Prywatne patrole graniczne

473
FOTO: EPA

Granica Stanów Zjednoczonych z Meksykiem zawsze była atrakcyjnym odcinkiem dla nielegalnych imigrantów, uciekających od biedy oraz wojen narkotykowych i z tego powodu uważana jest za najczęściej przekraczaną na świecie. Głównie przedostają się przez nią obywatele południowego sąsiada USA, ale nie brakuje śmiałków z krajów Ameryki Środkowej i Południowej, a także z Afryki i Azji. W czasie rządów komunistycznych w Polsce przechodzili nią również nasi rodacy.

Długą na 3326 kilometrów granicę trudno upilnować, więc straż graniczna stosuje różne zabezpieczenia, jak instalacja kamer na podczerwień czy czujników ruchu. Obszar przygraniczny patrolowany jest przez samochody terenowe, helikoptery i drony. Prezydent Trump zobowiązał się, że postawi wysoki mur, który skutecznie zniechęcałby chętnych do przeprawy na drugą stronę. Gdy kończył swoje urzędowanie, zbudowano zaledwie 24 km w miejscach, gdzie wcześniej podobnego zabezpieczenia nie było. Wymieniono i wzmocniono 563 km metalowych płotów, 355 km ogrodzenia jest w budowie.

Tak czy inaczej amerykańska granica z Meksykiem jest na tyle otwarta, że niektórzy mogą decydować się na przeprawę przez nią. Zdesperowani, u których strach przegrywa z ryzykiem, często nie są świadomi trudów, przed jakimi stają. Schwytanie przez straż graniczną nie należy do najgorszych rzeczy, jakie mogą się przydarzyć w czasie podróży, bo trzeba stawić czoła upałowi, ciężkim warunkom terenowym, brakowi wody i pożywienia, nieuczciwości przemytników, którzy porzucają śmiałków w najgorszych możliwych miejscach w przepełnionych, zamkniętych ciężarówkach, skazując ich na prawie pewną śmierć.

Jakby nielegalni imigranci mieli mało przeszkód w przedostaniu się do lepszego świata, przybyła im jeszcze jedna: grupy uzbrojonych prywatnych obywateli, patrolujące i aresztujące śmiałków. Ich powstanie przypisuje się zwiększonemu ruchowi na zielonej granicy w ostatnich miesiącach i nowemu stanowemu prawu zezwalającemu na tego typu działalność.

Szybko wykorzystał to szeryf granicznego powiatu Kinney Brad Coe, który pozwolił jednej takiej grupie patrolować teren podlegający lokalnej jurysdykcji. Zamieszkała przez 3569 mieszkańców jednostka administracyjna znajduje się w środku ponad 1200-milowej granicy stanu z Meksykiem, w tym 13-milowego odcinka rzeką Rio Grande. Do niedawna nielegalni imigranci nieczęsto tędy próbowali swojego szczęścia, gdyż tradycyjne szlaki były gdzie indziej, ale wzrost liczby przekraczających granicę uformował nowe punkty przerzutowe.

Formalny status grupy, która nosi nazwę Patriots for America Militia, nie jest jasny – co jej wolno, a czego nie wolno, komu podlega i kto ją finansuje? Z wielu informacji prasowych, które przeczytałem pisząc ten artykuł, nie można się wprost dowiedzieć, na podstawie jakiego prawa działa jednostka. W jednych jak byk stoi, że grupa obywatelska patroluje publiczne tereny, udziela humanitarnej pomocy i zawiadamia odpowiednie władze o schwytaniu imigrantów. Szeryf Coe w rozmowie z dziennikarką „The Wall Street Journal” wyznaje, że nie wie, czy rzeczona grupa złapała kogokolwiek, a jeżeli tak, w czyje ręce zostali oni oddani.

W innym miejscu komendant powiatowy mówi, że członkowie Patriots for America Militia strzegą prywatnych domów, zagród i pastwisk, gdyż przekraczający zieloną granicę doń się włamują w poszukiwaniu żywności i wody. Farmerzy skarżą się na szkody przez nich wyrządzane, głównie niszczenie ogrodzeń, przez które wydostaje się żywy inwentarz.

Sprzeczności dotyczące działalności wyżej przedstawionej grupy potęgują pytania o legalność tego typu formacji. O ile patrolowanie prywatnych terenów uznać można za pracę zleconą firmy ochroniarskiej, to poruszanie się w przestrzenii publicznej nie mieści się w tej kategorii.

W grę wchodzi tu precedens zastępowania państwowych służb samozwańczymi stróżami porządku, co jest krokiem ku anarchii i rozbiorowi dotychczasowych struktur stworzonych przez państwo. Po śmierci Georga Floyda w 2020 roku w niektórych miastach próbowano wyrugować policję i zastąpić ją nieokreślonymi służbami społecznymi, mającymi spełniać jej rolę. Po początkowym entuzjazmie części obywateli, pomysł nie zdobył społecznego uznania i szybko go zarzucono. Co do nielegalnych imigrantów, jeżeli są kraje, gdzie żyje się lepiej i bezpieczniej, ludzie ci zawsze będą próbowali się do nich dostać, choćby na granicy stał kordon policji z karabinami maszynowymi.