Segregacja sanitarna

156
FOTO: EPA

Jestem kategoryczną przeciwniczką przymusu, ale jednocześnie jestem gorącą zwolenniczką wprowadzenia rozwiązań dających zwolnienia z ograniczeń dla zaszczepionych z jednoczesnym brakiem stygmatyzacji niezaszczepionych.

Powyższe brzmi pięknie i poprawnie politycznie, z tym, że jest to po pierwsze niemożliwe, bo wewnętrznie sprzeczne, a po drugie zaszczepieni w razie zakażenia, które będą przechodzić lekko lub bezobjawowo (przecież taki jest cel), będą nadal transmitować wirusa rozsiewając i utrzymując pandemię. Wygląda na to, że każdy zaszczepiony powinien zostać odizolowany i po okresie kwarantanny przeniesiony na alternatywną Ziemię, gdzie będą wszyscy po analogicznej procedurze jak on. Rozwiązanie takie nie jest możliwe.

A może zaszczepieni powinni cały czas chodzić w wysokiej jakości maseczkach i mieliby ograniczone możliwości kontaktu z innymi? Tylko wówczas doszłoby do sytuacji odwrotnej: szczepieni byliby poddani stygmatyzacji i niejako przez to, że chcieli zwiększyć własne bezpieczeństwo, zostali ukarani. Takie rozwiązanie też niedobre i niemożliwe – wielu przecież szczepi się, by żyć normalnie, a nie jeszcze bardziej w izolacji.

Założenie, że wszyscy zaszczepią się dobrowolnie, jest też nieprawdopodobne, bo pomijając antyszczepionkowców (nie mylić z płaskoziemcami!) są osoby, które mają wyraźnie przeciwskazania. Jakie jest wyjście? Ano przy obecnym stanie rzeczy żadne, a wszystko zmierza do segregacji sanitarnej, która jak napisałam premiuje zaszczepionych, ale zupełnie nie rozwiązuje problemu i dopóki nie zostanie wynaleziony skuteczny lek, opracowana skuteczna procedura leczenia, dopóty problem będzie kładł się cieniem nad naszymi głowami niczym nierozwiązany węzeł gordyjski.

Obecnie polski rząd nie jest przychylny wprowadzeniu rozwiązań, które na przykład zaczynają funkcjonować we Francji, ale wyraźnie spogląda w tamtym kierunku i jestem przekonana, że gdyby strach przed spadkiem poparcia był mniejszy niż obawa przez pandemią, już dziś słyszelibyśmy zapowiedzi, że podobnie jak u Francuzów niezaszczepieni nie będą mogli wybrać się do restauracji, kawiarni, centrum handlowego czy placówki medycznej. Poza ich zasięgiem będą teraz również podróże transportem publicznym, wejście do parku rozrywki, na koncert, basen czy siłownię.

FOTO: EPA

Czy to jednak oznacza, że segregacja sanitarna nas ominie? Zapewne nie. Zostanie ogłoszona z dnia na dzień, przypuszczam, że wczesną jesienią, gdy wariant Delta, zwany też indyjskim rozprzestrzeni się w Europie. Szef doradzającej francuskiemu rządowi Rady Naukowej prof. Jean-Francois Delfraissy ostrzega, że na początku sierpnia we Francji liczba nowych dziennych zakażeń Covid-19 może sięgnąć około 50 tys., podobna sytuacja jest w choćby w Niemczech czy Wielkiej Brytanii, więc dlaczego w Polsce miałoby być inaczej? To taka wakacyjna cisza przed burzą, bo już wiadomo, że wyizolowano kolejne warianty wirusa (na przykład B.1.621), który nie zdążył jeszcze otrzymać oznaczenia grecką literą od WHO (swoją drogą ciekawe, czy nie braknie nam tych liter?). Może będzie dodatkowo nazwany kolumbijskim, bo tam po raz pierwszy został wykryty? Pandemia trwa już blisko dwa lata, a przed nami ciągle więcej niewiadomych niż pewników. Kiedy to wszystko się zakończy i jak? Bo jedno, co wiem – rozwiązanie zaskoczy nas wszystkich. Tego jestem pewna.