Panamskie kwity

0
0

Gdyby tak ogłosić światowe referendum, co bardziej piętnować: eksportowanie miejsc pracy czy korporacyjne ukrywanie prawdziwych dochodów? Dopiero zdziwiłyby się elity – jeszcze bardziej niż powodzeniem Trumpa – że lud nie kupuje starannie wyreżyserowanego reality show o przekrętach w Panamie, na Cyprze czy Kajmanach, ale po prostacku pragnie fabryk, powrotu do rodzinnego biznesu obsługującego sąsiadów i etatowej pracy z ubezpieczeniem zdrowotnym, a nie śmieciowych umów wygodnych dla korporacji. Szczególnie niczego nie rozumie prezydent Obama i wydaje się być zaskoczony. 5 kwietnia w czasie nieplanowanej konferencji prasowej, nawiązującej do spektakularnego wycieku danych z panamskiego biura prawnego, wyznał, że nie może pojąć, dlaczego unikanie danin na rzecz USA nie jest nielegalne.

Szanowny Panie Prezydencie – nie wszystkie należności na świecie muszą przechodzić przez IRS. Może to zabrzmi dla Pana dziwnie, ale kraje niepodległe mają prawo do własnych finansów – Panama również – a Panu i amerykańskiemu fiskusowi zasię do ich wewnętrznych przepisów. Oczywiście w ramach neoliberalnego kumulowania władzy USA wywiera naciski i nawet straszy grzywnami państwa oporne w ujawnianiu wewnętrznych skarbowych detali. Czyli puka złodziej i domaga się wpuszczenia, a jeśli pokaże mu się środkowy palec, obrażony nalepi na drzwiach kartkę piętnującą „potępiam mieszkańców tego domu, bo nie dali się okraść”. I to się nazywa „transparency”, czyli międzynarodowe porozumienie w sprawie takiego zorganizowania światowego fiskusa, pod auspicjami USA oczywiście, aby nawet mysz zapłaciła za dziurę w zjedzonym serze – najlepiej kilkakrotnie. Prezydent powiedział, że unikanie podatków to problem światowy – raczej skłaniałabym się ku stwierdzeniu – że kłopot amerykańskiego urzędu skarbowego, który obecnie będzie poszukiwał dróg jeszcze skuteczniejszego skubania klientów.

Niestety poprzednia władza polska była takim klientem. Szalenie spolegliwa wszelkim globalno-podobnym nowinkom, poddała się amerykańskiej inwigilacji bez szemrania. Ciekawa jestem, czy można jakoś po cichu i rakiem wycofać się z tej „współpracy”. W dalszej części przemówienia pan prezydent wyraził również nadzieję, że zostanie uchwalone prawo, które nie dopuści do wyślizgiwania się forsy z USA. Ale jeśli wejdzie w życie przykładowo jutro, to te 1,5 mln dokumentów z około 30 lat działalności firmy panamskiej Mossack Fonseca nie mają znaczenia, amerykańskie prawo nie działa wstecz – podobno – a system fiskalny, jeśli się o coś chce upomnieć, musi to uczynić przed upływem trzech lat. Zresztą Panama, jak widać na obrazku w atlasie świata, jest niepodległa. Ma, może niespecjalnie udolny, ale własny rząd i transakcje finansowe, które miały miejsce na jej terenie, nie zostały zakwalifikowane jako przestępcze przez samego prezydenta Obamę. Działania dziennikarzy śledczych, w tym z „Gazety Wyborczej”, powinny mieć w takiej sytuacji wartość jedynie tabloidową.

Warto zaznaczyć, że prezydent Obama w końcu wyjaśnił ciemnemu społeczeństwu, dlaczego w USA nie ma pieniędzy na naprawę dróg, infrastrukturę, edukację, leczenie weteranów wojskowych i wojennych, w końcu, dlaczego USA, mimo że jest światową potęgą, cierpi biedę. Wszystkiemu winne są firmy, które uciekły do edenów podatkowych. Kamień z serca. Jak tylko Kongres upora się z nowymi przepisami, przegłosuje i wprowadzi w życie, IRS zgarnie zaległą forsę z morderczymi odsetkami, w USA zapanuje dolce vita i bonanza, jak drzewiej bywało. Przy okazji panamskiej afery po paluszkach dostały elementy nieposłuszne, wyłamujące się, szukające nieuzasadnionej niezależności od systemu i oczywiście to nie ma nic wspólnego z metodami mafijnymi.

Wyszło na jaw, że Sigmundur David Gunnlaugsson, premier bohatersko odpierającej zakusy światowej finansjery Islandii, też ma kuferek z oszczędnościami w Panamie, a tato premiera Camerona ukrył tamże nadwyżkę z emerytury i kilka innych dochodów (nie ujawniono ile i jakich, ale i to pewnie nastąpi). I jak zwykle przy okazji wybicia szamba z globalnymi brudami, pojawiły się wcześniej nieujawnione konta prezydenta Putina. Tylko że on nie będzie się nikomu tłumaczyć. Jego naród przywykły do samodierżawia nie zapyta, a on sam uważa, że nie potrzebuje wyjścia awaryjnego z sytuacji.

Autor: Halina Kaczmarczyk