Przerwany sen dyktatora

669
Xi Jinping ukrywał prawdę o epidemii w Chinach. Kiedy 20 stycznia 2020 roku wystąpił z publicznym ostrzeżeniem, na powstrzymanie jej było już za późno FOTO: EPA

Chiny długo marzyły o gospodarczej dominacji na świecie, która miała doprowadzić do tego, że staną się mocarstwem numer jeden. Wszystko układało się po ich myśli, gdyż dobra z pieczątką „Made in China” stanowiły jedną trzecią produkcji naszej planety. Aż nagle pojawił się koronawirus.

Przedstawiciele chińskiego rządu podali, że gospodarka ich kraju w pierwszych trzech miesiącach tego roku skurczyła się o 6,8 procent w porównaniu do analogicznego okresu w 2019 r.
„Chiński sen” dyktatora Xi Jinpinga przebywa na oddziale intensywnej terapii, gdzie podłączony jest do respiratora, dzięki któremu jeszcze żyje, ale grozi mu zejście z powodu powikłań koronawirusa, który on i jego towarzysze, na co wiele wskazuje, puścili w świat.
Jestem za odłączeniem go od urządzenia pompującego tlen do jego płuc, bo jest ono bardziej potrzebne niewinnym ofiarom niż sprawcy. Nie udowodniono mu celowego działania, ale faktem jest uciszanie, zastraszanie i groźby, jakich doznał dr Li Wenliang, który ostrzegał przed nieznanym, śmiertelnym wirusem. 33-letni medyk z Wuhan, pracując bez odpowiedniego ekwipunku ochronnego, został zakażony wirusem przez pacjentów i zmarł na początku kwietna.
Ankieta firmy Harris, przeprowadzona pod koniec marca, pokazuje, że 77 procent Amerykanów uważa, że Chiny są odpowiedzialne za pandemię. Zanim zostanie opanowana – a to daleka i wyboista droga – większość ponadsiedmiomiliardowej populacji globu zgodzi się z tym twierdzeniem.
Trzy lata temu Xi triumfalnie kroczył w Davos na Światowym Forum Ekonomicznym jako mistrz wolnego handlu. Dziś trudno sobie wyobrazić zaproszenie go do tego szwajcarskiego kurortu, i w ogóle gdziekolwiek, tylko dlatego, że ukrywał powstanie groźnego wirusa, który szybko rozprzestrzenił się na cały świat.
Premier Wielkiej Brytanii, dochodzący do zdrowia po zakażeniu się koronawirusem, który niemal go zabił, nie tylko zamierza usunąć z kraju kontrolowaną przez chiński rząd firmę elektroniczną Huawei, przyrzekł też, że w stosunku do Pekinu zostaną wyciągnięte inne konsekwencje, za opóźnione i niepełne informacje o nieznanym, niewidocznym wrogu.
Jaką opinię na temat Kraju Środka mają w tej chwili przywódcy takich państw, jak Australia, Czechy, Hiszpania, Holandia i Turcja, które otrzymały wadliwy medyczny ekwipunek ochrony osobistej i wybrakowane zestawy do badania koronawirusa? W Polsce tego nie nagłośniono, ale wiadomo, że dostarczone z Chin fartuchy operacyjne pękają na plecach lekarzy z powodu fatalnej jakości i zbyt małych rozmiarów. Nawet przedstawiciel Iranu, najbliższego sojusznika na Bliskim Wschodzie, skrytykował kłamstwa, jakie napływały z Azji, co kosztowało życie tysiące obywateli jego kraju.

Jakie wnioski z epidemii winny wysnuć Stany Zjednoczone i inne kraje, które dały się głęboko wciągnąć przez chińskiego smoka? Czym prędzej powinny zrewidować stosunki handlowe i wycofywać się z importu chińskich produktów – od zabawek, sprzętu gospodarstwa domowego po odzież i bieliznę. Jednak najistotniejszą kwestią jest odcięcie się od dostaw chińskich składników do powszechnie używanych lekarstw (czytaj „Chińskie skażone składniki”, „Nowy Dziennik” 19.10.2019) i gotowych medykamentów, gdyż w grę wchodzi narodowe bezpieczeństwo Ameryki. W tamtym artykule ostrzegałem, że Kraj Środka „zakręci kurek”, gdy coś mu się nie spodoba, lub gorzej – wyśle zatrute, które spowodują śmierć tysięcy ludzi. Nie trzeba było długo czekać, żeby podobny scenariusz się ziścił. Nie do pomyślenia wydawałoby się, że jakiś kraj zwlekałby z wysyłką ratujących życie lekarstw w czasie globalnej pandemii, ale Chiny dokładnie tak robią.
Ameryka nie ma wyboru: musi te produkty wytwarzać u siebie bez względu na koszty, bo nie może liczyć na politycznego i gospodarczego wroga.
Otwarte pozostaje pytanie, co zrobią główne amerykańskie firmy, które ulokowały tam swoje taśmy montażowe, przez co osiągają znacznie wyższe zyski, niż gdyby miały je na terytorium USA? Czy chciwość znowu zwycięży?

Rządy innych krajów nie czekają na rozwój wydarzeń, działają w imię swojego narodowego interesu. Japonia już ogłosiła, że sfinansuje własnym firmom wyprowadzkę z Chin.
Trudno oczekiwać takiego gestu od rządu Stanów Zjednoczonych, który wydał astronomiczne sumy na wypłaty stymulacyjne, pomoc małym firmom, które z powodu epidemii przestały funkcjonować, i na zasiłki dla 27 milionów nowych bezrobotnych. Ale USA mają jednego haka na Chiny. Jeżeli Kraj Środka nie dokona zakupu amerykańskich produktów na kwotę 250 miliardów dolarów do końca 2021 roku, zaczną obowiązywać wysokie taryfy wywalczone przez prezydenta Trumpa.
Tak czy owak chińska gospodarka dozna poważnych ran, a czy wykrwawi się do końca, będzie zależeć od tego, czy exodus zagranicznych przedsiębiorstw będzie masowy i solidarny. Za długo Chiny korzystały z naiwności i dobroduszności zachodnich demokracji. Przykro, że musiało dojść aż do pandemii koronawirusa, aby dobre czasy dla nich się skończyły.