Polska, Iran, ONZ

4

"Nie sposób trwale rozwiązać żadnego konfliktu bez kompromisu" – to przesłanie starał się przekazać uczestnikom sesji Zgromadzenia Ogólnego Organizacji Narodów Zjednoczonych w Nowym Jorku prezydent Bronisław Komorowski. Szkoda, że jego wystąpienie pozostało w cieniu innych wydarzeń w ONZ.

Przyjazdy setek głów państw do Nowego Jorku pod koniec września dawno już przestały kogokolwiek dziwić. Mieszkańcy miasta zdążyli już przyzwyczaić się do tego, że w tym czasie odbywa się sesja Zgromadzenia Ogólnego Organizacji Narodów Zjednoczonych. Choć wiele osób jednocześnie kwestionuje sens funkcjonowania ONZ w jej obecnej postaci. Do kontrowersji związanych z tą instytucją przyczynili się sami organizatorzy sesji, wyznaczając termin wystąpienia prezydenta Iranu Mahmuda Ahmadinedżada – człowieka negującego publicznie holokaust i wzywającego otwarcie do zniszczenia państwa Izrael – w największe żydowskie święto: Jom Kippur. Oburzyło to nie tylko liczną społeczność żydowską w Nowym Jorku. Także dla wielu innych osób, nawet nietraktujących państwa izraelskiego z sympatią, taki porządek obrad nosi znamiona prowokacji. Nawet jeżeli samo przemówienie Ahmadinedżada okazało się tym razem dużo mniej konfrontacyjne niż w minionych latach.
Efekty takiego postępowania widać gołym okiem. Media relacjonujące przebieg sesji Zgromadzenia Ogólnego ONZ skupiły się przede wszystkim na konfrontacji amerykańsko-irańskiej z izraelsko-nuklearnymi podtekstami, zamiast zająć się na przykład dużo bardziej palącym problemem, jakim jest konflikt w Syrii. Na drugi plan musiały zejść także i inne inicjatywy zgłaszane podczas obecnej sesji, np. zwiększenia nakładów na walkę z biedą.
Zamiast szukania kompromisów i prób rozwiązywania konfliktów – do czego przecież jest powołana Organizacja Narodów Zjednoczonych – mamy więc kolejne tematy zastępcze. I to na szczeblu globalnym. Nowy Jork powinien powstrzymać się z zapraszaniem Mahmuda Ahmadinedżada do wygłoszenia przemówienia w najważniejsze żydowskie święto. ONZ, stworzona jako ciało mające na celu promocję pokoju na świecie, przyczyniła się znów do zwiększenia podziałów i niezgody. Nie będą więc dziwiły słowa krytyki, że ta instytucja nie zdaje egzaminu i musi przejść gruntowne reformy. „Skuteczna Organizacja Narodów Zjednoczonych jest dzisiaj potrzebna światu nie mniej niż w groźnych czasach zimnej wojny” – mówił w środę prezydent Komorowski. Problem w tym, że ONZ-owi daleko do skuteczności. Chyba że miarą sukcesu jest zdolność do generowania kontrowersji i zwiększania napięcia. W tej dziedzinie, podczas obecnej sesji Zgromadzenia Ogólnego, szefostwo organizacji zdało rzeczywiście egzamin na celująco.

Autor: TD