Republika Banasiowa

249
Marian Banaś w sierpniu 2019 r. odbiera od prezydenta Andrzeja Dudy nominację na prezesa NIK FOTO: EPA

„Partia – to jedno, co mnie nie zdradzi. Dziś jam subiektem, a jutro ścieram cesarstwa z mapy” – pisał przed laty Władimir Majakowski w hołdzie Włodzimierzowi Iljiczowi Leninowi i nic się nie zmieniło. Masz za sobą partię – pojedziesz windą do góry, a nawet w razie awarii nie zginiesz – partia przygotuje miękkie lądowania.

Kilka tygodni temu zostały ujawnione taśmy ze spotkania prominentnego posła PO Sławomira Neumanna z lokalnymi działaczami z Tczewa. „Pamiętaj: jedna zasada jest dla mnie święta, k…a. Naucz się tego, jak będziesz o czymkolwiek rozmawiał. Jak będziesz w Platformie, będę cię bronił, k…a, jak niepodległości. Jak wyjdziesz z Platformy, to masz problem” – padają tam z jego ust, między innymi, takie słowa.

I tak to działa nie tylko w PO, ale wszędzie. Dlaczego Banaś nie tonie? Dlatego, że ma nie tylko koło ratunkowe, ponton, ale on ma cały luksusowy jacht podarowany przez partię i absolutnie nie czuje się zagrożony. Oczywiście, że niekomfortowa dla niego ( i nie tylko dla niego, trzeba to przyznać) jest ta cała afera, ale co mu może się stać? Nic! „Ja tylko mówię o zasadzie. Jak Pobłocki będzie członkiem Platformy i będzie naszym prezydentem, to będę się o niego bił, k…a, do końca życia. Jak jest poza, mam go w dupie” – wprawdzie to ciąg dalszy Neumanna, ale czy to tak naprawdę coś zmienia? Nic! „Źle człowiekowi, kiedy sam jest. Biada samemu, nic nie zwojuje” – pisał cytowany już Majakowski. Kogo więc za sobą ma Banaś i dlaczego prezes nie reaguje, chociaż afera wyraźnie zdominowała przedkampanię prezydencką i jeśli jakimś cudem nie uda się jej uciszyć, to położy wybory? W moim blondynkowym rozumie zaplątała się myśl takowa, że to robota służb. Banaś nagle, znikąd prawie, trafił na bardzo intratne, ale przede wszystkim bogate w wiedzę tajemną i przydatną stanowisko. Komuś ta wiedza była potrzebna. Sądzę, że wielu chciało położyć na nią łapę, ale kto miałby na tyle siły, by to zrobić? Ja uważam na służby. Te same, które miały Banasia prześwietlić i niby nic nie wykryły…

Pasuje mi to do całej układanki. Nie wierzę, że w wiernych szeregach partii bez trudu można by znaleźć osoby, które są czyste, nie mają za sobą żadnych afer, przekrętów, trupów w piwnicy, są wykształcone, prostą ścieżką i bez obciachu mogłyby być powołane na ważne stołki. Grzeczniutko, z wdzięcznością wykonywałyby swoje obowiązki, może i nawet w niegłupi sposób. Dlaczego więc jednak takich ludzi nie szuka się i nie promuje? Bo tu wcale nie chodzi o służbę publiczną, tylko o jednej wielki partyjny, i tylko partyjny, interes, w którym każdy na każdego coś musi mieć. W innym przypadku nie istniejesz. Jesteś tylko „mięsem armatnim”, punktem statystycznym, słupem, zasłoną. Wszystkie dobre, lepsze czy nawet najlepsze „zmiany” udowodniły, że najważniejsze są zaufane kadry, czyli ludzie, którzy gdzieś mają uczciwość, kompetencje, zdolności, wykształcenie, ważne, by spełniali tylko jeden podstawowy warunek – byli „nasi”. A reszta się jakoś ułoży, ooo, przepraszam, my partia, my organizacja wszystko ułożymy! Dlaczego stanowiska obsadzane są „umoczonymi”, skompromitowanymi ludźmi? Dlatego, by ich uciszyć, bo wiedzą dużo więcej o innych? Czy to taka powiązana siatka? Ja mam coś na ciebie, ty na mnie, obaj mamy na X, X ma na Y, Y… i tak wszyscy trzymamy siebie w szachu. „Możesz mieć tysiąc ludzi, bez organizacji są niczym. Możesz mieć stu żołnierzy, którzy są, k…a, spartanami i w…bią ten tysiąc w kosmos. Pospolite ruszenia w Polsce kończyły się tym, że się napili na końcu Sejmu, k…a”. Znów Neumann…
Mafia – zorganizowana grupa przestępcza.