Polski Ład, czyli znów żyjemy na kredyt

145
Foto: EPA

Polski rząd ustami Mateusza Morawieckiego ogłosił nastanie Polskiego Ładu, który wszyscy od razu zaczęli nazywać Nowym Ładem, co nieodłącznie kojarzy mi się z Najwyższym Porządkiem rodem z "Gwiezdnych Wojen". Na czele Najwyższego Porządku, który powstał po upadłym Imperium Galaktycznym, stał Najwyższy Wódz Snoke rządzący z ukrycia twardą ręką swoich sługusów.

Ale powróćmy z odległych czasów i odległej galaktyki do kraju nad Wisłą, gdzie w sobotę Mateusz Morawicki zapowiedział, mówiąc w skrócie, że do najbliższych wyborów (2023 roku) będziemy trochę (tak na pokaz) zabierać bogatym i rozdawać dużo biednym (też na pokaz, a brakującą różnicę weźmiemy nie wiadomo skąd).

Pomyślałam sobie, że gdybym tak zaczęła realizować wszystkie moje szalone, i te całkiem grzeczne, rozsądne nawet i słuszne ze wszech miar, ale kosztowne plany i marzenia i narobiłabym długów pod sufit, to moje dzieci, zgodnie z polskim prawem, mogą je odrzucić zrzekając się spadku. Jednak gdy długów narobią politycy, to nasze dzieci nie mogą ich odrzucić, bo nie ma takiej możliwości. Moje wnuki, które jeszcze nawet nie są w planie, urodzą się z przymusem spłaty zobowiązań zaciągniętych w ich imieniu przez polityków, chociaż nie było ich jeszcze na świecie. Czy to trochę nie przypomina branie kredytu na słupa? Aby nie utonąć w tym „morzu pieniędzy” dla młodych widzę tylko jedno wyjście – przyłączenie się do klasy pasożytów społecznych, żyjących na koszt podatników. Smutne, ale prawdziwe.

„Damy, obiecujemy, wyrównamy” – ale skąd weźmiemy? Ja nie chcę, aby rząd najpierw mi, ponieważ pracuję, zabrał 100 złotych, sobie zatrzymał 50, niepracującym darmozjadom dał 50 i uważał, ze sprawa jest załatwiona. Ja, ponieważ pracuję, mam sobie dać radę, niepracujący i żyjący za pieniądze podatników będą się mieć coraz lepiej, a rząd to już w ogóle ogłosi kolejne pasmo niekończących się sukcesów.

Z drugiej strony nie ma możliwości, aby z polskich podatników, obciążonych haraczami po czubek głowy wydusić pieniądze, które pokryłyby obiecane rozdawnictwo. Z czego to zostanie sfinansowane? Z europejskiego funduszu odbudowy? Przecież środki z tego funduszu nie są darowizną, a pożyczką, którą należy spłacić wraz z odsetkami i kosztami obsługi. W dodatku dostęp do tych środków może być ograniczony decyzjami politycznymi UE. Natomiast koszt spłaty może wzrosnąć, jeżeli obecnie już niewypłacalne państwa nie udźwigną spłaty, co jest wielce prawdopodobne.

W Polskim Ładzie sprytnie przemilczano też sprawę podatków unijnych, które każdy polski podatnik będzie ponosił na rzecz UE, gdyż zostało to przegłosowane w tym miesiącu w Sejmie (decyzja Rady UE o zasobach własnych). To są dodatkowe koszty dla polskich podatników. Morawiecki opowiadał, ile to pieniędzy Polska pozyska z handlu prawami do emisji CO2. Co za to rząd tzw. Zjednoczonej Prawicy pobuduje i ile za to sfinansuje programów socjalnych. Tyle tylko, że środki z systemu handlu emisjami CO2 według planów UE maja zasilać budżet UE i stać się ich zasobami własnymi. W zeszłym roku mieliśmy do czynienia z podobną sytuacją, gdy Morawiecki snuł plany wydatkowania środków pochodzących z opłaty cyfrowej od wielkich koncernów. I co – okazuje się, że opłata cyfrowa także ma być zasobem własnym i podatkiem unijnym. Od wielu dekad w Polsce obowiązuje jeden plan gospodarczy – jesteśmy państwem taniej siły roboczej. Początkowo miało to przyciągać obcy kapitał i inwestycje, ale zyski były transferowane za granicę. Polski Ład ma to zmienić. Kapitał wypracowany przez jednych Polaków ma być rozdawany innym Polakom, ale wszyscy mają spłacać kredyt do 2057 roku (na wówczas jest zaplanowana spłata unijnego funduszu odbudowy). Kiedy jednak przyjdzie czas na NORMALNOŚĆ – na pomnażanie kapitału, a nie życie na kredyt i za cudze? Jak długi spłacą nasze wnuki?