Ofiara politycznej bitwy

116
KANCELARIA SENATU

Marek Kuchciński – marszałek polskiego Sejmu – został w ostatnich dniach złożony jako ofiara na politycznym stosie. To wynik wyborczej bitwy, w której amunicją stały się tabloidowe naboje. Inne, jak walka o prawa mniejszości czy obietnice kolejnych finansowych transferów, nie dały opozycji spodziewanych wyników.

Opozycja w Polsce długo szukała sposobu, by znaleźć amunicję do wyborczych dział na rządzącą partię. Lewica wystawiła je w postaci praw osób ze środowisk LGBT, Platforma Obywatelska z kolei zdała sobie sprawę, że straszenie PiS-em już nie działa i postawiła na program. Stąd Grzegorz Schetyna zdecydował się w ramach tak zwanego sześciopaku zaproponować Polakom m.in. premie za aktywność i pracę czy obiecać pewną, 13. emeryturę każdego roku. Sęk w tym, że ani działanie lewicy, ani obiecanki Schetyny nie zmieniły sondażowych wyników popularności partii przed październikowymi wyborami i nie zminimalizowały strat opozycji do rządzącego PiS-u. Stało się wręcz odwrotnie – parady równości i ataki na Kościół tylko zmobilizowały prawicowy elektorat do głosowania na PiS, a obietnice Schetyny w oczach Polaków wydały się niewiarygodne i nie przekonały do siebie niezdecydowanych wyborców. Stąd ruszyły poszukiwania argumentu, który trafi do polskiego społeczeństwa.
W czasie wakacji, gdy Polacy nie chcą słyszeć o polityce, jedyną możliwą amunicją stała się ta z rodzaju tabloidowej. Na tapetę wszystkich mediów trafił marszałek Kuchciński i jego loty rządowym samolotem. Gdy duża część Polaków nad polskie morze bądź w góry jechała kilka, a nawet kilkanaście godzin, wybierając podróż samochodem czy pociągiem, porównanie do kilkudziesięciominutowych, komfortowych lotów marszałka z Warszawy do Rzeszowa – w okolicach którego mieszka – wydawało się strzałem w dziesiątkę. Politycy Platformy Obywatelskiej przystąpili do ataku i wyciągali na jaw kolejne loty, o których marszałek Kuchciński wolał nie mówić. W całej tej aferze nie miało znaczenia, że Kuchciński prawa nie złamał, chodziło głównie o to, by pokazać, że mimo iż zgodnie z prawem, to jednak nadużył władzy i latał za pieniądze podatników w rodzinne strony.
Temat lotów Kuchcińskiego na niewiele ponad dwa miesiące przed wyborami stał się dla rządzącej partii na tyle poważny, że na spotkania na Nowogrodzką do głównej siedziby partii i rozmowy z jej prezesem zjeżdżali najważniejsi politycy z premierem Morawieckim na czele. Gdyby nie to, że za dwa miesiące odbędą się wybory, nikt nie myślałby o tym, by Kuchciński musiał opuszczać fotel marszałka. To właśnie z powodu sondaży musiał ogłosić swoją dymisję.
PiS sprawę rozegrał dość sprytnie, bo zarówno Kuchciński, jak i prezes Kaczyński na specjalnie zwołanej konferencji podkreślali wielokrotnie, że marszałek Sejmu prawa nie złamał. „Chciałbym wyraźnie powiedzieć, że podczas mojej działalności nie złamałem prawa” – podkreślał marszałek Kuchciński. Wyjaśniał, że „wywołująca kontrowersje” liczba lotów była podyktowana dużą liczbą spotkań z mieszkańcami, często małych miejscowości, jakie odbywał w czasie pracy. Jak tłumaczył, przyjął model pracy marszałka, który działa nie tylko w Sejmie i w Warszawie, ale pracuje także w kraju i za granicą. Także prezes PiS Jarosław Kaczyński mówił podczas wspólnej z Markiem Kuchcińskim konferencji prasowej, że marszałek Sejmu nie tylko nie naruszył prawa korzystając z rządowych samolotów, ale też zasad dobrych obyczajów politycznych. Podkreślił, że decyzja Kuchcińskiego o ustąpieniu ze stanowiska wpisuje się w politykę rządu. „Decyzja marszałka jest dowodem postawy, która jest związana z naszym hasłem: ‚słuchać Polaków, służyć Polsce'” – mówił Jarosław Kaczyński.


Co ciekawe, wygląda na to, że na “ogień” PiS odpowie “ogniem” – Jarosław Kaczyński przypomniał, że z lotów rządowymi maszynami w przeszłości jako szef rządu często korzystał Donald Tusk, odbywając w ciągu 6 lat i 10 miesięcy 281 lotów do Gdańska. „Odbył też wiele podróży do krajów egzotycznych, atrakcyjnych turystycznie, ale co do sensu politycznego tych wyjazdów można było mieć pewne wątpliwości, można to dyskutować, no i jeździł tam z żoną” – oświadczył prezes PiS.
Kancelarie premiera i Senatu już przygotowują informację na temat wykazu lotów poprzednich premierów i marszałków. Ta pierwsza chce pokazać, jaką liczbę lotów i z kim odbył były premier Donald Tusk. W mediach tabloidowych ukazywały się zdjęcia z lotów rządowym samolotem na pokładzie np. z przyszłym zięciem. Z kolei w Senacie trwa przygotowywanie listy lotów marszałka Borusewicza, który także zasłynął z olbrzymiej liczby lotów do swojego rodzinnego Gdańska. W kuluarach senackich mówi się między innymi o jego podróżach w czasie przerw posiedzeń na… wyprowadzenie psa. Wygląda więc na to, że ziści się powiedzenie “kto mieczem wojuje, ten od miecza ginie”. W tym jednak wypadku rany zadane mieczem rządzących mogą być o wiele większe od tych zadanych przez opozycję.