Powtórka z wyborów w Afganistanie

3

Nie spełniły się przepowiednie o miażdżącym zwycięstwie urzędującego prezydenta Hamida Karzaja w afgańskich wyborach. Ponieważ nie otrzymał potrzebnego poparcia połowy elektoratu, wkrótce odbędzie się druga tura głosowania.


Foto: PAP
Aby zapewnić uczciwy przebieg drugiej rundy głosowania, Abdullah Abdullah zażądał usunięcia dotychczasowego przewodniczącego komisji wyborczej

Nie spełniły się przepowiednie o miażdżącym zwycięstwie urzędującego prezydenta Hamida Karzaja w afgańskich wyborach. Ponieważ nie otrzymał potrzebnego poparcia połowy elektoratu, wkrótce odbędzie się druga tura głosowania.

Według powszechnych prognoz Karzaj miał być bezapelacyjnym faworytem w potyczce o najwyższy urząd. Tym bardziej dziwi, dlaczego z większym wigorem nie pilnował przebiegu wyborów, by zapobiec kompromitującym jego także oszustwom.

KARZAJ ZAPRZECZA

Protesty rywali prezydenta, wsparte opinią niezależnych obserwatorów – w tym zespołu ONZ monitorującego rozgrywkę – doprowadziły do unieważnienia rezultatów głosowania przynoszących Karzajowi zwycięstwo. On sam zaprzecza oskarżeniom o większe nieprawidłowości. Odrzuca je, mimo ustalenia po ponownym przejrzeniu głosów, że trzecią część z oddanych na niego znaczyły "jasne i przekonujące dowody fałszerstwa".

Nie obyło się bez mocnej interwencji światowej opinii publicznej, w tym popierających przywódcę afgańskiego Stanów Zjednoczonych, aby Karzaj się ugiął. Dopiero wtedy pogodził się z orzeczeniem komisji i przystał na drugą rundę wyborów. Poniewczasie tłumaczył, że zaniechanie ich byłoby zniewagą dla demokracji. Nawet teraz jednak nie może mu przejść przez gardło potwierdzenie matactw na dużą skalę. Mówi o błędach i pewnych przypadkach fałszerstw. Jak jednak zapewnia, "jako całość wybory były czyste".

Przewidziana na 7 listopada druga runda może zawieść oczekiwania Karzaja, że zdobędzie poparcie narodu. Z kilku powodów. Termin wyborów nie sprzyja wysokiej frekwencji. Zima w północnych regionach Afganistanu może dużej części populacji uniemożliwić oddanie głosów. Na południu do storpedowania wyborów szykują się ostro talibowie. Nawołują do bojkotu i grożą, że ci, którzy nie posłuchają, będą mogli winić tylko siebie.

W pierwszej turze większość Afgańczyków nie przestraszyła się. Jak będzie w drugiej, trudno przewidzieć, zważywszy na otoczkę wyborów z 20 sierpnia i późniejszych awantur z przeliczaniem głosów. Jedno jest pewne. Niska frekwencja postawi legitymizację rządu Karzaja pod jeszcze większym znakiem zapytania. Już teraz wielu Afgańczyków patrzy na poczynania prezydenta z nieufnością. Inni wrogo.

SPEKULACJE

Ostatnio nie brakowało spekulacji, że utrata poparcia społecznego może zmusić władze do porozumienia z antagonistami, a nawet utworzenia rządu koalicyjnego. Główny rywal Karzaja, Abdullah Abdullah, wyklucza taką możliwość. Argumentuje, że przystąpił do wyborów pod hasłem zmian w kraju. Przyrzekał przynieść rodakom nadzieję, zrobić ich prawdziwymi uczestnikami życia politycznego, rządzenia oraz procesów rozwoju i bezpieczeństwa. Teraz odmawia zgody na to, co byłoby w istocie status quo. W przypadku wygranej urzędującego prezydenta, były minister spraw zagranicznych zamierza pozostać w opozycji. Aby zapewnić uczciwy przebieg drugiej rundy, Abdullah zażądał usunięcia dotychczasowego przewodniczącego komisji wyborczej. Karzaj odmówił.

Wbrew pojawiającym się wątpliwościom administracja prezydenta Baracka Obamy wciąż przekonuje, że to właśnie Afganistan znajduje się na pierwszej linii frontu wojny z terroryzmem. Jak jednak zapowiada, nie wyśle tam więcej wojsk, dopóki nie będzie miał w rządzie w Kabulu prawdziwego partnera. Jak to pogodzić z nieustannymi oskarżeniami Karzaja o korupcję, a teraz też o fałszerstwa, nie bardzo wiadomo.
 

Autor: ANDRZEJ DOBROWOLSKI