Prezydent USA murem za murem

0
5

„Wielka karawana zbliża się do naszej południowej granicy z Hondurasu. Powiedzcie Nancy (Pelosi, przewodnicząca Izby Reprezentantów – przyp. red.) i Chuckowi (Schumer, lider mniejszości demokratycznej – przyp. red.), że drony latające nad nimi (karawaną), ich nie zatrzymają. Tylko mur zadziała. Tylko mur albo metalowa bariera zapewni bezpieczeństwo naszemu krajowi. Zaprzestańcie politycznych rozgrywek i zakończcie zawieszenie (rządu)” – napisał we wtorek, 15 stycznia, na Twitterze Donald Trump. Tym samym jeszcze raz wyraźnie zaznaczył, że nie ustąpi w sprawie budowy muru na południowej granicy USA.

WYSZEDŁ TRZASKAJĄC DRZWIAMI
Donald Trump, podczas poniedziałkowego wystąpienia (14 stycznia) na konwencji American Farm Bureau w Nowym Orleanie, nawiązał do sporu na Kapitolu i podkreślił, że mur jest niezbędny. Powtórzył też słowa, jakie skierował kilka dni wcześniej, podczas orędzia, do mieszkańców USA: „Kongresmani powinni przyjąć ustawę, która zakończy obecny kryzys. Obywatele powinni zwrócić się do członków Kongresu z prośbą, by po dekadach uszczelnili nasze granice i zapewnili nam bezpieczeństwo”. Dodał, że w tej sytuacji wybór jest „pomiędzy tym, co słuszne, a tym, co niewłaściwe, między sprawiedliwością a niesprawiedliwością”. Zaznaczył, że chodzi o wypełnienie obowiązku wobec Amerykanów, którym politycy służą. „Kiedy składałem przysięgę, deklarowałem, że będę chronił naród – zamierzam to zawsze robić” – stwierdził.

A budowa muru na południowej granicy była jedną z obietnic wyborczych Donalda Trumpa. Początkowo prezydent zapewniał, że koszty pokryje Meksyk. Obecnie domaga się, by pieniądze na ten cel – prawie 6 mld dolarów – pochodziły z budżetu państwa. W środę, 9 stycznia, gdy częściowy paraliż rządu trwał już trzeci tydzień, prezydent po raz kolejny spotkał się w tej sprawie z demokratami. Ponownie jednak nie doszło do porozumienia. Co więcej, prezydent nazwał rozmowy „stratą czasu”. Po kilkunastu minutach wyszedł ze spotkania, trzaskając drzwiami. Później napisał na Twitterze: „Wyszedłem ze spotkania z Chuckiem i Nancy.

To całkowita strata czasu. Zadałem im pytanie, jak się będą mieć, jeśli po 30 dniach ruszę sprawę z miejsca? A w związku z tym, czy zaakceptują mój program ochrony granic, który zakłada wzniesienie muru bądź metalowego ogrodzenia? Nancy odpowiedziała 'nie', więc rzekłem 'bye, bye'; innego wariantu nie będzie”. Spotkanie skomentował też wiceprezydent Mike Pence. Dziennikarzom tłumaczył, że dla Donalda Trumpa kwestia rozwiązania problemu nielegalnej imigracji jest kluczowa. „On opuścił salę, gdy przewodnicząca Nancy Pelosi oświadczyła, że nawet jeśli prezydent pójdzie na wszelkie ustępstwa, to nigdy nie zgodzi się na wskazane przez nas priorytety bezpieczeństwa granicy” – oświadczył Mike Pence.

SYMBOLEM STATUA, A NIE MUR
Tymczasem demokraci uparcie powtarzają, że symbolem Ameryki powinna być Statua Wolności, a nie mur wysoki na 30 stóp. „Dlatego mamy prostą propozycję: panie prezydencie, niech pan wznowi prace rządu. Będziemy wtedy mogli rozstrzygnąć nasze rozbieżności dotyczące bezpieczeństwa na granicy. Niech pan natychmiast zakończy ten shutdown!” – apeluje lider mniejszości demokratycznej Chuck Schumer, a przewodnicząca izby niższej Nancy Pelosi dodaje: „Prezydent posługuje się dezinformacją, próbuje stworzyć atmosferę strachu, a jego słowa są wynikiem braku analizy. My chcemy ten problem rozwiązać i już pierwszego dnia funkcjonowania nowego Kongresu przedstawiliśmy naszą propozycję. Trzeba przypomnieć, że budowę muru, według Trumpa, miał sfinansować Meksyk, który jednak nie zgodził się na to. Amerykanie także na to nie zgodzą się, ponieważ prezydent ma obsesję na punkcie muru i chce, aby nasi podatnicy sfinansowali tę budowę” – podkreśliła Pelosi po spotkaniu z Donaldem Trumpem.

„Prezydent doprowadził do częściowego zawieszenia rządu i w ten sposób robi z narodu amerykańskiego zakładników. A przecież kobiety i dzieci, które próbują przekroczyć naszą południową granicę, nie są zagrożeniem dla naszego kraju” – przekonywała przewodnicząca Izby Reprezentantów.
Chuck Schumer ocenił też, że Donald Trump poprzez shutdown chce odwrócić uwagę od chaosu w administracji. „Debata nad bezpieczeństwem musi trwać, ale obecną sytuację trzeba zakończyć. Nie musimy budować muru, a mimo to możemy walczyć o bezpieczeństwo naszych obywateli. Niech naszym symbolem będzie Statua Wolności, a nie mur na granicy” – podkreślił Schumer.

„TO JEST KWESTIA ZDROWEGO ROZSĄDKU”
Częściowe zawieszenie rządu i administracji federalnej zaczęło się 22 grudnia. Powodem było nieuchwalenie prowizorium budżetowego, a kością niezgody – prawie 6 mld dolarów na budowę muru. Szacuje się, że już ponad 800 tys. pracowników rządu federalnego ma zaległe wypłaty, a część z nich została zmuszona do wzięcia bezpłatnego urlopu. Wśród „ofiar” awantury na Kapitolu są na przykład pracownicy lotnisk, w tym kontrolerzy ruchu. Zawieszone wypłaty mają też m.in. podlegli Departamentowi Bezpieczeństwa Krajowego, a także pracownicy Departamentu Sprawiedliwości.

Prezydent Trump zapewnia, że „jak to wszystko się skończy, dostaną zaległe wynagrodzenie”. Twierdzi też, że wielu pracowników federalnych popiera jego stanowisko w sprawie wzniesienia zapory na południowej granicy. Kongres faktycznie uchwalił ustawę gwarantującą wsteczne wypłaty po zakończeniu sporu. Mimo to wielu będzie musiało zaciągnąć krótkoterminowe pożyczki albo zwiększyć zadłużenie na kartach kredytowych, żeby zapłacić rachunki.

Po nieudanym spotkaniu z demokratami prezydent Trump udał się do placówki straży granicznej w McAllen, gdzie rozmawiał z funkcjonariuszami. Był też w rejonie rzeki Rio Grande, która oddziela Stany Zjednoczone i Meksyk. „To jest kwestia zdrowego rozsądku. Potrzebna jest bariera albo mur. Ich brak powoduje problemy i śmierć” – przekonywał amerykański przywódca. Podczas specjalnie zwołanej konferencji prasowej wtórował mu jeden ze strażników granicznych. Paul Ortiz powiedział, że fizyczna bariera na granicy jest potrzebna. „Od początku tego roku zatrzymaliśmy w naszym sektorze obywateli 41 krajów. Tylko wczoraj aresztowaliśmy 133 osób z krajów innych niż Ameryka Środkowa i Meksyk. Byli wśród nich przybysze z Chin, Indii, Pakistanu, Chin czy Rumunii” – wyliczał Ortiz.

Donald Trump poinformował, że po wizycie w rejonie Rio Grande jest bliższy podjęcia decyzji o zastosowaniu nadzwyczajnych środków, które pozwoliłyby lepiej zabezpieczyć południową granicę – czy to w formie betonowego muru, czy stalowej bariery. Skrytykował też demokratów za niechęć do kompromisu i za preferowanie polityki otwartych granic. Dziennik „Washington Post” napisał, w piątek 11 stycznia, że Trump przygotowuje grunt pod wprowadzenie stanu wyjątkowego, dzięki czemu mógłby sfinansować budowę muru bez zgody Kongresu, a Biały Dom miałby na ten cel przeznaczyć środki z wojskowego funduszu budowlanego (USACE). Tego samego dnia Trump ogłosił jednak, że na razie nie wprowadzi stanu wyjątkowego, zaś możliwość przekierowania środków z funduszu wykorzystywanego m.in. do odbudowy infrastruktury po klęskach żywiołowych wywołała głosu oburzenia wśród polityków, a także w Portoryko i innych stanach, wciąż podnoszących się po katastrofach naturalnych.

***
Spory polityczne w Stanach Zjednoczonych doprowadziły do zawieszenia działalności służb federalnych 21 razy. Zwykle trwało ono od jednego do kilku dni. Do tej pory najdłuższy, 21-dniowy paraliż administracji, miał miejsce w 1995 roku za prezydentury Billa Clintona. Cytowany między innymi przez Fox News sondaż, przeprowadzony dla Quinnipiac University, wskazuje, że większość Amerykanów, bo 63 proc., jest przeciwna częściowemu zawieszeniu pracy rządu, jako sposobowi na uzyskanie finansowania budowy muru. Tylko co trzeci badany jest za. Ten sam sondaż wskazuje, że 56 proc. Amerykanów winą za zaistniałą sytuacje obarcza Donalda Trumpa i republikanów. 36 proc. uważa, że winni są demokraci.

Autor: ANNA ARCISZEWSKA