Polityczne wybory

140
epa07918815 Leader of the Polish Law and Justice (PiS) rulling party Jaroslaw Kaczynski reacts during Law and Justice party parliamentary elections night in Warsaw, Poland, 13 October 2019. In total, 5,114 people are running for 460 seats. EPA-EFE/Radek Pietruszka POLAND OUT

Wybory to jedna z ostatnich spraw, o jakich myślą ludzie w czasie panującej pandemii wirusa. Są jednak tacy, którym wirus nie przeszkadza – to politycy. W przypadku rządzącej w Polsce partii pokusą, by się odbyły w terminie, są dobre notowania kandydata Prawa i Sprawiedliwości i duże szanse na kolejną kadencję prezydenta Andrzeja Dudy. To jednak także powód, dla którego PiS może chcieć przełożyć ten prezydencki plebiscyt.

Rządzący obóz w Polsce do przeprowadzenia wyborów za wszelką cenę niewątpliwie zachęcają sondaże. Andrzej Duda w najnowszym sondażu prezydenckim pracowni Estymator dla portalu DoRzeczy.pl uzyskał 53,1 proc. poparcia. To wzrost o 3,3 pkt. proc. w porównaniu do badania sprzed dwóch tygodni i wynik, który już w pierwszej turze zagwarantowałby wybór Dudy na kolejne pięć lat. Co ciekawe, na drugim miejscu w sondażu znalazł się Władysław Kosiniak-Kamysz – 15,6 proc. poparcia (wzrost o 0,2 pkt. proc.). W stosunku do poprzedniego badania pracowni Estymator dla portalu DoRzeczy.pl sprzed dwóch tygodni największy spadek poparcia zanotowała Małgorzata Kidawa-Błońska. Na kandydatkę KO chce głosować 13,4 proc. Polaków (spadek o 3,7 pkt. proc.). Na kolejnych miejscach znaleźli się kandydat Lewicy Robert Biedroń (9,4 proc. poparcia), Szymon Hołownia (4,9 proc.) oraz kandydat Konfederacji Krzysztof Bosak (3,3 proc. poparcia).
Aby wybory odbyły się zgodnie z planem – 10 maja – bardziej niż Prawu i Sprawiedliwości zależy samemu prezydentowi Dudzie. W obecnej sytuacji panującej epidemii prezydent uchodzi za osobę, która chce pomóc zarówno zwykłym ludziom, jak i przedsiębiorcom. Co rusz sypie jak z rękawa nowymi pomysłami, które notabene niekoniecznie podobają się rządzącej partii z prostych powodów – to premier musiałby znaleźć pieniądze na pomysły prezydenta. Tak czy inaczej Andrzej Duda w czasie pandemii zyskuje i także za wszelką cenę chciałby uzyskać reelekcję już 10 maja. Dowodem na to niech będzie jego niedawna konstatacja, że skoro ludzie mogą chodzić do sklepów spożywczych, to i mogą pójść na wybory. Ta nie do końca odpowiedzialna wypowiedź nie spotkała się z dobrym odbiorem społecznym, ale pokazała jak Andrzejowi Dudzie zależy na majowym terminie.

Z kolei największa opozycyjna partia Platforma Obywatelska domaga się przełożenia wyborów oficjalnie powołując się na bezpieczeństwo Polaków. To jednak tylko zasłona dymna i próba odwrócenia uwagi społeczeństwa od słabych wyników notowań kandydatki Koalicji Obywatelskiej Małgorzaty Kidawy-Błońskiej, która spadła w sondażach już na trzecie miejsce. Jest bardziej niż pewne, że gdyby doszło do przełożenia daty wyborów, Platforma Obywatelska zmieniłaby ją na inną osobę.

Nieoficjalnie także i PiS rozważało i wciąż rozważa przełożenie wyborów. To z kolei wewnętrzna gra obozu rządzącego z coraz bardziej krnąbrnym prezydentem Dudą, który w ostatnich 5 latach nie podpisał kilku ważnych dla polityków PiS ustaw, o czym prezes Jarosław Kaczyński nie zapomniał. Także i ostatnia walka o zmiany w telewizji publicznej i odwołanie prezesa Jacka Kurskiego odbiły się szerokim echem, a pośród polityków Prawa i Sprawiedliwości jest coraz więcej takich, którzy woleliby zmiany kandydata w wyścigu o fotel prezydencki.

Nie będąc hazardzistą jestem jednak przekonany, że do wyborów nie dojdzie, a działania prowadzone przez Prawo i Sprawiedliwość to pewna gra. Jarosław Kaczyński to strateg, który wielokrotnie pokazał, że jest na politycznej szachownicy o kilka ruchów do przodu przed swoimi konkurentami. Uważam więc, że będzie tak: na kilkanaście dni przed wyborami PiS zdecyduje, że ze względu na niebezpieczeństwo dla obywateli, jak i ze względu na nieodpowiedzialność opozycji wybory zostaną przełożone. By tak się stało, zostanie wprowadzony stan nadzwyczajny, podczas którego przeprowadzać wyborów nie wolno, a po jego zakończeniu można zrobić to dopiero trzy miesiące później. Rządzący będą chcieli się pokazać jako politycy, którzy dbają o los Polaków. Czas, który zyskają, wykorzystają też na “wykrwawienie” opozycji, w której już dochodzi do kłótni. To z kolei wzmocni plan na innego kandydata Prawa i Sprawiedliwości, który mógłby zastąpić Andrzeja Dudę w wyścigu o fotel prezydenta. PiS może sobie na to pozwolić, bo pośród wyborców tej partii szyld partyjny ważniejszy jest od osoby, która kandyduje. Być może więc za kilka miesięcy, gdy, miejmy nadzieję, epidemia się skończy, na wyborczym ringu w Polsce zobaczymy kandydata PiS, który stoczy bój z Andrzejem Dudą. A osób w tej partii które podejmą rękawicę, jest wiele. Choćby Beata Szydło czy Mateusz Morawiecki. Brzmi jak science fiction? W polityce science fiction nie istnieje.