Powrót uciekinierów

410
FOTO: EPA

W przedostatnim felietonie "Ucieczka z Manhattanu", jak wskazuje tytuł, opisałem exodus bogatych nowojorczyków na przedmieścia i jeszcze dalej, gdy miasto i stan stały się epicentrum pandemii Covid-19. Obligatoryjne zamknięcie biur, sklepów nie uznanych za nieodzowne, zakładów usługowych, restauracji, kin i teatrów odmienił wizerunek "Wielkiego Jabłka", z którego Nowy Jork był znany na całym świecie...

Pół roku pózniej Midtown straszy pustkami, Broadway zamknięty jest ma cztery spusty, neony Times Square nie zadziwiają turystów, bo ci ze strachu przed wirusem siedzą w domu. Z przymusu w domu pozostają także uczniowie nowojorskich szkół, którzy lekcje pobierają wirtualnie, co nie służy ani im, ani ich rodzicom, nie mogącym skupić się na pracy, bo doglądającym swoje latorośle.
Gubernator stanu Cuomo i burmistrz de Blasio przy każdej okazji z dumą powtarzają, że od wielu tygodni pozytywne wyniki testów nie przekraczają jednego procenta, co oznacza opanowanie wirusa i decydujący warunek przywracania normalności. Tygodniami zwlekali na zezwolenie restauracjom na funkcjonowanie tylko na świeżym powietrzu z 25-procentową klientelą. Dopiero od 30 września będzie można zjeść posiłek wewnątrz z takim samym procentem gości.
Obostrzenia nałożone na restauracje powaliły na łopatki znaczną ich część, gdyż bez dochodu nie były w stanie płacić wysokiego czynszu. Podobny los spotkał placówki usługowe, takie jak salony piękności, zakłady fryzierskie, solaria, gabinety odnowy, jak również siłownie i sale ćwiczeń sportowych.
Co tu dużo mówić, pandemia koronowirusa jest powodem najgłębszego krysysu Nowego Jorku od Wielkiej Depresji. Szkody, jakie spowodowała, będą odczuwalne przez wiele lat. Brak przychodu z turystów, studentów, biznesmenów, kibiców i melomanów wyrwał dziurę w budżecie, krórą trudno będzie wypełnić. Prawie 20 procent mieszkańców miasta straciło pracę, na której odzyskanie mają marne szanse. W wyniku exodusu średniej klasy na prowincję, 13 tysięcy mieszakań stoi pustych. W jeżdżącym bez pasażerów metrze zadomowili się bezdomni, których za żadne skarby nie można z niego usunąć. Dopiero pod pretekstem sprzątania i dezynfekcji po raz pierwszy w historii wyłączono je z kursowania całą dobę (przerwa trwała od 1 do 5 rano), co pozwoliło zarządowi środków miejskiej komunikacji na pozbycie się brudnych, cuchnących, obdartych, żebrzących, a często agresywnych osobników. Sam parokrotnie doświadczyłem natrętnego zachowania ludzi z tej upadłej na dno społeczności. Ciarki przechodziły przez moje ciało z jeszcze jednego powodu – wielu zarażonych było wirusem, o czym najczęściej nie wiedzieli, i zakaszlanie, kichnięcie, czy splunięcie w moim kierunku mogło mieć śmiertelne skutki.

FOTO: EPA


Opuszczając metro, nie zapadli się pod ziemię, wylegli na ulice. Władze miasta, głównie dobrotliwy burmistrz, wymyśliły umieszczanie bezdomnych w pozbawionych gości hotelach, dobrze za to płacąc.
W lipcu Upper West Side doznał szoku. Bez jakiegokolwiek ostrzeżenia do hotelu Lucerne przy Zachodniej 79 Ulicy i Alei Amsterdam sprowadzono 283 mężczyzn, którym nie tylko finansowo nie powiodło się w życiu, ale także cierpiących na choroby psychiczne i borykających się z uzależnieniem od alkoholu i narkotyków. Nowi rezydenci w mgnieniu oka zmienili drogą i bezpieczną dzielnicę. Załatwiali się gdzie popadnie, wstrzykiwali sobie heroinę na oczach przechodniów i nie bardzo kryli się z uprawianiem seksu. Śmiecili, hałasowali, zaczepiali ludzi…
Po tygodniach szerokiego zainteresowania mediów i krytyki de Blasio, burmistrz przeniósł schronisko do innego hotelu w Midtown, gdzie z uwagi na garstkę przebywających w biurach pracowników, nie ma kto podnieść krzyku. Ale w ogóle czy to ma być rozwiązanie narastającego problemu? Czy nie przesunie czasu powrotu tych nowojorczyków, którzy opuścili misato?
Ci chętnie wrócą pod warunkiem, że jeszcze bardziej poluzowane zostaną restrykcje związane z pandemią, spadnie liczba strzelanin, napadów i kradzieży (które są wynikiem odebrania policji miliarda dolarów z miejskiego budżetu i przeznaczenia tej kwoty na cele społeczno-socjalne), poprawi się szkolnictwo, a biznesy dostaną wsparcie finansowe w postaci zapomóg i długoterminowych pożyczek.
Uciekinierzy, którym nie doskwiera bieda, mają czas i najpewniej poczekają ze swoimi powrotami.