Rangel rezygnuje

8

Kongresman Charles Rangel nie oparł się presji i zapowiedział ustąpienie z funkcji szefa komisji środków budżetowych.
Jakkolwiek demokratyczny ustawodawca mówi tylko o tymczasowym opuszczeniu pozycji prawdopodobne

Kongresman Charles Rangel nie oparł się presji na Kapitolu i zapowiedział ustąpienie z funkcji szefa komisji środków budżetowych.

Jakkolwiek demokratyczny ustawodawca mówi tylko o tymczasowym opuszczeniu jednej z najważniejszych pozycji w Izbie Reprezentantów, wydaje się to mało prawdopodobne. Popadł w tarapaty i jego rezygnacji domagali się nie tylko republikanie, ale partyjni koledzy, w tym nawet Artur Davis z kongresowego murzyńskiego konwentyklu. Sprawą Rangela zajmuje się komisja ds. etyki.
Decyzja demokraty z Harlemu jest tym bardziej zaskakująca, że jeszcze niedawno – po spotkaniu z przewodniczącą niższej izby Nancy Pelosi – zapewniał, że nie ustąpi. Widocznie ponownie rozważył apele Pelosi, która po przejęciu przez republikanów kontroli nad Kongresem zobowiązała się do wyplenienia korupcji na Kapitolu.
Teraz Rangel twierdzi, że sam ustąpił. Jak podkreśla, w liście do Pelosi poprosił o urlop do czasu zakończenia dochodzenia w jego sprawie. Uzasadnia decyzję pragnieniem uniknięcia kłopotów, na jakie mógłby narazić demokratów w trakcie zbliżających się wyborów, w przypadku gdyby musieli stanąć w jego obronie.
Kłopoty Rangela nie zaczęły się dzisiaj. Zwrócił uwagę krytyków już kilka lat temu. W roku 2008 jego postępowanie stało się przedmiotem dociekań komisji ds. etyki Izby Reprezentantów. W minionym tygodniu otrzymał formalne upomnienie za przyjęcie od prywatnej korporacji podarunku w postaci dwóch wycieczek na Karaiby.
Zarzuty pod adresem nowojorskiego ustawodawcy na tym się nie wyczerpują. Ich lista obejmuje unikanie płacenia podatków za willę w Republice Dominikany, niewłaściwe używanie kongresowego papieru firmowego w celu wspomożenia zbiórki funduszy na nowojorski City College, który miał nazwać jeden ze swych ośrodków imieniem Rangela, czy też przetrzymywanie zepsutego mercedesa w garażu Izby Reprezentantów. Jeszcze wcześniej zastrzeżenia wywołał sposób, w jaki korzystał z objętych kontrolą czynszów czterech mieszkań, które otrzymał od nowojorskiego dewelopera.
79-letni Rangel na waszyngtońskim Kapitolu długo cieszył się dobrą opinią. Służył w Izbie Reprezentantów przez dwadzieścia kadencji. Zbierał komplementy za działalność legislacyjną i zdolności przywódcze. Jako wieloletni ustawodawca nie mógł przesadnie uskarżać się na trudności finansowe. Chociaż nie można go osądzać przed ostatecznymi ustaleniami komisji ds. etyki, zdumiewa, że tak nieostrożnie podkopał swoją karierę.
Ustąpienie Rangela to nie tylko jego osobisty problem. Rzuca się cieniem na nowojorskich demokratów w czasie, kiedy nie do końca wyjaśniono sprawę gubernatora Davida Patersona, który musiał zaniechać planów ubiegania się o urząd włodarza stanu w drugiej kadencji. Może też osłabić całą partię prezydenta Baracka Obamy w obliczu listopadowych wyborów. Republikanie nie zrezygnują bowiem z żadnej sposobności, by odzyskać utracone miejsca w Kongresie.

 

Autor: AD