Polityczna schizofrenia

148
FOTO: EPA

Czy jest jakiś sposób, poza magicznym, aby liderzy partyjni pamiętali o tym, że zostali wybrani przez społeczeństwo dla społeczeństwa? Czy jest jakiś kraj na świecie, gdzie liczą się ze zdaniem suwerena nie tylko tuż przed wyborami? Czy to już tak będzie, że jako obywatelka jestem traktowana jak przygłup, który wie tylko tyle, ile mu powiedzą w kościele i w telewizji jedynej słusznej i właściwej?

Może to mój błąd, że chodziłam do szkoły, w której uczono i otwierano moje horyzonty, a nie tylko ćwiczono w cnotach niewieścich, bo za dużo teraz widzę, myślę i analizuję? A może mam jakieś rozdwojenie jaźni?

Chyba tak jest, bo jak inaczej wytłumaczyć taki fakt. Pierwsza ja słyszała jak Jarosław Kaczyński oznajmił, że TSUE nie ma prawa wtrącać się do polskiego prawodawstwa i on jako wicepremier i przewodniczący PiS nigdy nie zgodzi się na to, aby trybunał unijny mówił, co jest zgodne z prawem, a co nim nie jest w suwerennym państwie, jakim jest Polska. A druga ja słyszy jak ten sam człowiek, jeden z najważniejszych, a przynajmniej najbardziej decyzyjny wśród polityków oznajmia, że zgodnie z tym samym nakazem, tegoż samego trybunału, należy zlikwidować izbę dyscyplinarną. Moja, czy polityczna ta schizofrenia? Przecież każdy wie, że jak nie wiadomo, o co chodzi, to chodzi o seks albo pieniądze, a w tym przypadku o unijną kasę na „Polski Ład”. I po co było to wcześniejsze wywijanie szabelką?

Jedna ja słyszy zapewnienia, że szczepienia są i będą dobrowolne oraz absolutnie nie ma mowy o żadnym stygmatyzowaniu tych, którzy postanowili nie włączyć się w krąg odporności stadnej. Nieważne, czy sama szczepienia popieram, czy nie i co sądzę o takiej postawie, ale uważam, że obywatel powinien mieć zaufanie do władzy oparte na przeświadczeniu, że rządzą nami ludzie kompetentni, którzy wiedzą co robią nie tylko tu i teraz, ale i długofalowo, bo opierają się na rzetelnej wiedzy eksperckiej, a nie na sondażach popularności.

Tymczasem druga ja w tym samym czasie słyszy, jak te same osoby w coraz mniej zawoalowany sposób mówią o sankcjach i konsekwencjach, jeśli ludzie się nie zaszczepią. Nie będą mogli pracować? Nie wejdą do sklepu? Dzieci nie będą mogły chodzić do szkoły i pozostaną na nauczaniu zdalnym? Która „ja” słyszała prawdę? Ja rozumiem, że każdy ma prawo zmienić zdanie, bo zmieniają się dane, ale jednego dnia?

Ki czort? Co się dzieje u licha? Jednym z głównych haseł kampanii wyborczej PiS była sprawa obniżenia wieku emerytalnego do poziomu, który był przed reformą Tuska. I tak się chwała Bogu stało, bo dzięki temu mam wybór, czy chcę mierniejszą emeryturę w wieku 60 lat, czy mam siłę, zdrowie, a co równie ważne możliwości, by pracować dalej, by była odrobinę mniej mierna. Fakt ten jak dotąd dawał mi rzadkie poczucie bezpieczeństwa i świadomość, że chociaż w tym aspekcie jestem panią samej siebie. Aż tu druga ja słyszy, jeszcze nieśmiało, jeszcze nie wprost, ale już pojawiają się wypowiedzi, że przecież żyjemy średnio 8 lat dłużej i aby system emerytalny nie padł, coś z tym trzeba zrobić. Coś, czyli wiadomo co! Nie uspokaja mnie w żaden sposób myśl, że wiek emerytalny nie zostanie podniesiony przed wyborami w 2023 roku, bo ja do tego czasu nie zdążę! I co tu robić? Może poddać się myśli, że to ja mam schizofrenię i udać się z godnością na rentę od psychiatry? Pierwsza ja jednego dnia słyszy, że gospodarka musi ruszyć z kopyta po pandemii, że wszystkie środki muszą być przesunięte na inwestycje i zabezpieczenie służby zdrowia przed jesienną falą, w związku z tym żadnych podwyżek dla budżetówki nie będzie, nawet tych inflacyjnych, a tu budzę się, otwieram oczy i druga ja słyszy, że w późnych godzinach wieczornych prezydent zafundował nawet 70 proc. podwyżki dla rządzących. Chyba musi ujawnić się jakaś trzecia ja, taka, która będzie żyła na Księżycu albo Marsie. Innego wyjścia chyba nie ma, bo zwariuję naprawdę.