Potrzeba szacunku

1
Ponad połowa badanych pracowników stwierdziła, że nie spotyka się z szacunkiem swoich przełożonych FOTO: PEXELS.COM

Jednym z bohaterów powieści Orwella „Folwark zwierzęcy” jest Boxer, koń pociągowy, którego zawsze, za każdym razem, gdy czytałam książkę, było mi szkoda. Dziś wiem, dlaczego był mi tak bliski. Uświadomiłam sobie, że niewiele się różnimy, może tylko tym, że nie zakończyłam swojej edukacji, jak on, na literze „D”.

Boxer pracował dzielnie i niewiele chciał za swój ogromny wysiłek, choć tyrał ponad siły. Zawsze gotowy do poświęceń, walki za innych, niby lubiany, szanowany, ale gdzie byli przyjaciele, gdy ich potrzebował? Bohater tragiczny, bo za ufny, za grzeczny, za miły, za mało myślący o sobie, za bardzo wierzący autorytetom, za mocno zginający kark… Dlaczego? Bo nie wierzył w siebie! Nigdy nie podniósł wysoko głowy i nie naprężył mięśni, by zawalczyć o siebie, ale robił to dla innych, dla idei…
Może i za późno jest dla mnie. Może skończę na bruku, ale albo teraz coś zrobię, albo nigdy. To moja próba i próba moich znajomych, przyjaciół. Przed laty, podczas przełomowego wydarzenia w moim życiu, z ogromnego grona została ich garstka. I dobrze, tak było trzeba, i nie żałuję. Dziś jestem wypalona. Wypalona zawodowo. Według nowej Międzynarodowej Statystycznej Klasyfikacji Chorób, prowadzonej przez Światową Organizację Zdrowia, wypalenie zawodowe przestało być tylko koncepcją społeczno-kulturową, czy zestawem objawów, ale uznano je za syndrom zawodowy na tyle poważny, że od początku 2022 roku można będzie otrzymać na nie zwolnienie. Ale ja nie chcę zwolnienia, ja chciałabym tylko szacunku do mnie i mojej pracy! |Tylko tyle, czy aż tyle?

Dlaczego pracodawcy traktują swoich pracowników jak śmieci? Czym byliby, gdyby nie pracownicy? Dlaczego nie tylko łamią wszelkie normy przyzwoitości, ale nawet prawo, stawiając swoje potrzeby, racje, wymagania ponad wszystko? Co się z ludźmi porobiło?! Wszelka przyzwoitość umarła! Nie tylko ja tak czuję. Z badania przeprowadzonego na kilkudziesięciotysięcznej próbie osób z różnych branż i organizacji wynika, że najważniejszą sprawą, której oczekują pracownicy od swoich kierowników, dyrektorów, menedżerów i pracodawców, jest szacunek. Wyprzedził on uznanie, wdzięczność, przekazywanie inspirującej wizji, udzielanie przydatnych informacji, a nawet możliwości zdobywania wiedzy, rozwoju i doskonalenia umiejętności. Przerażające jest to, że ponad połowa twierdziła, że nie spotyka się regularnie z szacunkiem swoich przełożonych, a jeśli weźmiemy pod uwagę wszystkich, których dotyka ten problem, to jest to ponad 80 procent. Osławione docenianie, którego tak desperacko pragną pracownicy, że woleliby zarabiać mniej, w gorszych warunkach, ale z szefem, który powie dobre słowo, to nic innego, jak okazanie uznania za wykonywaną pracę, dostrzeżenie jej, często powiedzenie zwykłego „dziękuję”. Drugą ważną sprawą, której pragną pracownicy równie mocno, jest sprawiedliwość. Nie ma nic bardziej krzywdzącego niż patrzenie, że za nasze zasługi splendor spływa na tego, który krzyczy najgłośniej, który przepycha się łokciami i nie liczy z nikim. Czy jest tak dlatego, że zwierzchnik się boi? Czy raczej ma swoich pracowników daleko gdzieś i wybiera święty spokój?
W mądrych książkach piszą, że trzeba się podnieść. Spróbuję. Obawiam się, że dla mnie – tak jak dla Boxera, którego historia skończyła się w przetwórni skór i kości – jest za późno. Jednego jednak mi żal. Żałuję, że moje dzieci wychowałam na grzecznych, kulturalnych ludzi, a powinnam na chamskich, bezczelnych prostaków! Dużo łatwiej by im się żyło.