Siedemdziesiąt lat ucisku

2
Mauzoleum Mao na placu Tiananmen w Pekinie – największego masowego mordercy, jakiego wydała ludzkość/Foto: Wiesław Cypryś

Pierwszego października br. minęła 70. rocznica utworzenia Chińskiej Republiki Ludowej. Z tej okazji w Pekinie odbyła się wielka defilada wojskowa, podczas której zaprezentowano nowe pociski balistyczne Dongfeng 41, zdolne do wystrzelenia wielu rakiet wycelowanych w różne cele.

Przez plac Niebiańskiego Spokoju przemaszerowało 15 tys. żołnierzy Armii Ludowo-Wyzwoleńczej, przejechało 580 pojazdów ze sprzętem wojskowym, a nad głowami obecnych przeleciało 160 samolotów bojowych.

Władze pieją z osiągnięć kraju pod ich rządami i zapowiadają zintensyfikowanie wysiłków, żeby je zwiększyć. Chińczycy natomiast nie mają powodów do zadowolenia, bo te siedem dekad należą do najczarniejszych w historii państwa.

Z wszystkich utopijnych systemów XX wieku żaden inny nie był bardziej zabójczy i bardziej nieludzki niż ten. Żadne inne państwo nie uśmierciło, torturowało, więziło i terroryzowało więcej swoich obywateli niż komunistyczne Chiny.

Najbardziej niesławna katastrofa tego okresu zaczęła się w 1958 roku Wielkim Skokiem Naprzód, który miał szybko przekształcić Chiny z zacofanego, rolniczego kraju w czołową potęgę przemysłową. W wyniku nieprzemyślanego planu i arbitralnych błędów zaczął panować głód, a gospodarka popadła w ruinę. Do 1962 roku z braku pożywienia zmarło 40 milionów ludzi. Miliony poddano śmiertelnym torturom albo zabijano na miejscu pod pozorem przestępstw przeciwko władzy.

Wielu, którzy przeżyli, szybko wpadło w kleszcze Rewolucji Kulturalnej, która oficjalnie miała wyeliminować ze świadomości społeczeństwa burżuazyjne myślenie i pozbawić wpływów ludzi poprzedniej epoki, usunąć ze stanowisk dyrektorów, profesorów i całą inteligencję. W rzeczywistości 11-milionowa Czerwona Gwardia, w ramach walki z rzekomymi kontrewolucjonistami, torturowała niewinnych ludzi, plądrowała ich domy, niszcząc wszystkie „burżuazyjne” przedmioty, takie jak meble, książki, płyty gramofonowe, biżuterię, szachy. Bandy czerwonogwardzistów rabowały także muzea, niszczyły zabytki i dzieła sztuki, paliły książki.

Koniec Rewolucji Kulturalnej, uznawanej za datę śmierci Mao (6 października 1976 r.) nie zakończył szykan. W ciągu 70 lat komunistycznych rządów w Chinach utworzono ponad tysiąc obozów koncentracyjnych i przymusowych obozów pracy. W tym okresie średnio stale 10 milionów obywateli przebywało w gułagach.

Niewolnicza praca i tortury były powodem pięcioprocentowej śmiertelności, co oznacza, że do początku lat 90. zmarło w obozach 20 milionów Chińczyków. Obecnie w reedukacyjnych zakładach zamkniętych znajduje się prawdopodobnie trzy miliony etnicznych muzułmanów Ujurgów. Inne wyznania nie mają lepiej. Katolicy, buddyści, członkowie Falun Gongu poddawani są szykanom, wtrącani do więzień, torturowani i zmuszani do wyparcia się wiary i przyjęcia oficjalnego światopoglądu – maoizmu i ateizmu.

Przez ponad pół wieku komuniści Kraju Środka rozbijali podstawową komórkę społeczną – rodzinę, zmuszając kobiety do przerywania ciąży i sterylizacji oraz zniechęcając do adopcji.

Ludowe Chiny nie ograniczały się do wdrażania utopijnej ideologii w swoich granicach. Eksportowały ją. Po roku 1950 zamordowały 10-20 procent populacji Tybetu. Dzielni mieszkańcy regionu walczyli z Czerwoną Armią bagnetami i szablami. W 1984 roku Dalajlama podał, że do tego czasu w niewoli chińskiej zmarło 173 tysiące jego rodaków.
Czerwone Chiny podpierały mordercze reżimy w Kambodży i Wietnamie oraz podżegały światowe konflikty, które pochłonęły setki tysięcy ofiar. Ciągle wspierają masowy obóz koncentracyjny o nazwie Korea Północna, a ogromna większość społeczeństwa żyje w nędzy.

Wolne kapitalistyczne enklawy – Tajwan i Hongkong – nieustannie przypominają światu o zagrożeniu ze strony agresywnej, nie wahającej się przed użyciem każdej siły dyktatury. Zdeterminowani protestujący wiedzą, co oznaczają rządy komunistów i wolą ryzykować życie, niż poddać się reżimowi. Wprawdzie decyzję o ekstradycji mieszkańców Hongkongu do Chin kontynentalnych odwołano, ale nieufność co do szczerości tego rządu jest wśród nich tak wielka, że dalej demonstrują.

„Chiny pozostaną na ścieżce pokojowego rozwoju, ale nikt nie powstrzyma ich marszu naprzód” – oświadczył Xi Jinping, przewodniczący Partii Komunistycznej Chin podczas uroczystości rocznicowych. Pokojowe deklaracje to pusta retoryka, gdy równocześnie pokazuje się pociski nuklearne i rakiety balistyczne. Zaciskający coraz mocniej pięść dyktatorskiej ręki Xi Jinping trzy razy skłonił się przed mauzoleum Mao, gdzie znajdują się zabalsamowane zwłoki tego największego masowego mordercy, jakiego wydała ludzkość. A mauzoleum stoi na placu Tiananmen, gdzie w 1989 roku zabito tysiące demonstrantów.

Dniem, kiedy naród chiński uczci huczniej niż ten rocznicowy, będzie dzień upadku rządów komunistycznych i politycznej śmierci całego aparatu tej władzy. Miejmy nadzieję, że nie będzie musiał czekać następne 70 lat.