacja Hagla, który jest weteranem wojny w Wietnamie, słynącym z niechęci do podejmowania przez USA zbrojnych interwencji, o ile nie zostały wykorzystane wszelkie środki dyplomatyczne, jest „przypieczętowaniem zerwania z polityką zagraniczną George'a W. Busha” – pisze McGregor.

Hagel i nominowany przez Obamę na szefa dyplomacji demokratyczny senator John Kerry są przedstawicielami umiarkowanej linii w polityce zagranicznej USA. Hagel i Kerry to tandem, którego motto będzie brzmiało: „Znajdźmy alternatywę dla wojskowej interwencji, a najlepiej rozwiązanie dyplomatyczne” – mówi wieloletni ekspert CIA i doradca prezydencki Bruce Riedel.

Wybór takich polityków determinuje jednak przede wszystkim konieczność ograniczenia wydatków wojskowych – pisze komentator magazynu „The Atlantic”, dodając: „Nadchodzi budżet drastycznych oszczędności”.

Hagel został nominowany, by – „jako republikanin i do tego odznaczony bohater wojenny” – ułatwić Obamie wprowadzenie tych redukcji – zauważa publicysta „New York Timesa” David Brooks.

Scott Rassmussen wylicza jednak na stronach CFR preferencje Amerykanów: tylko 49 proc. respondentów odpowiada w sondażach, że USA powinny pozostać w NATO. A zaledwie 11 proc. uważa, że Ameryka ma „być globalnym policjantem”.

W 2010 roku wydatki USA na obronę (i weteranów) wyniosły ponad 875 mld dol. i była to blisko jedna czwarta całego federalnego budżetu. Obecne nakłady są o 82 proc. większe niż budżet obronny w roku 2001. „Nic dziwnego, że wzrosły one po 11 września (2001), ale uzasadnione jest pytanie, czy zwiększenie ich aż o 82 proc. jest właściwe” – pisze ekspert CRF i przypomina, że po uwzględnieniu inflacji obecny budżet Pentagonu „jest większy niż w roku, w którym kończył prezydenturę Ronald Reagan” (1989).

Cięcia w nakładach na obronność są zdaniem Rasmussena konieczne. Największe oszczędności w tym budżecie można wygospodarować, ograniczając liczbę krajów, które chronić ma Ameryka – pisze ekspert. „Wycofanie wojsk USA z zachodniej Europy i Japonii dałoby roczne oszczędności rzędu 25 mld dol.” – ocenia.

„Wyborcy uważają, że Ameryka powinna skoncentrować się raczej na własnej obronie niż chronieniu całego świata. (…) Utrzymywanie armii liczącej 1,4 mln osób w służbie czynnej okazuje się zbyt drogie. Dla większości osób wydatki te są nie do pojęcia” – uważa Rasmussen.

Autor: BAT, (PAP)