Parada 2010

0
7

Małgorzata Ptaszyńska                              Foto: Archiwum "N.Dz."

Wszystko miało być inaczej. Pamiętam na początku roku powtarzaną z ust do ust wiadomość, że do Chicago przyjeżdża prezydent Lech Kaczyński. Ta pierwsza wiadomość rodziła pytania – a po co, dlaczego, czy to część kampanii wyborczej?

Pamiętam otwarte zebranie Komitetu Organizacji Parady Trzeciego Maja w marcu, kiedy w trakcie wyborów Marszałka Parady ktoś wstał i powiedział "zróbcie Marszałkiem Parady prezydenta". Choć nie było go wśród zgłoszonych wcześniej kandydatur, jednogłośnie został wybrany honorowym Marszałkiem Parady.
Pamiętam przygotowania polonijnych organizacji. Miały być spotkania, bankiety, konferencje, wszytko z udziałem prezydenta. Tydzień po świętach wielkanocnych – szok, tragedia narodowa.

Polonia pogrążona w żałobie nie wiedziała, czy chce dorocznej parady, czy nie. Były głosy, aby nie maszerować w obliczu takiej tragedii. Były pytania, czy nam wypada teraz demonstrować radość, dumę i siłę. Zadecydowano, że parada będzie jak co roku, jak zawsze w pierwszy weekend maja. Biało-czerwone flagi przewiążemy czarnym kirem, a na czele parady harcerze w hołdzie ofiarom, przy rytmie bębnów będą nieść czarno-białe zdjęcia ofiar katastrofy.

Parada ruszyła punktualnie, jak co roku ulicą Columbus od Balbo na północ. Najpierw szedł poczet sztandarowy, potem harcerze ze zdjęciami ofiar przy dźwięku bębnów, których rytm wywoływał ciarki na plecach. Dalej szli goście honorowi – burmistrz miasta, kongresmani, radni, przedstawiciele miejskich urzędów, kandydaci na senatorów – bo to przecież rok wyborczy, szefowie polonijnych organizacji. Za nimi wszyscy inni. Polskie szkoły co roku zasilające paradę tłumem entuzjastycznej młodzieży, organizacje kombatanckie z pojedynczymi żyjącymi świadkami historii, organizacje polonijne, towarzystwa przyjaciół miast, organizacje regionalne przebrane w przepiękne folklorystyczne stroje, zespoły ludowe, motocykliści, policjanci, banki, firmy i korporacje.

Trybuna honorowa była w tym roku bardziej pusta niż kiedyś. Nie było gości z Polski. Oficjalnie nie przyjechał nikt. Przez pierwsze kilkadziesiąt minut z trybuny swoje słowa do Polonii kierowali: burmistrz, kongresmani, radni, przedstawiciele miejskich urzędów, kandydaci na senatorów. Potem zniknęli, spiesząc się do innych zadań, obowiązków i przemówień.

Z podwyższenia trybuny honorowej nie było widać tłumu przy barierkach obserwującego paradę. Nie było nas także na koncercie ku czci ofiarom pamięci zorganizowanym tuż po paradzie w prestiżowym Millennium Park, który raz do roku mógł być naprawdę polski, a wydawał się niczyj. Argumenty co roku są te same, tak samo banalne: że parada w sobotę, a nie w niedzielę, że w centrum miasta, a nie gdzieś indziej, że do centrum to za daleko, że zaparkować samochód jest drogo, że godzina za wczesna, etc.

Późnym popołudniem na parkingu Fundacji Kopernikowskiej odbyła się majówka z udziałem tych samych gwiazd z Polski, które kilka godzin wcześniej występowały w centrum miasta. Było tłoczno, gwarnie i swojsko, pachniały świeżo smażone placki ziemniaczane, kebaby, kiełbasa i piwo. W budynku fundacji kto chciał mógł oglądać film dokumentalny o Katyniu, który dzień wcześniej pokazywała telewizja publiczna WTTW. Chętnych nie było wielu.

Autor: MAŁGORZATA PTASZYŃSKA