Quo vadis świecie?

1
FOTO: DOMENA PUBLICZNA

Thanos to jedna z postaci serii Marvela o superbohaterach. Jego pasją było „ulepszanie” jednej z adoptowanych córek Nebuli, a obsesją zniszczenie połowy wszechświata, czym chciał zaimponować swojej ukochanej Śmierci.

Aby zrealizować marzenie, musiał zebrać sześć magicznych kamieni. Gdy mu się to udało, wbudował je w Rękawicę Nieskończoności, pstryknął palcami i połowa wszechświata przestała istnieć.
Syn mi mówił, że Thanos miał problem ze swoim wyglądem, nie kochała go matka, nie umiał nawiązać przyjaźni z rówieśnikami, przez których był traktowany jak odmieniec. Miał przez to ogromny żal i potrzebę zemsty. Czy to nie typowe dla wszystkich czyniących okropności tego świata? Paradoksalnie po kilku latach okazało się, że Thanos miał rację – po zlikwidowaniu problemu, czyli równo połowy populacji, świat zaczął się odradzać. Ziemi przestała zagrażać katastrofa ekologiczna, w czystych rzekach pojawiły się ryby, w lasach, puszczach, na stepach i sawannach zaroiło się od zwierząt, powietrze stało się czyste, a życie spokojniejsze.

Wczoraj na spacerze spotkałam starsze małżeństwo rozwieszające plakaty z ostrzeżeniem, że ktoś rozrzuca kiełbasę ze szpilkami. Ich pies zjadł i niestety nie udało się go uratować. Płakali tak, że serce pękało. Kilka tygodni temu sama zgłaszałam w urzędzie, że ktoś truje ptaki. Każdego dnia na chodnikach, trawnikach, pod drzewami widywałam po kilkanaście gołębi czy malutkich wróbli. Potem ktoś polował na jeże. Dziś rano dzwoniła moja kocia koleżanka – ktoś zniszczył budki, w których mieszkały dokarmiane przez nią bezdomne koty. W telewizji słyszę, że nastolatek zamordował rodziców i młodszego brata, bo ograniczali jego potrzebę wolności i wyjazdu do Niemiec. Ojciec zabił córkę i żonę, dzieciaki z podstawówki prawie zakatowały na śmierć swojego kolegę ze szkoły, sąsiad strzelał z wiatrówki w okna domu za płotem… Jedni wyładowują swoje frustracje na bezbronnych zwierzętach, inni na nieznajomych, sąsiadach, dzieciach, współpracownikach, a potem siadają do świątecznego stołu z rodziną albo wyśpiewują pełnymi fałszu i obłudy ustami kolędy na pracowniczych Wigiliach, by za chwile komuś dopiec, dowalić, upokorzyć. I co taka ludzka hybryda sobie wtedy myśli? Że zostanie królem Instagrama, Facebooka, YouTube’a? Że dostanie order superszefa, bo pomiata pracownikami? Albo będzie bohaterem ulicy, bo skopał chłopaka pod blokiem? Jak bardzo zmutowany (i z kim?!) jest ten pseudogatunek ludzki tak kompletnie pozbawiony empatii?

Brzydzi mnie to, co się stało z homo sapiens, wyhodowanym przez współczesne social media, „róbta co chceta”, tolerancję bez granic i poczucie władzy, nawet skrawka, ale władzy nad drugim człowiekiem. Krzyczy we mnie niezgoda, krzyczy we mnie wściekłość na to, dokąd zmierzamy. Nowy rok, nowe postanowienia i życzenia, które może i dobrze, że nie zawsze się spełniają… Nowy rok, ale ludzie niestety ciągle ci sami. Co musi się stać, byśmy się obudzili? Quo vadis świecie? Jakim cudem i kiedy jako ludzkość znaleźliśmy się w takiej ciemnej dziurze? Zabiliśmy już połowę zwierząt, zatruliśmy ziemie, morza i oceany, topimy lodowce. Za moment pozabijamy siebie. Zatoczymy biblijne koło. Kain zabije matkę, ojca i brata Abla, a potem zdechnie w samotności oskarżając wszystkich i zrzucając odpowiedzialność na trudne dzieciństwo…