Pull up, pull up!

143
FOTO: PEXELS.COM

„Cieszy mię ten rym: Polak mądry po szkodzie; lecz jesli prawda i z tego nas zbodzie, nową przypowieść Polak sobie kupi, że i przed szkodą, i po szkodzie głupi”. Tak kończy swoją pieśń V z "Ksiąg wtórych" Jan Kochanowski, poeta polskiego renesansu. Przez minione blisko 500 lat, jak widać, niewiele się w naszej mentalności i zachowaniu zmieniło. Obserwując ostatnie wydarzenia mistrz z Czarnolasu mógłby kolejny raz napisać te słowa.

10 lat temu nie trotyl, nie sztuczna mgła, nie wybuch, dwa wybuchy, trzy wybuchy, nie bomba termobaryczna, nie pancerna brzoza z tajnego ośrodka broni biologicznej na Syberii czy na Marsie, ale brawura i nieprzestrzeganie procedur, zgodnie z polską zasadą „jakoś to będzie”, stały się przyczyną tragicznej katastrofy Tu-154 pod Smoleńskiem. Zginęło w niej 96 osób, wśród nich: prezydent RP Lech Kaczyński z małżonką Marią Kaczyńską, ostatni prezydent RP na uchodźstwie Ryszard Kaczorowski, wicemarszałkowie Sejmu i Senatu, grupa 18 parlamentarzystów, dowódcy wszystkich rodzajów Sił Zbrojnych RP, pracownicy Kancelarii Prezydenta, szefowie instytucji państwowych, duchowni, przedstawiciele ministerstw, organizacji kombatanckich i społecznych oraz osoby towarzyszące, stanowiący delegację polską na uroczystości związane z obchodami 70. rocznicy zbrodni katyńskiej. Zginęła też załoga samolotu. Była mgła, kiepskie lotnisko, a właściwie jakieś pole z bunkrem, a nie lotnisko, wszystko mówiło: zawróć, nie ląduj! Ale jak to, ja nie mogę?! My nie możemy? To kto może?! Pull up, pull up!

10 lat później w rocznicę katastrofy, w obliczu pandemii, nasi rządzący znów łamią i lekceważą wszystkie zakazy gromadząc się w dużej, zbitej grupie, bez zachowania odstępów, bez maseczek i zachowania dozwolonej liczby osób, by złożyć kwiaty pod pomnikiem Lecha Kaczyńskiego na placu Piłsudskiego, potem spotykają się w krypcie wawelskiej, przy grobie pary prezydenckiej. Pandemia koronowirusa postawiła Polaków przed groźbą nieszczęścia o skali, moim zdaniem, wielokrotnie przewyższającej tragedię smoleńską. Pod Smoleńskiem zginęło kilkadziesiąt ważnych w państwie osób, zaś koronawirus może zabić dziesiątki, setki, a może tysiące Polaków, czy warto dla tych symbolicznych gestów narażać życie? W takiej chwili? Buta, arogancja i nieprzestrzeganie procedur. Zasady są dla maluczkich. My jesteśmy ponad to. Nie wolno wchodzić na cmentarz? To ja wjadę! Limuzyną! A co? Nie mogę? Ja? To, kto może? Pull up, pull up!

10 maja (znów 10) mają się odbyć wybory prezydenckie. Marszałek Sejmu Elżbieta Witek rozwiała wątpliwości: wyznaczona data „nie jest zagrożona”. Odważmy się powiedzieć otwarcie, że obecne władze nie chcą przełożyć terminu wyborów prezydenckich na późniejszy termin z powodów stricte politycznych, ale niestety nie liczą się z tym, że kolejny raz skutki takiej nieodpowiedzialności mogą być wręcz niewyobrażalne! Nawet jeśli prawdopodobieństwo wpływu wyborów majowych na utratę zdrowia i życia obywateli wynosiłoby ułamek promila, nie wolno nikogo narażać! A co jeśli wybory wygra kandydat niezależny, potężny i niezniszczalny – koronawirus SARS-CoV-2? Może, bo przecież ma głęboko w koronie kampanię wyborczą, zasady i ograniczenia. Bierze, co chce, od kogo chce i nie ma najmniejszego zamiaru liczyć się z ofiarami i kosztami. Czy naprawdę chcemy się przekonać? Wbrew rozsądkowi? Znów? Ja wiem, że możecie, że nikt, tylko wy, bo wam wolno wszystko! Ale pull up, pull up!

1 KOMENTARZ