Obiecanki tuskanki

113
Donald Tusk FOTO: EPA

Tusk powiedział wprost: "Celem numer jeden jest wygrana z PiS". A co potem? Potem nastąpi zmiana i szpak będzie dziobał bociana, bo po tym oświadczeniu nawet nie ma się co łudzić, że chodzi o dobro Polek i Polaków. Czy w ogóle kiedykolwiek chodziło?

Moje zdanie jest takie, że wszystko co dostają obywatele jest „produktem ubocznym” dochodzenia lub dojścia do celu, czyli do rządzenia. Coś trzeba obiecać, coś trzeba dać, by nas wybrano. A potem to już dbamy o siebie i swoich. Ponieważ nie da się tego osiągnąć bez suwerena, to ze stołu każdej ekipy coś nam skapnie. Pan łaskawą ręką rzuci jakieś kąski dla ludu.

Czy oczekiwałam, że w pierwszym po swoim powrocie przemówieniu Donald Tusk opowie, jak zabawi Polskę? Zdecydowanie nie. To zbyt wytrawny polityk, by bawić się w ten sposób, ale nie ukrywam, jestem bardzo ciekawa, co mi teraz obieca? Ponoć już nie będzie podwyższał wieku emerytalnego, bo i wtedy jak to zrobił, wcale tego nie chciał i złamało mu to serce… Pieniądze z funduszu emerytalnego już mi zabrał, drugi raz nie ma co kraść (demontaż systemu Otwartych Funduszy Emerytalnych został zakończony). Gdyby zamroził mi pensję, jak ostatnio, to by się okazało, że zarabiam poniżej płacy minimalnej. Co tam jeszcze dała mi PO? A, jeszcze chaos z posyłaniem 6-latków do szkoły (roczniki mojego syna i okolice).

Żeby nie było, iż tylko pamiętam to, co złe: zlikwidował obowiązkową służbę wojskową. I tyle. A obiecał, że ho, hooo. W swoim pierwszym expose Tusk zapowiedział m.in. obniżenie podatków, podniesienie płac nauczycieli i pracowników ochrony zdrowia, walkę z korupcją, obniżenie bezrobocia oraz zakończenie polskiej misji wojskowej w Iraku. Wyszło tylko to ostatnie.

Co może obiecać mi Tusk? Co może przekonać wyborców, którzy przede wszystkim patrzą na to, czy żyje im się lepiej, czy gorzej – do zmiany? Cokolwiek by nie myśleć, to większości Polaków pod rządami PiS żyje się po prostu lepiej. W związku z tym narracja, że obecnie mamy do czynienia z ruiną, destabilizacją i rozkładem, że upadły wszystkie wartości i idee, nie wytrzymuje zderzenia z codziennym życiem.

Wartościami nie opłaci się kredytu za mieszkanie czy czynszu. Za idee nie utrzyma się rodziny i nie wykształci dzieci. Wyborcami w ogromnej części jest pokolenie, które przez lata zaciskało pasa i cierpliwie czekało na to, że w końcu i oni będą beneficjentami nowego systemu. Fakt, rozdawnictwo nie jest dobre, a obecne promowanie nieróbstwa jest złe i odbije się w przyszłości głośną czkawką i z całego serca i rozumu oczekuję w tej kwestii zdecydowanych reform, ale nie może być też tak, że rozwarstwienie polskiego społeczeństwa doprowadzi do zupełnego zaniku klasy średniej, której już prawie nie ma i powstaniu dwóch warstw: tych co mają wszystko i tych co pracując, mają tyle co niepracujący.

Kiedyś PO mówiła, że nie ma z kim przegrać i w końcu przegrała z PiS-em. Obecnie PiS czuje się równie pewnie, ale na scenie politycznej po stronie opozycji stoi trzech charyzmatycznych liderów – Szymon Hołownia, Rafał Trzaskowski i Donald Tusk. Czy będą oni w stanie się porozumieć, czy będą rywalizować o ten sam elektorat? Przyszłość, która czeka nas do wyborów rysuje się bardzo ciekawie. Takie poruszenie opozycji, która dotąd poza krytyką nie miała nic sensownego do powiedzenia, mam nadzieję, że zmobilizuje Zjednoczoną Prawicę do mądrych kroków i wszyscy na tym zyskamy. Właściwie, czego bym oczekiwała? Tylko jednego – godziwej pensji za pracę. Nie chcę, żeby mi ktokolwiek, cokolwiek dawał za darmo! Zapracuję i nie potrzebuję łaski z pańskiego stołu. Nie chcę, aby ktoś decydował za mnie i jeszcze mi wmawiał, że to dla mojego dobra, ale tego żadna partia mi nawet nie obieca…