Rosja znów grozi palcem

170
EPA-EFE/MICHAEL KLIMENTYEV

Rosja nie ustaje w swoich zapędach, by stać się światowym mocarstwem. Bez podstaw gospodarczych swój cel chce osiągnąć siłą. Kolejny raz straszy państwa NATO “incydentami zbrojnymi”, a sytuację ocenia jako gorszą niż w pamiętnej “zimnej wojnie”.

Rosyjski MSZ nie wyklucza incydentów zbrojnych między Rosją i NATO. Wiceminister spraw zagranicznych Aleksandr Gruszko powiedział agencji Ria Nowosti, że sytuacja jest trudniejsza niż w okresie zimnej wojny, obarczając za to winą państwa Sojuszu Północnoatlantyckiego. Krytycznie wypowiedzi Aleksandra Gruszki oceniła część niezależnych komentatorów przypominając, że to Moskwa grozi sąsiadom najnowszymi systemami rakietowymi, w tym bronią jądrową.
Rosyjscy niezależni analitycy wojskowi i niektórzy politolodzy od dawna zwracają uwagę na prowojenną retorykę Kremla i militarystyczną propagandę. Aleksandr Gruszko w rozmowie z agencją Ria Novosti oświadczył, że współpraca na linii Rosja – NATO została całkowicie zerwana. Według rosyjskiego dyplomaty, winę za taki stan rzeczy ponosi sojusz, który zrezygnował z pozytywnych działań w kontaktach z Moskwą. Obecną sytuację Gruszko porównał do zimnej wojny z czasów Związku Radzieckiego, jednocześnie dodając, że „obecny kryzys w stosunkach NATO i Rosji jest najdłuższym w historii”. Dyplomata dodał, iż „wszyscy zdrowo myślący ludzie mają nadzieję, że nie dojdzie do konfliktu zbrojnego”. Jednak nie wykluczył „przypadkowych incydentów”, do których może dojść z powodu „niewłaściwie odczytanych zamiarów” każdej ze stron.
NATO zawiesiło współpracę z Rosję i ograniczyło kontakty niemal do zera w 2014 roku, gdy Rosja zaanektowała Krym i wsparła prorosyjskich separatystów w Donbasie. Od ponad roku część rosyjskich ekspertów wojskowych, politologów i intelektualistów krytykuje Władimira Putina za militaryzację kraju i straszenie sąsiadów nowymi rodzajami broni. W jednej ze swoich publikacji dziennikarka radia Echo Moskwy Julija Łatynina stwierdziła, że Rosja zachowuje się jak międzynarodowy terrorysta, więc nie powinna się dziwić, iż nikt nie chce z nią rozmawiać.

SPRZYJAJĄCE SONDAŻE
Putin może pójść w ślady swojego krwawego poprzednika Józefa Stalina. Jak pokazał ostatni sondaż, chcą tego sami Rosjanie. Aż 70 procent Rosjan pozytywnie ocenia radzieckiego dyktatora Józefa Stalina. Jak podała agencja informacyjna RBK, to rekordowa liczba w porównaniu do poprzednich lat. W 2015 roku pozytywnie działalność zbrodniarza oceniało tylko 34 procent respondentów. Sondaż na ten temat przeprowadziło Centrum Analityczne Jurija Lewady. Z badań wynika, że co najmniej połowa uczestników jest gotowa usprawiedliwić stalinowskie represje. Spośród 70 procent badanych, którzy pozytywnie ocenili historyczną rolę Józefa Stalina, 51 procent podkreśliło, że odnosi się do tej postaci z szacunkiem i sympatią. Tylko 14 procent respondentów stwierdziło, że odczuwa w stosunku do Stalina obrzydzenie i strach. Socjologowie Centrum Lewady wyjaśnili, że najczęściej pozytywnie wypowiada się o radzieckim zbrodniarzu elektorat partii komunistycznej, wyborcy Władimira Putina i zwolennicy Liberalno-Demokratycznej Partii Rosji Władimira Żyrinowskiego. Socjolog Rosyjskiej Akademii Nauk Leontij Byzow tłumaczy, że wpływ na kształtowanie takich ocen ma propaganda państwowych mediów, utrwalająca w społeczeństwie pozytywny obraz radzieckiego dyktatora. „Stalin jest traktowany przez tych ludzi jak car, który ścinał głowy złym bojarom, a przy okazji cierpieli pojedynczy niewinni ludzie” – tłumaczy rosyjski socjolog.
Od 30 lat badaniem i ujawnianiem zbrodni stalinowskich zajmuje się rosyjskie stowarzyszenie „Memoriał”, którego historycy przypominają przy każdej okazji, że Józef Stalin ma na rękach krew dziesiątków milionów obywateli Związku Radzieckiego i krajów sąsiednich, w tym Polaków.

REALNA OCENA SZANS
Potencjał i ograniczenia militarne Rosji ocenia w swoim komentarzu Anna Maria Dyner – analityczka Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych. “Rosja postawiła na rozwój systemów ofensywnych ze względu na koszty, są tańsze od defensywnych, i problemy związane z brakiem technologii – wyjaśnia. – Tym samym w najbliższym czasie położy nacisk na systemy rakietowe, zwłaszcza hipersoniczne, licząc, że zrównoważy tym siły amerykańskie, przy znacząco mniejszym budżecie wojskowym. Atutem Rosji jest możliwość samodzielnej produkcji tego rodzaju broni, podobnie jak rakiet Jars, Sarmata czy Kalibr. Rosyjskie władze wiedzą, że rozwój systemów hipersonicznych stanowi poważne wyzwanie dla obrony przeciwrakietowej NATO i USA. Ich potencjalne użycie znacząco skraca czas na ewentualną odpowiedź i zwiększa zagrożenie nieintencjonalnego wejścia w konflikt, np. w wyniku ‚fałszywego alarmu’, spowodowanego błędną oceną obrazów satelitarnych systemów wczesnego wykrywania – tłumaczy Anna Maria Dyner i dodaje, że działania Rosji, zwłaszcza w produkcji satelitów, są utrudnione wskutek sankcji międzynarodowych. – Została nimi objęta część firm zbrojeniowych (m.in. Ałmaz-Antiej, specjalizujący się w broni rakietowej, czy Objedinionnaja Awiastroitielnaja Korporacyja, w skład której wchodzą producenci samolotów wojskowych). Odcięło je to od zachodnich kredytów, inwestycji i współpracy z firmami z UE i USA, które zaprzestały dostarczania im technologii i części zamiennych” – mówi analityczka PISM.
Problemem dla Rosji są także pieniądze, bo nie ma ona wystarczających środków na rywalizację z USA i obawia się powtórki z lat 80. XX w., kiedy kosztowny wyścig zbrojeń przyczynił się do rozpadu ZSRR”. „Tym samym posiadaną przez siebie broń hipersoniczną, ze względu na jej charakterystykę, będzie wykorzystywała jako atut i pretekst do podjęcia rozmów na temat uregulowań na poziomie międzynarodowym” – twierdzi Anna Maria Dyner i dodaje, że dzięki temu Rosja może być skłonna do ustępstw w zakresie dopuszczalności jej użycia, ale najpewniej w zamian za ograniczenie rozwoju amerykańskiej obrony przeciwrakietowej oraz zakaz rozmieszczania broni w kosmosie i nowy układ w tej kwestii. „W tym celu może też zaproponować wprowadzenie limitów na posiadanie strategicznych hipersonicznych głowic manewrujących, na wzór obecnych ograniczeń traktatu Nowy START – uważa Dyner. – Niezależnie od ewentualnych prób uregulowania tych kwestii elementem odpowiedzi NATO powinno być wzmocnienie systemów przeciwrakietowych i obrony powietrznej z uwzględnieniem zagrożeń płynących z Rosji”.