Polacy i Żydzi: Nasze rendezvous

0
2

Skąd bierze się przeświadczenie, że jesteśmy narodem antysemitów? Przecież przez wieki żyliśmy w zgodzie, wielu Żydów zasymilowało się, tworzyli rodziny mieszane (swoją drogą, ciekawe w ilu z nas płynie po trosze żydowskiej krwi). Wielcy Polacy żydowskiego pochodzenia pisali piękną polską poezję, muzykę, wspomnę choćby Juliana Tuwima, Bolesława Leśmiana czy Jana Brzechwę. Nieprawdą byłoby twierdzić, że antysemityzmu w Polsce w ogóle nie ma. Zawsze gdzieś tam był, jest i chyba nie uda nam się go do końca pozbyć. Był zazwyczaj skierowany do żyjących w enklawach, ubranych na czarno brodatych remitentów, a przejawiał się – w najgorszych wypadkach – „pociągnięciem Żydka za brodę”. Podczas gdy na przestrzeni wieków Polska oferowała Żydom schronienie, w Europie byli mordowani, wypędzani i szkalowani na wszelaki sposób. Żadnego antysemityzmu z mlekiem matki nie wyssaliśmy, wręcz przeciwnie, po dziś dzień rozkoszujemy się w żydowskich potrawach, festiwalach muzyki żydowskiej, w wierszach Brzechwy. W niejednym domu na ścianie wisi obraz Żyda z sakiewką – na szczęście. Dzisiaj jesteśmy tak poprawni politycznie, że boimy się wręcz na głos wypowiadać nazwiska katów z Katynia: Abrama Borysowicza, Lwa Rybaka czy Chaima Finberga. Ta poprawność polityczna doprowadziła nas do traktowania wszystkich Żydów jako monolityczną grupę, a to jest moim zdaniem nasz największy błąd.

Tak jak są wspaniali Polacy, są też wspaniali Żydzi… są też i łajdacy. Historycznie znaczna większość polskich Żydów była przykładnymi Polakami, niestety, znaczna większość polskich Żydów, tak jak i kwiat polskiej inteligencji, zginęła podczas II wojny światowej. Setki polskich Żydów zginęło obok polskich oficerów w Katyniu. Byli Żydzi lepsi i gorsi, jedni walczyli w szeregach polskiej armii, inni stawiali bramy powitalne najeźdźcom donosząc im, gdzie mieszkają polscy patrioci. Jakub Penner, Samuel Kaplinsky, Tewje Bielskie czy Szolem Zorina – przeciętny Polak nawet nie wie, kim byli ci ludzie.

Prawdziwego problemu dopatruję się jednak w Żydach z Rosji, którzy pojawili się w Polsce zaraz po wojnie i dali się skrzętnie wykorzystać przez komunistyczny aparat przemocy. I tak w pewnym momencie nasze drogi drastycznie się rozeszły, a wartości nas poróżniły. Większość nowo przybyłych „niosących wolność” zza Buga postanowiło zostać Polakami, przybierając rodzimie brzmiące nazwiska: Warszawski, Poznański, Różański… Wsławili się w wyłapywaniu i mordowaniu resztek niesubordynowanych polskich patriotów. Polska elita, jeśli nie wymordowana przez Niemców czy Rosjan, pozostała w Anglii lub wyemigrowała do USA. Wdrażając ciężki stalinowski komunizm, radzieccy Żydzi stali się pewnego rodzaju nową elitą Polski. Gdy w 1968 roku (też pod wpływem sytuacji w ZSRR) przyszła nagonka na Żydów – większość z nich traciła pracę, a komuniści polscy specjalnie nie przebierali, jak wszyscy, to wszyscy… Tracąc swoje pozycje, otrzymali paszporty.

Ci, którzy zostali w Polsce, przemalowali się wnet na nową opozycję z czasem infiltrując KOR a potem Solidarność. Polski robotnik potrzebował przecież pewnej „inteligencji”, by formułować składnie postulaty. I tak jak kameleon, tak zwana żydokomuna znowu znalazła swoje miejsce w Polsce. Dzisiaj żyją wśród nas oni, ich dzieci i wnuki. Nie możemy jednak zakwalifikować wszystkich „nowo-Polaków” do jednej zbójeckiej grupy. Wielu z nich wybrało polskość w dosłownym tego słowa znaczeniu (a polskość jest zaraźliwa). Inni, nie mogąc pojąć tej Polskości, zaczęli budować nową Polskę – opartą na najgorszych wartościach zachodu, by jak panowie na lennem – rozporządzać Polską i Polakami.

Straty ludzkie jakie poniosła Polska podczas II wojny światowej wytworzyły wielką lukę, w którą sprytnie wpasowali się żydowscy komuniści, wciągając za sobą młody polski komunistyczny narybek (co jednak na przykładzie Mieczysława Moczara okazało się dla niektórych zgubne). Po wojnie zabrakło nam wielkich polskich patriotów, także Żydów, o których nie wolno nam dzisiaj zapomnieć. Cisną mi się łzy do oczu za każdym razem, gdy czytam odezwę polskich rabinów* z początku II wojny światowej: „My Żydzi, dzieci tej ziemi od zamierzchłych czasów, stajemy wszyscy w karnym ordynku, zwarci i opanowani na wezwanie Pana Prezydenta Rzeczypospolitej i Naczelnego Wodza, aby bronić naszej ukochanej Ojczyzny, każdy na wyznaczonym mu przez władze posterunku i oddamy, gdy zajdzie tego potrzeba, na ołtarzu Ojczyzny, nasze życie i nasze mienie bez reszty”.

Nie wyssaliśmy antysemityzmu z mlekiem matki, pamiętamy i cenimy wspaniałych polskich Żydów, pamiętamy także tych, którzy mordowali polskich patriotów niosąc nowy, jakże nam obcy, porządek świata. Oni wciąż są wśród nas, intelektualiści z Bożej łaski, rozprawiający bezwstydnie o „bandytach” z powojennego podziemia. Wielu z nich w podobnym duchu wychowało swoje dzieci, jakże często wysyłając je do najlepszych zachodnich uczelni, gdzie, notabene, po dzień dzisiejszy, profesorów komunistów jest bez liku. Inni, jak bohater pięknej ballady „Opowieść pewnego emigranta” Jacka Kaczmarskiego,** zagubiło się, zreflektowało się być może zbyt późno.

Czy Polacy zabijali Żydów? Tak. Nie były to egzekucje podsycane antysemityzmem (i nie było wtedy poprawności politycznej) zdrajcy, Polak czy Żyd kończyli podobnie. Warto zacytować fragment książki Jerzego Śląskiego „Żołnierze Wyklęci”: „Jeśli któryś z pracowników UB dostał się w partyzanckie ręce, to jego szanse na to, że cało z nich ujdzie, były równe zeru”.*** W samych szeregach NSZ służyli Żydzi, jak: Eljahu (Aleksander) Szandcer („Dzik”) – uciekinier z getta, Jerzy Żmigryder-Konopka („Poręba”) czy podchorąży Natanson. Przypisywanie Polakom wrodzonego antysemityzmu jest zwyczajnym kłamstwem.

Emigranci z 1968 roku mają do Polski wielki żal, niektórzy niestety uzasadniony. Polscy komuniści robiąc czystki w urzędach i na uczelniach nie zważali na to, kto jaki Żyd. Pracę tracili nie tylko ci związani ze stalinowskim terrorem. Jest chyba prawdą, że Żydzi potrafią lepiej niż my, Polacy, trzymać się razem. Dzisiaj w tym poczuciu żalu, także nie zważając na to, czy to komunista, kapitalista, czy patriota, doszukują się w nas antysemityzmu wyssanego z mlekiem matki. Musimy być mądrzejsi od „moczarowców”, nie dajmy się wplątać w niepotrzebny nam konflikt nie rozróżniając ziarna od plew.

Jest oczywiste, że pewnym grupom zależy, by na każdym kroku wyciągać najmniejsze przypadki złej woli wymierzonej w Żydów, jest im na rękę, gdy wyzwolą w nas gniew, a za nim często niepoprawne epitety i antysemickie nawoływania – to dla nich paliwo do rozpalonego ognia nienawiści, nie dajmy się ponieść emocjom, rzeczowo rozmawiając o historii. Mam nadzieję, że polski MSZ czym prędzej wystosuje zaproszenie do uczniów Zeva Friedmana zapraszając ich na koszt państwa polskiego do odwiedzenia Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN i na krakowski Kazimierz. My, wspominając wielkich Polaków mojżeszowego wyznania, chrońmy tych, którzy są z nami. Wszelkie obelgi pod adresem Żydów jako narodu są wstrętne i uderzają w nas Polaków. Trudna praca przed nami, by widzieć tę różnicę.

___________________

* Odezwa Zarządu i Naczelnej Rady Rabinów RP z 2 września 1939 r.

Niechaj będzie pochwalone imię Wiekuistego.

Bracia w Izraelu, Obywatele Najjaśniejszej Rzeczypospolitej Polskiej!

Odwieczny wróg napadł w niecny, nikczemny sposób na naszą tak gorąco przez nas umiłowaną Ojczyznę, Polskę. Wyzuty dosłownie z czci, wiary i wszelkich uczuć ludzkich, niesie on mord, rabunek i pożogę.

My Żydzi, dzieci tej ziemi od zamierzchłych czasów, stajemy wszyscy w karnym ordynku, zwarci i opanowani na wezwanie Pana Prezydenta Rzeczypospolitej i Naczelnego Wodza, aby bronić naszej ukochanej Ojczyzny, każdy na wyznaczonym mu przez władze posterunku i oddamy, gdy zajdzie tego potrzeba, na ołtarzu Ojczyzny, nasze życie i nasze mienie bez reszty.

Jest to naszym najszczytniejszym obowiązkiem obywatelskim i religijnym, według nakazów naszej Świętej Wiary, który z największą radością spełnimy – tak nam i Polsce dopomóż Bóg.

Wznosimy błagalne modły do Stwórcy o zwycięstwo oręża polskiego i bądźmy pewni, że nas usłyszy, Amen.

Zarząd i Rada Naczelna Związku Rabinów Rzeczypospolitej Polskiej
2 września 1939 r.

__________

** Jacek Kaczmarski: OpowieŚĆ Pewnego Emigranta:

Nie bój się, nie zabraknie. To krajowa czysta.
Ja, widzisz, przed wojną byłem komunista,
Bo ja chciałem być kimś, bo ja byłem Żyd,
A jak Żyd nie był kimś, to ten Żyd był nikt.

Może stąd dla świata tyle z nas pożytku,
Że bankierom i skrzypkom nie mówią – ty żydku!
Ja bankierem nie byłem, ani wirtuozem,
Wojnę w Rosji przeżyłem, oswoiłem się z mrozem

I na własnych nogach przekroczyłem Bug
Razem z Armią Czerwoną, jako Politruk.
Ja byłem jak Mojżesz, niosłem Prawa Nowe,
Na których się miało oprzeć Odbudowę.

A potem mnie – lojalnego komunistę
Przekwalifikowali na manikiurzystę.
Ja kocham Mozarta, Bóg – to dla mnie Bach,
A tam, gdzie pracowałem – tylko krew i strach.

Spałem dobrze – przez ścianę słysząc ludzkie krzyki
A usnąć nie mogłem przy dźwiękach muzyki.
W następstwie Października tak zwanych „wydarzeń”
Już nie byłem w Urzędzie, byłem dziennikarzem.

Ja znałem języki, nie mnie uczyć jak
Pisać wprost, to, co łatwiej można pisać wspak.
Wtedy myśl się zrodziła – niechcący być może,
Żem się z krajem tym związał – jak mogłem najgorzej.

Za tę hańbę zasługi – Warszawa czy Kraków –
Gomułka nam powiedział – Polska dla Polaków.
Już nie dla przybłędów Pospolita Rzecz –
Wiesław, jak Faraon, popędził nas precz.

I szli profesorowie, uczeni, pisarze,
Pracownicy Urzędu, szli i dziennikarze.
W Tel-Awiwie właśnie, zza rogu, z rozpędu
Wpadłem na byłego kolegę z Urzędu,

I pod Ścianę Płaczu iść mi było wstyd –
Czy ja komunista, czy Polak, czy Żyd?
Nie umiałem jak on, chwały czerpać teraz,
Z tego, że się z bankruta robi bohatera.

Wyjechałem. Przeniosłem się tutaj, do Stanów.
Mówią – czym jest komunizm – ucz Amerykanów.
Powiedz im co wiesz, co na sumieniu masz,
A odkupisz grzechy i odzyskasz twarz.

A ja przecież nie umiem nawet ująć w słowa
Jak wygląda to, com – niszcząc – budował.
I tak sam sobie zgotowałem zgubę:
Meloman – nie skrzypek, nie bankier – a ubek,

Oficer polityczny – nie russkij gieroj.
Ani Syjonista, ani też i goj!
Jak ja powiem Jehowie – Za mną, Jahwe stań
Z tą Polską związanym pępowiną hańb!

___________

*** […] Jeśli któryś z pracowników UB dostał się w partyzanckie ręce, to jego szanse na to, że cało z nich ujdzie, były równe zeru.
Chyba że uciekł, co zdarzało się rzadko, bo pilnowano ich szczególnie czujnie. Przy tym nie miało znaczenia, co w UB robił, w jakiego szczebla urzędzie pracował, w powiatowym, wojewódzkim czy w samym ministerstwie, dlaczego i z jakich pobudek tam trafił. Tego nikt nie dociekał. Wystarczała legitymacja.
Zginęło więc ich wielu. Wśród nich spora liczba osób pochodzenia żydowskiego. Zarówno wysokich stopniem i funkcją, jak i wartowników czy członków grup operacyjnych. Żaden jednak, co trzeba silnie podkreślić, nie zginął dlatego, że był Żydem. Sprawiła to tylko i wyłącznie ich praca w UB.
Gdy w 1984 r. w Australii, w Melbourne, rozmawiałem z bardzo bogatą i bardzo dystyngowaną starszą panią, Żydówką z Białegostoku, która skarżyła się na polski antysemityzm, obciążając tym zarzutem również Armię Krajową, i usiłowałem z nią polemizować, przygwoździła mnie takim oto argumentem:
– Jeśli pan nie wierzy, to mogę zaprowadzić pana do mego brata, który też tu mieszka. Akowcy chcieli go zabić i tak postrzelili, że do dziś jest inwalidą! I to już po wojnie!
–  A co brat wtedy robił? – spytałem.
–  Był oficerem. Polskim oficerem! Zastępcą szefa bezpieczeństwa w Białymstoku!
Czyż miałem jej tłumaczyć, że jeśliby ubowiec tego szczebla nie był z pochodzenia Żydem, lecz Hiszpanem lub Australijczykiem, to też by do niego strzelano? To zaś, że odsetek Żydów wśród tych funkcjonariuszy UB, których dosięgły kule podziemia, jest o wiele wyższy od odsetka osób tego pochodzenia w całej ówczesnej populacji Polski, wynika wyłącznie z tego, iż tak licznie obsiedli wtedy różne struktury UB, niektóre z nich całkowicie sobie podporządkowując. A na dodatek im wyższe to były struktury, tym więcej ich tam było. To także warto przypomnieć.

Jerzy Ślaski, fragment książki „Żołnierze wyklęci”

Autor: Leszek Sadowski