Samotny adwent

84
FOTO: EPA

Ja wiem, że to pieniądze rządzą światem. Takie czasy. Ja wiem, że ekonomia, biznes i te sprawy. Tak, wiem, co to inflacja, ba – wiem nawet, co to znaczy, gdy konto puste i nie ma nadziei, by przestać żyć na krawędzi z pytaniem: ile zabraknie, a nie nawet czy wystarczy...?

Ale czy można by tak chociaż jeden dzień przestać mówić, ile przez pandemię stracił ten czy tamten przedsiębiorca, hotelarz, restaurator, artysta, a pomyśleć o milionach ludzi, którzy odchodzą w samotności, mając za ostatni widok kosmiczny skafander, twarze w maskach? Których ostatnim dotykiem, jeśli mają tyle szczęścia, jest lateks lub winyl rękawiczki medyka?

Tak odchodzą nie tylko chorzy na Covid-19, ale wszyscy pacjenci, których szpitale, oddziały, hospicja, czy domy opieki ograniczyły, czy w ogóle zamknęły możliwość odwiedzin ze względu na zagrożenie przenoszenia wirusów. To umieranie w samotności i izolacji jest jednym z najbardziej dramatycznych aspektów epidemii, a nie straty materialne. Tu nie ma porównania. Wszystko, prócz życia, może być wrócone! Można powstać i z popiołów, ale trzeba żyć! Bliscy ciężko chorych pacjentów nie mają możliwości, by wspomóc ich w tych najtrudniejszych, często ostatnich chwilach. Jedyne co im pozostaje to kontakt telefoniczny, do momentu gdy jest możliwy lub próby uzyskania informacji od przepracowanego i padającego na twarz personelu.

Od początku pandemii w Polsce zmarło ponad blisko 90 tysięcy osób, to tak jakby nagle z Podkarpacia zniknęła Dębica, Nowa Dęba, Nisko, Lesko, Ustrzyki Dolne i Boguchwała jednocześnie. Albo Jasło, Krosno i Leżajsk w jednej chwili, czy pół Rzeszowa. A ile osób umarło na raka, choroby układu krążenia, niewydolność wielonarządową z powodu wieku, albo  z jakiegokolwiek innej przyczyny w samotności, na odciętym od świata, od bliskich szpitalnym łóżku, za foliową kotarą, w izolatce, w ściskającej gardło ciszy.

Samotność w chorobie czy śmierci to nie to samo, co chwilowa niedogodność związana z izolacją, która dla wielu wydaje się być końcem świata. To zupełnie coś innego niż brak możliwości pójścia do klubu, wyjazdu na wczasy, skorzystania z usług fryzjera czy kosmetyczki. Ludzie, co się z nami porobiło?! Jadę do pracy i słucham jęków jakiejś gwiazdeczki, że w te święta znów nie poszusuje na nartach. To dla niej tragedia.

Mało kto wie, że samotność przyspiesza śmierć choćby przez pogłębienie i nasilenie przebiegu stanów zapalnych. To psychika właśnie powoduje aktywację układu podwzgórze-przysadka-nadnercza, a tym samym adrenergicznego układu współczulnego i uwalniania cytokin. To z kolei skutkuje powstawaniem stanu zapalnego, który, jeśli jest przewlekły, albo dołącza do innej choroby, zaczyna nam śmiertelnie zagrażać. Brak wsparcia psychicznego i fizycznego bliskich obejmuje też czynniki zdrowia somatycznego, przede wszystkim osłabienie funkcjonowania układu immunologicznego, co wiąże się nie tylko spadkiem odporności i “łapaniem wszystkiego” co jest na oddziale, ale również z szybkimi przerzutami chorób nowotworowych.

FOTO: EPA

Prawo do pożegnania z osobą umierającą podlega ochronie nie tylko na gruncie polskiego prawa krajowego, ale także na gruncie art. 8 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka. Ingerencja w prawo do ostatniego pożegnania jest możliwa jedynie wówczas, gdy wykazane zostanie istnienie ważnego konkretnego interesu społecznego, a obecnie jest nim Covid. Również stanowisko  rzecznika praw pacjenta Bartłomieja Chmielowca jest w podobnym tonie – uniemożliwienie ostatniego pożegnania pacjenta z rodziną, nawet w przypadku, gdy przyczyna śmierci pozostawała bez związku z Covid-19, a podmiot leczniczy nie był tzw. szpitalem zakaźnym jednoimiennym, mogą usprawiedliwiać wyjątkowe okoliczności epidemiologiczne, a te właśnie istnieją. I to jest najsmutniejsza strona pandemii, a nie wzrost cen benzyny, gazu, jajek czy pietruszki. Szczęśliwi ci, którzy usiądą za wigilijnym stołem z najbliższymi fizycznie, albo nawet z wiedzą, że gdzieś tam za oceanem są przy innym stole i innymi ludźmi.